Pierwszy projekt dotyczy ustanowienia prezesa UKE koordynatorem ds. usług cyfrowych. Drugi – nielegalnych treści w internecie. Ma to być rozwiązanie patowej sytuacji, w której znalazł się rząd. Polska musi jak najszybciej wdrożyć unijny akt o usługach cyfrowych (DSA), ale 9 stycznia służąca temu nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną została zawetowana przez prezydenta.

W ocenie Doroty Głowackiej, prawniczki z Fundacji Panoptykon, rozdzielenie ustawy wdrażającej DSA na dwa projekty to pragmatyczny krok, który zwiększa szanse na szybkie przyjęcie części stanowiącej bezpośrednie, czyste wdrożenie unijnych przepisów.

– Wokół tych regulacji panuje względny konsensus polityczny, a ich uchwalenie jest faktycznie szczególnie pilne. Po pierwsze, pozwoli wreszcie użytkownikom i użytkowniczkom w Polsce w pełni korzystać z ochrony ich praw przewidzianej w DSA, a po drugie – ograniczy ryzyko wysokich kar finansowych wynikających z trwającego w UE postępowania za brak wdrożenia rozporządzenia – komentuje Dorota Głowacka.

Jednak, jak dodaje Jakub Szymik, założyciel Fundacji Obserwatorium Demokracji Cyfrowej, możliwe, że nie uchroni to Polski przed konsekwencjami.

– Komisja Europejska prowadzi postępowania nie tylko wobec Polski za niewdrożenie, lecz także wobec innych krajów, które wdrożyły DSA w sposób niepełny – głównie przez brak przepisów o nakładaniu kar na bardzo duże platformy. Jeśli jeden z projektów obejmie ten element, to i tak nie wiadomo jeszcze, czy komisja nie zgłosi innych zastrzeżeń, np. dotyczących właśnie opóźnień dotyczących mechanizmów zgłaszania treści nielegalnych – tłumaczy Jakub Szymik.

Urzędnik, a nie sąd

Prezydent Karol Nawrocki uzasadniał weto tym, że ma wątpliwości co do przepisów, które oddają kontrolę nad treściami w internecie urzędnikom podległym rządowi, a nie niezależnym sądom. Jego zdaniem w toku prac te wątpliwości nie zostały usunięte. – Zamiast realnej kontroli sądowej wprowadzono rozwiązanie absurdalne: sprzeciw wobec decyzji urzędnika, który obywatel musi złożyć w ciągu 14 dni – mówił prezydent.

Chodziło o funkcję prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej, który jako koordynator ds. usług cyfrowych mógłby blokować nielegalne treści w internecie. W wyniku prac w Senacie zniesiono rygor natychmiastowej wykonalności jego decyzji i wprowadzono możliwość odwołania się do sądu od decyzji prezesa UKE w terminie 14 dni. Do czasu wydania decyzji przez sąd prezes UKE nie mógłby usunąć treści.

Nawrocki zwracał też uwagę, że nie może podpisać ustawy, „która w praktyce oznacza administracyjną cenzurę”. – Tym bardziej że ukryto w niej możliwość finansowania tzw. zaufanych sygnalistów, którzy za publiczne pieniądze mieliby wskazywać nieprawomyślne reści i obywateli, którzy takie poglądy wyrażają – uzasadnił swoje weto Nawrocki.

Ministerstwo Cyfryzacji odpowiada

Wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski oraz pilotujący projekt ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa wiceminister Dariusz Standerski zapowiedzieli przedstawienie nowych rozwiązań do końca stycznia. Podkreślili, że wiele razy próbowali spotkać się z prezydentem Karolem Nawrockim w sprawie wdrożenia DSA, jednak prezydent nie przychylił się do ich propozycji.

Money.pl poinformowało, że pierwszy z nowych projektów nie zawiera już zapisów dotyczących finansowania zaufanych podmiotów sygnalizujących.

Jak wyjaśnia resort cyfryzacji, pierwszy projekt ustawy „Wskazuje Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej jako koordynatora ds. usług cyfrowych. Koordynator będzie pełnił funkcję krajowego organu odpowiedzialnego za nadzór nad stosowaniem DSA, współpracę z Komisją Europejską, Radą Usług Cyfrowych oraz właściwymi organami innych państw członkowskich”.

Projekt przyznaje prezesowi UKE kompetencje kontrolne i sankcyjne, a także określa zasady certyfikacji podmiotów pozasądowego rozstrzygania sporów, zaufanych podmiotów sygnalizujących oraz zweryfikowanych badaczy. W zadania nadzorcze mają być włączeni również: prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Obecnie prezes UKE jest koordynatorem ds. usług cyfrowych na mocy uchwały rządu, jednak jego kompetencje są bardzo ograniczone.

Drugi projekt ustawy ustanawia krajową procedurę wydawania nakazów uniemożliwienia dostępu do treści nielegalnych w rozumieniu DSA. Procedura ta dotyczy treści, których rozpowszechnianie może wyczerpywać znamiona najpoważniejszych czynów zabronionych określonych w przepisach prawa karnego, w tym m.in. przestępstw o charakterze terrorystycznym, handlu ludźmi, ciężkich przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu, przestępstw z nienawiści, poważnych przestępstw seksualnych, oszustw oraz nielegalnego obrotu towarami i usługami.

Projekt jednocześnie wprowadza silne gwarancje proceduralne: prawo do wniesienia sprzeciwu do sądu powszechnego oraz brak rygoru natychmiastowej wykonalności. Wprowadzone zostaną również mechanizmy przywracania dostępu do treści w przypadku błędnego zablokowania przez platformę.

Czy lek będzie skuteczny?

– Jeśli potwierdzą się informacje o zakresie projektów, wydaje się, że rządowy projekt podstawowy – rezygnując z finansowania zaufanych podmiotów sygnalizujących i odsuwając procedury sądowe do oddzielnej dyskusji – może rozwiać część wątpliwości Pałacu Prezydenckiego – uważa Jakub Szymik.

Jego zdaniem jeśli prezydent zdecyduje się współpracować i podpisze tę ustawę, możliwe byłoby dotrzymanie ambitnych zapowiedzi o uchwaleniu nowych przepisów w ciągu dwóch miesięcy.

Dorota Głowacka zwraca uwagę, że ważne jest, aby w projekcie zachowano wartościowe rozwiązania, takie jak powołanie rady doradczej przy koordynatorze ds. usług cyfrowych z udziałem organizacji społecznych oraz możliwość udzielania dotacji publicznych pozasądowym organom rozstrzygania sporów.

– To kluczowe elementy zarówno dla zapewnienia społecznej kontroli nad działaniami koordynatora, jak i dla rozwoju w Polsce mechanizmów, które mogą realnie wspierać użytkowników w kwestionowaniu niesłusznych decyzji moderacyjnych platform – mówi.

Ekspertka obawia się jednocześnie, że drugi projekt – obejmujący rozwiązania niewynikające bezpośrednio z DSA – może ostatecznie w ogóle nie zostać przyjęty ze względu na silny opór opozycji i prezydenta wobec proponowanej procedury blokowania treści.

– Chyba że uda się w tym obszarze wypracować wreszcie kompromis ponad podziałami politycznymi, za co trzymam kciuki. Tym bardziej że skutkiem ubocznym odrzucenia tego projektu byłby również brak nowej procedury dla osób niesłusznie zablokowanych przez platformy – rozwiązania, które na etapie prac parlamentarnych zyskało akurat poparcie także polityków opozycji – tłumaczy Dorota Głowacka. Jej zdaniem bez takiego mechanizmu decyzje o tym, kto i co może powiedzieć w sieci, pozostaną w praktyce w dużej mierze w rękach samych platform, które – jak wiemy – wciąż korzystają z tej władzy w sposób mocno arbitralny. ©℗

Nie tylko Polska ma problemy z wdrażaniem aktu o usługach cyfrowych (DSA)
ikona lupy />
Nie tylko Polska ma problemy z wdrażaniem aktu o usługach cyfrowych (DSA) / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe