„Good job ICE” – napisał z entuzjazmem europoseł PiS Dominik Tarczyński, który coraz częściej jest określany jako europoseł MAGA (Make America Great Again), tyle że wybrany z list PiS. W ten sposób polityk podsumował zabójstwo popełnione przez funkcjonariuszy służby granicznej na amerykańskim obywatelu, który co prawda miał broń, ale w momencie oddawania strzałów był już rozbrojony i unieszkodliwiony. Wcześniej funkcjonariusze ICE zabili nieuzbrojoną Amerykankę za kółkiem samochodu. Oba wydarzenia nie wzbudziły oburzenia w szeregach ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego, a jeśli już wywołały jakieś emocje, to właśnie takie.
PiS wpatrzony w MAGA
Ekscytacja ruchem MAGA i Donaldem Trumpem w środowisku okołopisowskim jest wyrażana na wiele sposobów – jak organizacja republikańskiej konferencji CPAC w Rzeszowie. Przede wszystkim jednak znamienny jest brak wyraźnego stanowiska wobec coraz bardziej agresywnych działań administracji w Waszyngtonie w kolejnych rejonach świata. W sprawie Wenezueli widać było wręcz entuzjazm. Nawet zmiana podejścia PiS do wojny w Ukrainie była idealnie zgrana z nową polityką amerykańskiej administracji.
Oczywiście już w końcówce rządu Morawieckiego korekta stosunku do Kijowa, szczególnie w kwestii dostępu do unijnego rynku, była wyraźna, jednak była ona ograniczona do poszczególnych obszarów i podyktowana zmianą nastrojów społecznych. W czasach Trumpa nawet najostrzejsze określenia ze strony administracji USA, chociażby to o „reżimie w Kijowie” czy podważające legalność prezydentury Zełeńskiego, nie spotykały się z oporem ze strony środowisk związanych z PiS. Tak jakby wszyscy w tym ugrupowaniu zapomnieli, co mówili i robili na początku tej wojny. Wygląda na to, że jego politycy broniliby nawet najbardziej kuriozalnych pomysłów ekipy Trumpa.
Żywotny interes Polski?
To serwilistyczne podejście jest przedstawiane jako obrona żywotnych interesów Polski, która musi postawić wszystko na jedną – amerykańską – kartę. W gruncie rzeczy jest jednak nakierowane na użytek krajowy. Bliska współpraca PiS z ruchem MAGA, czego Tarczyński jest tylko najbardziej jaskrawym – i absurdalnym – przykładem, ma pomóc w zwycięstwie w kolejnych wyborach.
Niewątpliwie ze wszystkich opcji politycznych w Polsce to PiS ma najlepsze relacje z obecną administracją nad Potomakiem. Ostentacyjne pomijanie Donalda Tuska w spotkaniach ze stroną amerykańską nie jest tylko efektem jego lekkomyślnych wypowiedzi o Trumpie. Wspominanie o tym przez polityków PiS przypomina donosy na swój rząd za granicą, za co wcześniej PiS oskarżał opozycję w czasach rządów Morawieckiego. Z tą różnicą, że KO informowała organy UE, której jesteśmy częścią, o możliwych przypadkach łamania prawa, a partia Kaczyńskiego składa donosy do obcego – chociaż zaprzyjaźnionego – państwa.
Takie wiernopoddańcze podejście może być skuteczne w polityce krajowej, ale dla długoterminowego statusu Polski będzie destrukcyjne. Brak jednoznacznego wsparcia Danii w sporze o Grenlandię może podważyć zaufanie wszystkich państw nordyckich do Warszawy. Tymczasem w obecnej sytuacji geopolitycznej kraje regionu Morza Bałtyckiego są jednymi z kluczowych elementów naszej struktury bezpieczeństwa. Polska powinna się stać fundamentem bezpieczeństwa północno-wschodniej flanki NATO, tymczasem polityka PiS i Pałacu Prezydenckiego sprawia, że jest traktowana jak państwo lojalne wyłącznie wobec Waszyngtonu. Gdyby Trump uznał, że np. Narwa jest rosyjska, a nie estońska, postawa Warszawy nie będzie już tak pewna jak kiedyś. Nie wiadomo już, czy hasło „bronić każdego kawałka ziemi NATO” jest dla Polski niepodważalnym dogmatem. A to osłabia pozycję Warszawy w regionie.
SAFE dla naszego bezpieczeństwa
Także sceptycyzm wobec unijnego programu SAFE, który zapewnia tanie pożyczki na zbrojenia, jest sprzeczny z polską racją stanu. SAFE ma być problematyczny, gdyż zakłada zakupy w krajach unijnych, gdy PiS postuluje kontynuację polityki rządu Morawieckiego, która opierała się na masowych zakupach za oceanem, uzupełnianych dostawami z Korei Południowej. Trzon sił zbrojnych niewątpliwie powinien stanowić sprzęt z USA, chociażby dlatego, że jest wciąż najnowocześniejszy na świecie. Jednak sam Waszyngton wskazuje, że Unia Europejska musi wziąć na siebie zdecydowanie większą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo. Nie da się tego zrobić bez rozwoju własnego przemysłu zbrojeniowego. I o to chodzi w programie SAFE. Zakupy myśliwców, ochrony przeciwrakietowej, artylerii czy czołgów w UE to także impuls dla rozwoju przemysłu zbrojeniowego.
Poza tym uzależnianie się od sprzętu zza oceanu wystawia nas na ryzyko, że jego użycie będzie ściśle związane z interesem USA. Tak naprawdę wciąż nie jest jasne, czy Amerykanie byliby w stanie wyłączyć systemy elektroniczne w sprzedawanej innym krajom broni, ale jest to prawdopodobne. Oczywiście jest to ryzyko również dla samych Stanów Zjednoczonych, dla których przemysł zbrojeniowy jest jednym z motorów gospodarki. Nawet jeden ewidentny przypadek unieruchomienia broni made in USA drastycznie ograniczyłby jej popyt. Tyle że interesy geopolityczne mogą się w pewnym momencie stać ważniejsze od ekonomicznych – np. jeśli będzie od tego zależeć powodzenie „odwróconego Kissingera” (przeciągnięcie na swoją stronę Rosji w rywalizacji z Chinami). Nasze interesy geopolityczne są o wiele bliższe tym państw UE niż USA.
Potencjał gospodarczy
Bezrefleksyjne oparcie bezpieczeństwa na Stanach Zjednoczonych hamuje również rozwój polskiego potencjału zbrojeniowego i przemysłowego. Ukraińcy pokazali, że nawet w warunkach wojennych potrafią wytwarzać własne rozwiązania obronne, np. w obszarze dronów. Rosyjska napaść udowodniła natomiast, że własne zdolności produkcji broni są jednym z kluczy do sukcesu. USA potrafią być chimeryczne – w czasach Bidena stały jednoznacznie po stronie Kijowa, w epoce MAGA potrafią zmieniać zdanie co kilka dni, ograniczać dostawy sprzętu czy straszyć odcięciem od amerykańskiego rozpoznania. Produkcja rodzimych rozwiązań, nawet jeśli początkowo gorszej jakości, przekłada się na rozwój możliwości technologicznych w przyszłości. Warto wydawać pieniądze w kraju i inwestować w rozwój własnych możliwości produkcyjnych. Tym bardziej że przykłady Izraela i USA po 1945 r. pokazują, że innowacje w zbrojeniach przepływają do gospodarki cywilnej i potrafią stać się motorem rozwoju technologicznego całego kraju.
Bezkrytyczne podejście do polityki USA – takie, jakie w najbardziej ekstremalnej wersji pokazuje Dominik Tarczyński – może też zepsuć przyszłe stosunki Warszawy z Waszyngtonem. Już widać zmianę podejścia Amerykanów do poczynań administracji Trumpa w polityce handlowej czy imigracyjnej. Bezpardonowe działania ICE wzbudzają coraz większy opór także wśród republikanów. Złagodzenie podejścia do Grenlandii było przynajmniej częściowo efektem oporu generałów US Army. Nastroje społeczne wpływają na zmianę polityki ekipy MAGA. Przecież nawet administracja Trumpa złagodziła ton w sprawie zabójstwa 37-letniej Amerykanki, przechodząc od skandalicznych wypowiedzi J.D. Vance’a do bardziej stonowanej retoryki.
USA podzielone
Społeczeństwo w USA jest spolaryzowane, demokraci nie zniknęli, a nadchodzą wybory śródokresowe (mid-termy). Oczywiście Trump obecnie rządzi z pominięciem Kongresu, korzystając z uprawnień w związku ze stanem wyjątkowym na granicy z Meksykiem, które sam sobie nadał, ale może to zostać niedługo skutecznie podważone przez sądy. Jeśli opór wobec polityki prezydenta będzie rosnąć, to jest całkiem prawdopodobne, że jego następcą w Białym Domu zostanie demokrata. Wtedy serwilistyczne podejście największej polskiej partii opozycyjnej – a może niedługo rządzącej – stanie się obciążeniem. Szczególnie w warunkach polaryzacji, która sprawia, że przeciwnicy Trumpa w kraju stają się wrogo nastawieni do jego zwolenników także poza USA – tak jak trumpiści do liberałów poza własnym krajem.
Stany Zjednoczone są coraz bardziej chwiejnym sojusznikiem. W takiej sytuacji znacznie bardziej odpowiedzialna jest polityka rządu, który stara się nie wikłać w wewnętrzne spory w USA i szukać konsensusu także w teoretycznie wrogiej opcji rządzącej obecnie Ameryką. Nielubiany przez Trumpa premier Tusk się schował, ewentualnie pokazuje się z przedstawicielami amerykańskiego biznesu. Oddelegowany do kontaktów z Amerykanami został Władysław Kosiniak-Kamysz, który pasuje do tej roli również z racji stanowiska szefa MON – a obecnie to kwestie bezpieczeństwa są najważniejsze w relacjach Polski z USA. Mniej gryzie się w język Radosław Sikorski, lecz także on powściągnął swoje zapędy publicystyczne. Tymczasem środowisko PiS jest tak zaangażowane w popieranie ruchu MAGA, że politycy tej partii nawet paradują po Sejmie w czerwonych czapeczkach, a w mediach bliskich PiS każde działania Trumpa są wychwalane pod niebiosa. Nawet jeśli dotyczą kolejnej próby resetu relacji z Rosją.
Rola do odegrania w Europie
Polska ma do odegrania ważną rolę w Europie Środkowej, więc powinna zachować maksymalną swobodę w podejmowanych decyzjach. Warszawa nie może się uwiązać u szyi zagranicznych polityków, i to jeszcze tak chwiejnych i nieprzewidywalnych jak Trump, który w każdej chwili może sprzedać Ukrainę lub zacząć wspierać niezwykle groźną Alternatywę dla Niemiec. Żeby móc prowadzić taką autonomiczną i skuteczną politykę, RP powinna wspierać własne zdolności oraz budować własny soft power. Kraj uważany za lokalnego wasala USA traci prestiż i może zapomnieć o odgrywaniu wiodącej roli w regionie.
Dotyczy to zresztą także aktualnego rządu, który nie potrafi zająć jednoznacznego stanowiska wobec coraz bardziej kuriozalnych pomysłów USA, takich jak zajęcie Grenlandii czy stworzenie absurdalnej Rady Pokoju. W ten sposób nie tylko oddala się od UE, której wielu członków potrafi jednoznacznie odcinać się od nich i krytykować politykę Trumpa, ale sama staje się lokalną niemową. Teorie upowszechniane w rosyjskiej propagandzie, że Warszawa to tak naprawdę wykonawca polityki USA w Europie Środkowo-Wschodniej, nagle stają się całkiem realne.
Oczywiście, że USA to kluczowy sojusznik Polski, jednak według polityków PiS tym sojusznikiem jest ruch MAGA i ekipa Donalda Trumpa. Tymczasem USA nie składają się wyłącznie z nich. Poza tym bycie sojusznikiem nie oznacza bycia wasalem. PiS swoim serwilizmem wobec aktualnej władzy w Waszyngtonie zbliża nas bardziej do Portoryko, które jest terytorium zależnym, pozbawionym nawet praw wyborczych. Jeśli Kaczyński et consortes sądzą, że ktoś będzie poważnie traktował środkowoeuropejskie Portoryko, to jest w wielkim błędzie. ©Ⓟ