statystyki

Kopacz kontra Szydło: Korespondencyjny pojedynek na konwencje wyborcze

autor: Marek Chądzyński, Grzegorz Osiecki14.09.2015, 07:43; Aktualizacja: 14.09.2015, 09:20
Ewa Kopacz

Najgłośniejsza okazała się propozycja PO dotycząca zmian w podatkach i składkach. Platforma zaproponowała wprowadzenie zamiast dzisiejszego podatku PIT oraz składek na ZUS i NFZ jednolitego progresywnego podatku o minimalnej stawce 10 proc., który miałby być liczony od dochodu na osobę w rodzinie.źródło: PAP
autor zdjęcia: Jakub Kaczmarczyk

Jeden podatek zamiast trzech składek to odpowiedź Platformy Obywatelskiej na pomysły Prawa i Sprawiedliwości 500 zł na dziecko i wyższej kwoty wolnej

Najgłośniejsza okazała się propozycja PO dotycząca zmian w podatkach i składkach. Platforma zaproponowała wprowadzenie zamiast dzisiejszego podatku PIT oraz składek na ZUS i NFZ jednolitego progresywnego podatku o minimalnej stawce 10 proc., który miałby być liczony od dochodu na osobę w rodzinie. Maksymalna stawka podatku to 39,5 proc. przy dzisiejszym maksymalnym obciążaniu składkami i podatkiem na poziomie 43,5 proc. Koszt wprowadzenia tego rozwiązania to 10 mld zł. Mieliby na nim skorzystać głównie najmniej zarabiający. Jak wylicza resort finansów, rodzina z dwójką dzieci, której oboje rodzice zarabiają płacę minimalną, zyskiwałaby rocznie 4 tys. zł, a gdyby zarabiali przeciętną pensję, byłoby to 3 tys. zł. Taki podatek miałby być wprowadzony od 2018 r., wcześniej miałby wejść w życie jednolity kontrakt, czyli rodzaj zmodyfikowanej umowy o pracę, w którym uprawnienia nabywa się w zależności od stażu pracy. Zastąpiłby i dzisiejszy etat, i umowy-zlecenia.

Pomysł PO to odpowiedź na propozycje PiS wsparcia rodzin przez program 500 zł na dziecko. Ma on ulżyć rodzinom, tak samo jak podwyżka kwoty wolnej do 8 tys. zł. Jak wynika z naszych informacji, taki projekt powstaje w Kancelarii Prezydenta i miałby być ogłoszony jako jego pierwsza inicjatywa ustawodawcza. Dlatego podczas konwencji PiS o tym nie mówił.

Przewodnia myśl programu PO to zmniejszenie obciążeń dla najmniej zarabiających przy jednoczesnym zachęcaniu ich do aktywności zawodowej i posiadania rodzin. – To rozwiązanie, które mogłoby zwiększyć dochody do dyspozycji gospodarstw domowych. W przypadku zwiększenia kwoty wolnej od podatku, co forsuje PiS, nie każde gospodarstwo mogłoby z tego skorzystać w pełni ze względu na zbyt niskie zarobki – uważa Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole.

Przewaga pomysłu PO nad propozycjami jej politycznej konkurencji to premiowanie zatrudnienia (by być beneficjentem programu, trzeba mieć dochód z pracy) i posiadania rodziny (umożliwienie rozliczania nowego podatku wspólnie z małżonkami i dziećmi). Najważniejszy pomysł PiS na wspieranie rodzin to 500 zł dodatku na każde dziecko w rodzinie z dwójką i większą liczbą potomstwa oraz pierwsze dziecko w rodzinach najuboższych. To typowe wsparcie socjalne, które ma być sfinansowane m.in. dodatkowymi dochodami z podatku od transakcji finansowych i od supermarketów.

Wadą obu programów jest ich niezbilansowanie. PO otwarcie przyznaje, że wprowadzenie w życie koncepcji jednego podatku oznacza 10-miliardową dziurę w budżecie. To oczywiście koszt netto, PO liczy na to, że uda jej się pokryć większość ubytków wynikających z budżetowego refundowania składek na ZUS przez faktyczne obciążenie umów śmieciowych nowym podatkiem, w którym będzie się zawierała przynajmniej część dzisiejszych składek ubezpieczeniowych (obecnie od umów śmieciowych nie odprowadza się składek). Pokaźny efekt uda się też uzyskać dzięki zlikwidowaniu w PIT kosztów uzyskania przychodów, ulg (np. prorodzinnej) czy kwoty wolnej.

PiS twierdzi, że na program 500 zł na dziecko w 2016 r. potrzeba ponad 19 mld zł. Skąd wziąć takie pieniądze? Z podatków od transakcji finansowych, supermarketów oraz z uszczelnienia systemu podatkowego. Z tego tytułu partia liczy na co najmniej 50 mld zł. Tyle że prognozowanie efektów takich działań zawsze jest obarczone bardzo dużym błędem. – Koszt programu PiS jest znacznie większy. Wydaje się, że efekt pomysłów PO jest też dokładniej policzony, ale to dlatego że PO może korzystać z narzędzi, jakimi dysponuje rząd. Propozycja PO oznacza, że w budżecie pewnie trzeba będzie poszukać dodatkowych dochodów, ewentualnie poczynić jakieś oszczędności w finansach publicznych – ocenia Jakub Borowski.

Najważniejszy jednak zarzut, jaki stawia się pomysłom Platformy, to mało przejrzysta prezentacja nowego systemu. Tu PO wyraźnie przegrała z prostym przekazem PiS. Sama Ewa Kopacz mówiła o „jednolitej 10-proc. stawce” podatku, co sugerowało, że chodzi o podatek liniowy. Prezentacja programu wiele pytań pozostawiła bez odpowiedzi, w tym kluczowe: ile miałyby wynosić nowe podatki. Znana jest tylko stawka wyjściowa – 10 proc. – i górny pułap na poziomie 39,5 proc. (takie obciążenie płaciliby single z najwyższymi dochodami). Nie jest znany wzór, który miałby posłużyć do wyliczania nowego obciążenia: wiadomo jedynie, że ma zależeć nie tylko od wielkości dochodów, ale i od liczby osób w rodzinie.


Pozostało jeszcze 24% treści

2 dostępy do wydania cyfrowego DGP w cenie
9,80 zł Za pierwszy miesiąc.
Oferta autoodnawialna
PRENUMERATA 2020
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

  • xxx(2015-09-14 11:10) Zgłoś naruszenie 00

    A co z ludzmi 55+ PO 40 latach pracy,mają zdychać z głodu,którzy nie mają pracy ani żadnych środków do życia.
    Proponuje masowe egzekucje,zarobili na afery,na oszustów,podstawiali głowę
    dla obecnej niby wolnej Polski , a teraz do gazu.ZUS i wszyscy rządzący będą zadowoleni.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie