Kolejne stronnictwa, które przez pewien czas wyglądały na zagrożenie dla układu PO–PiS, rozpadają się. W przypadku partii Jarosława Gowina i partii Szymona Hołowni mieliśmy szansę obserwowania eksperymentu „Ugrupowanie krytykuje duopol, ale ostatecznie staje się jego częścią”. Eksperyment skończył się tym samym rezultatem: PO oraz PiS trwają, niekonsekwentni kontestatorzy rozpadają się, a towarzyszy temu smutny widok uciekających do silnego gracza przedstawicieli partii pokonanych. I w gruncie rzeczy smutny widok niezłomnych, którzy trwają przy swoich sztandarach do końca. Nieuchronnego.
Mentzen także przystawką?
Czy będziemy obserwować podobny eksperyment z Konfederacją? To możliwe etapy. W pierwszym jest zarzekanie się, że o koalicji z PiS (PO?) nie ma mowy. W drugim warunkowa zgoda na to, że należy w tej sprawie przeprowadzić rzeczową, poważną debatę z dala od dziennikarzy. W trzecim podpisanie cennej jak selfie z Yeti szczegółowej umowy koalicyjnej. W czwartym objęcie kilku ministerstw. W piątym rolowanie przez większego koalicjanta. W ostatnim, szóstym, katastrofa słabych, lisi uśmiech silnych. Zważywszy na to, że Konfederacja sama jest koalicją, na dodatek podgryzaną przez mało poczytalnego, lecz popularnego Grzegorza Brauna, możliwości potrząsania nią – a potem rozłupania – będą duże.
Siłą Konfederacji jest szczepionka wielokrotnie przyjęta przez organizm. Przez wiele lat jej działania tego typu nacjonalizm, jaki wyrażali twórcy Ruchu Narodowego, błąkał się na marginesie polityki, brutalnie traktowany przez najważniejsze polskie media. Marsz Niepodległości stał się synonimem słowa „faszyzm”. Niewiele lepiej było z nurtem korwinowskim.
Realna polityka
Członkowie partii Gowina nie dostawali łupnia przez wiele długich lat – i załamali się przy brutalnej ofensywie Jarosława Kaczyńskiego. Członkowie partii Hołowni poszli na wybory z uśmiechem, a nie z siniakami na plecach. Teraz przegrywają nie tylko z rzeczywistością, ale nawet z programem komputerowym. Kogo nie bili za młodu, ten źle znosi presję.
Samo przechodzenie przez czyściec nie stanowi gwarancji odporności w chwilach ataku brutalnych i silnych graczy. Prawdę o Konfederacji poznamy, kiedy wejdzie do rządzącej koalicji. Pogubi grono gorących zwolenników, którzy w swojej głupocie myślą, że ich ukochana partia pozostanie wiecznym krytykiem wielkich. Ugrupowanie nabierze pieczeniarzy i agentów. Dostanie wspaniałe propozycje, ale skierowane do liderów, a nie do całości. Może warto rozważyć, by wokół Rady Liderów Konfederacji stworzyć nieoficjalną doradczą radę byłych liderów tych partii, które przeszły już eksperyment. ©Ⓟ