Sekretarz skarbu USA Scott Bessent stwierdził w Davos, że duńskie inwestycje w amerykański dług są nieznaczące. I nie zatrzymał się na tym. Dodał, że Dania jako państwo też jest nieznacząca. Wpisuje się to w szersze plany uzyskania kontroli nad Grenlandią przez Amerykanów. Jak donosi Reuters, krytyka działań rządów Starego Kontynentu odbywała się również na zamkniętych spotkaniach.

Fundusze, finanse i polityka

Sprawa Grenlandii zbiegła się w czasie z decyzją jednego z duńskich funduszy emerytalnych (AkademikerPension), który zdecydował o sprzedaży wszystkich posiadanych obligacji amerykańskiego rządu. W oficjalnym uzasadnieniu wskazano, że za tą decyzją stoją obawy o sytuację amerykańskich finansów publicznych, a nie kwestie polityczne. Podobną decyzję o zmniejszeniu zaangażowania ogłosił jeden ze szwedzkich funduszy emerytalnych. Dyskusje o zaangażowaniu w amerykański dług toczą się głównie w krajach skandynawskich oraz w Holandii. Największy europejski fundusz emerytalny – holenderski ABP – już w 2025 r. zmniejszał zaangażowanie w amerykańskie obligacje.

Tak się złożyło, że państwa Europy Północnej są tymi, z których pochodzą inwestorzy posiadający duże środki emerytalne ulokowane w USA, a z drugiej strony są to państwa potencjalnie dotknięte zwiększeniem amerykańskiego zainteresowania Arktyką.

Amerykański dług traci na atrakcyjności

Fundusze emerytalne to ważne instytucje o stabilnych strategiach inwestycyjnych, które stawiają bardziej na bezpieczeństwo inwestycji niż na wysoką stopę zwrotu. Dotychczas dług amerykański był dla nich złotym standardem aktywów ze względu na wysoką płynność i niskie ryzyko.

Decyzje wybranych funduszy nie wpłyną bezpośrednio na możliwości finansowania długu przez amerykańskie władze, jednak stanowią widoczny sygnał zmniejszenia zaufania do tamtejszego długu. Przekłada się to na zwiększenie inwestycji banków centralnych i inwestorów prywatnych w złoto, które notuje kolejne rekordowe ceny.

Inwestycje zagraniczne wciąż płyną

Inwestycje w USA to nie tylko zakupy tamtejszych obligacji skarbowych, lecz także bezpośrednie inwestycje zagraniczne (w formie budowy i przejmowania amerykańskich przedsiębiorstw) oraz inwestycje w aktywa finansowe podmiotów prywatnych (akcje i obligacje). Kilka tygodni temu ukazała się kwartalna informacja o międzynarodowej pozycji inwestycyjnej netto USA, czyli zestawienie należności i zobowiązań zagranicznych. Dostarcza ono informacji, czy dane państwo jest dłużnikiem wobec zagranicy, czy też wierzycielem innych państw. Amerykańskie dane za trzy kwartały 2025 r. potwierdzają utrzymanie rosnącego deficytu, co oznacza szybsze zwiększanie zobowiązań wobec inwestorów zagranicznych w stosunku do amerykańskich należności z zagranicy. Różnica ta wyniosła ponad 27 bln dol. i była najwyższa w historii. Wynika ona ze zwiększonych inwestycji płynących ze świata. Stoi to w sprzeczności z tezą o walnym wycofywaniu się inwestorów zagranicznych z amerykańskiego rynku finansowego („sell America”). Wręcz przeciwnie – amerykański rynek finansowy pozostaje silnym magnesem dla kapitału, nawet jeśli jednocześnie zwiększane są zabezpieczenia przed spadkami wartości papierów wartościowych wycenianych w dolarach.

Atrakcyjność inwestycji w USA wynika zarówno z chęci zysku, jak i poszukiwania bezpieczeństwa. Tamtejsze aktywa są podstawą wielu strategii inwestycyjnych. Liczy się łatwość obrotu wynikająca z głębokości i liczby uczestników tego rynku.

Unikanie inwestycji w USA oznaczałoby utratę potencjalnych zysków z inwestycji w takie spółki jak Nvidia, Microsoft czy Alphabet, które stoją za kluczowymi technologiami informacyjnymi, w tym za sztuczną inteligencją. W Europie dominują przedsiębiorstwa z tradycyjnych obszarów działalności, podczas gdy w USA przeważa branża technologiczna. Właśnie dysproporcje w strukturze branżowej doprowadziły do relatywnego spadku wartości europejskich giełd wobec amerykańskiego rynku. Sytuacja ta zmieniła się w 2025 r., gdy amerykańskie giełdy pozostały daleko w tyle za Europą i Azją pod względem stóp zwrotu. Rynek amerykański wzrósł w tym czasie o ok. 16 proc., a azjatycki i europejski prawie dwukrotnie więcej (za LSEG). Jeśli zostanie uwzględniona utrata wartości dolara wobec euro, wówczas różnica jeszcze bardziej się powiększa na korzyść Europy.

Groźba wycofania kapitału

Wartość amerykańskich akcji i obligacji posiadanych przez Europejczyków jest szacowana przez George’a Saravelosa, analityka Deutsche Banku, na 8 bln dol. Pojawiły się głosy, że groźba wycofania tego kapitału może być silną kartą w negocjacjach z USA. Nagła sprzedaż amerykańskich aktywów oznaczałaby nie tylko problemy dla USA, lecz także – jeszcze większe – dla posiadaczy aktywów. Wyprzedaż mogłaby zaburzyć światowe finanse. Najmniej straciłby ten, kto sprzedałby jako pierwszy. To byłaby już opcja atomowa.

Możliwość skoordynowanej sprzedaży wydaje się wręcz niemożliwa. Łączny poziom europejskich inwestycji w USA jest wysoki. Odpowiada jednak za niego bardzo zróżnicowana grupa inwestorów: od banków centralnych i banków komercyjnych przez państwowe fundusze majątkowe, firmy ubezpieczeniowe, fundusze emerytalne, fundusze inwestycyjne, po inwestorów indywidualnych. Oprócz podmiotów z Unii Europejskiej, także Zjednoczone Królestwo, Norwegia i Szwajcaria mają duże amerykańskie aktywa. Trudno sobie wyobrazić, że wszyscy postąpią w ten sam sposób i na apel któregoś z polityków dokonają jednoczesnej sprzedaży.

Również motywy inwestycyjne są różne. Dla przykładu, amerykański dług rządowy nie jest kupowany przez inwestorów, aby na nim spekulować, lecz aby minimalizować ryzyko i zapewnić odpowiednią płynność. Duże straty i trudności w jego sprzedaży zaburzyłyby modelami finansowania wielu ważnych instytucji finansowych, takich jak fundusze emerytalne.

Uwaga skupia się na uzależnieniu USA od inwestorów zagranicznych, jednak także europejski system finansowy jest zależny od swobodnego dostępu do dolara. Kiedy pojawiały się kryzysy i mechanizmy rynkowe nie funkcjonowały poprawnie, zawierane były między bankami centralnymi porozumienia pozwalające na uzyskanie nieograniczonego dostępu do amerykańskiej waluty.

Europejska Rada ds. Ryzyka Systemowego we wspólnym raporcie z Europejskim Bankiem Centralnym ostrzegła przed potencjalnym ograniczeniem płynności w dolarach i innych walutach obcych w przypadku nasilenia zagrożeń geopolitycznych. Przełożyło się to już na ograniczenie o kilka procent finansowania w obcych walutach przez banki z Eurolandu.

Mały dług jest problemem dłużnika. Duży dług to problem wierzyciela. Zawiłość powiązań finansowych jest tak wysoka, że nikomu nie opłaca się wywracać stolika. Jednak założenie o racjonalności poszczególnych uczestników rynku może się okazać na wyrost.©Ⓟ