Przypadek Ekwadoru jest bardzo ciekawy, bo znacznie różni się od większości innych rezygnacji z własnej waluty. Nie jest to bowiem jedyny przykład dolaryzacji w Ameryce Łacińskiej. Jednakże pozostałe dwa kraje – Salwador oraz Panama – są mniejszymi organizmami gospodarczymi. A Ekwador to 20 mln mieszkańców. Jego casus można porównać z podobnej wielkości (a nawet większymi) gospodarkami europejskimi, które przyjęły euro.

Fundamentalna różnica polega na tym, że państwa tworzące obszar wspólnego europejskiego pieniądza mają (mniejszy lub większy) wpływ na kierunki polityki monetarnej EBC. Ekwador zaś nie ma nic do powiedzenia w kwestii emisji dolara i polityki pieniężnej USA.

Importowana waluta

Ekwadorski eksperyment to nie było ani dopuszczenie amerykańskiego pieniądza w charakterze oficjalnego środka płatniczego obok własnej waluty, ani też czasowe związanie kursu swojego pieniądza z wartością USD. Nie, jego dolaryzacja była pełna. Stało się to w wyniku wojskowego przewrotu ze stycznia 2000 r. Ogłoszono wówczas wycofanie z obiegu sucre i natychmiastowe przewalutowania trzymanych w tej walucie środków.

Od tamtej pory wszystkie oficjalne transakcje płatnicze, zbiór podatków i wypłaty wynagrodzeń odbywają się w Ekwadorze przy pomocy dolara amerykańskiego. A ponieważ bank centralny Ekwadoru nie ma prawa do kreacji zagranicznej waluty, to potrzebny do obrotu pieniądz jest po prostu raz na jakiś czas importowany z USA. Do kraju napływają też oczywiście dolary w ramach normalnych transakcji gospodarczych, np. jako dochody przedsiębiorców z eksportu albo pieniądz przywożony do Ekwadoru przez turystów.

Poprawa stanu gospodarki?

Najciekawsze jest to, że w zasadzie powołanie się na ten przykład może zadowolić wszystkie strony sporu o sens lub bezsens posiadania suwerennego pieniądza narodowego. Z jednej strony liberalni zwolennicy dolaryzacji podkreślają, że główny cel operacji został osiągnięty. Ekwador z kraju zmagającego się z permanentnie bardzo wysoką inflacją (średnioroczny wzrost cen w dwóch ostatnich dekadach XX w. nigdy nie spadł poniżej 20 proc., a bywało, że oscylował wokół 80–90 proc.) stał się gospodarką stabilną. Tu w pełni zadziałało założenie noblisty Roberta Mundella o tym, że przejście na obcą walutę dopasowuje poziom wzrostu cen do tego, który panuje w kraju emitującym pieniądz. I faktycznie – od 2003 r. inflacja w Ekwadorze jest w zasadzie tożsama z trendami w USA.

Z drugiej strony rację mają ci, którzy we własnym pieniądzu widzą jedyne skuteczne narzędzie prowadzenia sensownej polityki społecznej i antykryzysowej. Dowodzą, że cykl koniunkturalny Ekwadoru jest od 20 lat powiązany z amerykańskim. I tak do krachu 2008 r. tamtejsza gospodarka rosła, potem jednak nadeszły lata spadku i stagnacji, którym politycy mogli się tylko przyglądać. A jeśli do tego dochodziły jeszcze lokalne kryzysy, takie jak np. trzęsienie ziemi w 2016 r., to efekt był taki, że dziś ekwadorskie PKB per capita jest mniej więcej takie samo jak dekadę temu.

Zaskakuje też odporność ekwadorskiej dolaryzacji na zdarzenia polityczne. Państwo to przez ostatnie ćwierćwiecze przeżyło zarówno kolejne epizody mieszania się wojskowych w demokratyczny porządek rzeczy, jak i rządy socjalisty Rafaela Correi. A także dwukrotne bankructwo kraju (w latach 2008 i 2020) i wiele innych politycznych zawirowań. A jednak dolar trwa. Jednocześnie na przekór wszystkim obawom oraz oczekiwaniom. Choć jednego z drugim nie da się podobno pogodzić. ©Ⓟ