Generał Bondaryk informację o hakerskim ataku ujawnił w listopadowym numerze magazynu wojskowego "Raport". Jego redaktor naczelny Michał Likowski nie kryje, że publikacja byłego szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego jest bardzo niepokojąca. Jego zdaniem, głównym problemem było to, że mieliśmy do czynienia z wieloletnim hakowaniem kont należących do wysokiej rangi oficerów i urzędników MON.

Naczelny "Raportu" zwraca uwagę, że o ile nie było tam informacji tajnych, to mogły być dane wrażliwe. Nie wiemy czy wśród hakerów nie było na przykład osób, które pracowały na rzecz instytucji, które starały się o ważne przetargi w resorcie.  Publicysta uważa, że nowe kierownictwo ministerstwa powinno jak najszybciej podjąć działania, które uszczelnią wewnętrzne systemy informatyczne resortu. Zdaniem Michała Likowskiego, obecnie powinno się wprowadzić standardy pracy w monowskiej sieci - zarówno tej wewnętrznej, jaki i zewnętrznej, jawnej.

Powinno się też skoordynować działania wojskowych specjalistów z dziedziny ochrony cyberprzestrzeni.  Poprzedni szef MON Tomasz Siemoniak zapewnił w rozmowie z IAR, że po tym, jak w 2013 roku dowiedział się o ataku hakerów, od razu podjął odpowiednie działania. Były minister obrony podkreślił, że to właśnie generał Krzysztof Bondaryk odpowiadał za wdrożenie programu cyberochrony. Jednym z elementów tego programu było uszczelnienie wewnętrznych sieci informatycznych MON-u, w których przygotowuje się ważne dla bezpieczeństwa państwa dokumenty. 

Nowe kierownictwo ministerstwa obrony negatywnie odnosi się do informacji o hakerskim ataku. Według rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza, generał Krzysztof Bondaryk powinien najpierw spotkać się w tej sprawie z obecnym ministrem Antonim Macierewiczem. Rzecznik resortu poinformował też, że aby w przyszłości nie dochodziło do podobnych zagrożeń, będzie rozwijane Narodowe Centrum Kryptologii.