W I kw. 2022 r. opublikowano prawie trzykrotnie więcej ogłoszeń o zamówieniach niż w tym samym okresie ub.r. Co nie oznacza, że rynek tak bardzo urósł

Dane z polskiego rynku zamówień publicznych za I kw. tego roku są wyjątkowo optymistyczne. Ogłoszono prawie 34 tys. zamówień, co oznacza wzrost o ponad 20 tys. ogłoszeń w stosunku do analogicznego okresu w 2021 r. Jest ich też o prawie 6 tys. więcej niż w pierwszych trzech miesiącach 2020 r. To oczywiście doskonała wiadomość dla przedsiębiorców ubiegających się o publiczne zamówienia - będą mieć więcej zleceń. Powody tego skokowego wzrostu nie muszą już jednak napawać aż tak dużym optymizmem.
Obawy zamawiających
Pierwszą i zarazem główną przyczyną tego stanu rzeczy jest wyjątkowo niska baza z I kw. 2021 r. Na polskim rynku zamówień publicznych panował wówczas wyjątkowy zastój. Zamawiający robili bowiem wszystko, by jak najwięcej przetargów ogłosić przed końcem 2020 r. Powód? Wejście w życie całkiem nowej regulacji. Przepisy obowiązujące od 2004 r. zostały zastąpione nową ustawą - Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1129 ze zm.). Choć eksperci oceniali, że nowy akt w zdecydowanej większości utrzymuje wcześniejsze rozwiązania prawne, to jednak obawy przed jego zastosowaniem były tak duże, że w styczniu 2020 r. ogłoszono raptem ok. 100 postępowań powyżej progów unijnych. Dla porównania średnia miesięczna dla tych zamówień w całym roku wyniosła ok. 2 tys.
Dodatkowym powodem zastoju, który również wynikał z nowych przepisów, był strach przed przejściem do internetu. Z początkiem ub.r. elektronizacja objęła wszystkie zamówienia (wcześniej były to tylko te powyżej progów), co oznaczało, że część mniejszych zamawiających po raz pierwszy musiało prowadzić postępowania w sieci.
Powtarzane przetargi
Wzrost liczby ogłoszeń również w stosunku do 2020 r. oznacza jednak, że przyczyn należy szukać także gdzie indziej. Jedną z nich może być popandemiczne odreagowanie, choć trzeba pamiętać, że w I kw. obowiązywało jeszcze wiele obostrzeń.
- Dlatego też ja bardziej tłumaczę to galopującą inflacją. Środki zaplanowane są w budżetach na cały rok, a wiadomo, że z miesiąca na miesiąc coraz mniej będzie można za nie kupić. Zamawiający nie czekają więc z przetargami, tylko ogłaszają je tak szybko, jak to jest możliwe - wskazuje Piotr Trębicki, radca prawny i starszy partner w kancelarii CZTR - Czublun Trębicki.
- Dodatkowo z własnej praktyki widzę, że ostatnio połowa prowadzonych przeze mnie spraw nie dotyczy udziału w samych przetargach, tylko prób renegocjowania już zawartych umów lub też wyplątania się z tych, które jeszcze nie zostały zawarte, a realizacja których, ze względu na duży wzrost kosztów, byłaby nieopłacalna dla wykonawców - zauważa prawnik.
Wśród danych udostępnianych przez Urząd Zamówień Publicznych nie ma informacji o liczbie przetargów unieważnionych czy to z powodu braku ofert, czy przekroczenia możliwości finansowych zamawiających lub też odmowy zawarcia umowy. Jednak z sygnałów płynących od zamawiających wynika, że część przetargów kończy się fiaskiem i trzeba je powtarzać. To zaś mogłoby być dodatkowym powodem do nominalnego wzrostu ogłoszeń.
- Znam zamawiających, którzy po kilka razy ogłaszają ten przetarg, bo za każdym razem oferowane ceny znacznie przekraczają przyjęty budżet. Ostatecznie nierzadko muszą zmniejszać zakres zamówienia, by osiągnąć akceptowalne dla siebie ceny - mówi Artur Wawryło, ekspert prowadzący Kancelarię Zamówień Publicznych.
Dostępne dane pokazują, że coraz więcej umów jest zmienianych, co prawdopodobnie można tłumaczyć również inflacją. W I kw. 2022 r. opublikowano już 3 tys. ogłoszeń o zmianie umowy, w tym samym okresie 2021 r. było to 1,9 tys. ogłoszeń, a rok wcześniej niecały tysiąc.
Eksperci zaznaczają jednak, że to jedynie wierzchołek góry lodowej. Wielu zamawiających nie godzi się bowiem na waloryzację umów, woląc poczekać na ewentualne rozstrzygnięcie sporu przez sąd. ©℗
Liczba zamówień ogłaszanych w I kwartale / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe