statystyki

Dudek: Majątek został rozkradziony. Prawdę znają Miller i Kwaśniewski [WYWIAD]

autor: Robert Mazurek24.01.2020, 07:40; Aktualizacja: 24.01.2020, 09:48
Antoni Dudek fot. Darek Golik

Antoni Dudek fot. Darek Golikźródło: Dziennik Gazeta Prawna
autor zdjęcia: Darek Golik

Co się stało z majątkiem, który po poprzedniczce przejęła SdRP? W większości został rozkradziony. Abyśmy mogli poznać prawdę, musieliby o tym opowiedzieć szczerze Miller i Kwaśniewski - mówi w wywiadzie dla DGP Antoni Dudek politolog i historyk, członek Rady Instytutu Pamięci Narodowej w latach 2010–2016, profesor zwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.


Nikt nie wie, co się stało ze sztandarem PZPR.

Ja też nie.

A w środę minie 30 lat, jak go wyprowadzono.

Likwidatorzy majątku po PZPR przez lata nie mogli się doliczyć znacznie droższych rzeczy niż sztandar. To akurat detal.

A co zniknęło?

Najciekawsze były 22 mln franków szwajcarskich.

No, jest parę złotych.

I te 22 mln franków jesienią 1989 r. zdeponowano w banku w Zurychu, gdzie miały leżeć jako zabezpieczenie kredytu, który PZPR zaciągnęło w PKO BP. Tylko że z tego, co wiem, PKO BP jakoś większości tych pieniędzy nie zobaczyło.

A wie pan, że znowu sztandar wyprowadzają?

Kto tym razem?

SLD się kończy. Będzie Nowa Lewica.

To powstanie partia nowa wyłącznie z nazwy.

Może by pan sztandar przygarnął?

Dziękuję, nie jestem kolekcjonerem.

Kiedy komuniści zrozumieli, że PZPR nie da się utrzymać?

Różni ludzie dochodzili do tego w różnym momencie, ale pierwsi z nich wpadli na to po 4 czerwca 1989 r.

Dopiero?

Do wyborów przeważała wiara, że PZPR przetrwa. Oczywiście, będzie wymagała modernizacji, ale nikt nie chciał jej rozwiązać. Jeszcze w 1988 r. wymyślono koncepcję przeniesienia centrum rządzenia do urzędu prezydenta, ale to nie było przygotowaniem do likwidacji partii.

A do czego?

Chciano dać jej czas na przebudowę, by złapała oddech i przygotowała się do pierwszych wolnych wyborów, które planowano na 1993 r.

Taki był plan?

Po czteroletnim okresie przejściowym, który wynegocjowano w Magdalence, zmieniona PZPR miałaby stanąć do wyborów w pełni demokratycznych. Tyle że 4 czerwca się okazało, że król jest nagi.

I dłużej nie da się tego ukrywać?

Kryzys okazał się znacznie głębszy, niż przypuszczano i zobaczyli to wszyscy, od samej góry do dołów. To znaczy doły partyjne widziały to wcześniej, ale co innego jest widzieć własną, lokalną niemoc, a co innego zobaczyć to w skali kraju.

A partyjne szczyty?

Przed wyborami łudziły się – i nie mówię nawet o tak skrajnych postawach, jak ta sekretarza KC Zygmunta Czarzastego, który martwił się, że jak PZPR wygra wyraźnie w Senacie, świat uzna wybory za sfałszowane. Inni, twardo stąpający po ziemi, uważali, że jest dużo lepiej, niż pokazał to 4 czerwca. Generał Jaruzelski uznawał, że trzeba partię rzucić na głęboką wodę, a kampania wyborcza temu posłuży, bo zmobilizuje struktury lokalne i taka odnowiona PZPR złapie oddech.

Byli jednak nieźle odklejeni.

Stąd ten szok. Przecież gdyby tamte wybory były wolne i ludzie głosowaliby do Sejmu tak jak do Senatu, to PZPR dostałaby ok. 20 proc. mandatów. Z punktu widzenia partii rządzącej przez 40 lat to kompletna katastrofa.

Przepraszam, ale wciąż nie mogę uwierzyć, że oni przejrzeli na oczy dopiero po 4 czerwca.

PZPR umierała od sierpnia 1980 r., a dobił ją grudzień 1981 r., kiedy wojskowi ocalili jej rządy, ale zaczęła się militaryzacja partii. Generałowie Jaruzelski, Kiszczak czy Baryła próbowali partię reanimować, ale zamieniło ją to w jej własną karykaturę. Ugrupowanie słabło.

Słabe było całe państwo.

To coś więcej, w latach 80. komitet wojewódzki już nie musiał być lokalnym centrum władzy. Jeśli wojewodą był generał, to z miejsca stawał się lokalnym numerem jeden, ale np. mógł to też być szef bezpieki, jeżeli był dobrze ustawiony u Kiszczaka.

Kiedyś nie do pomyślenia.

Przez cały PRL zasadą było, że w terenie najważniejszy jest I sekretarz KW i to zostało złamane w stanie wojennym. Co gorsza, zaczęli to zauważać inni i zaczął się załamywać system nomenklatury w spółdzielczości.

Brzmi humorystycznie.

Niesłusznie, bo spółdzielczość albo raczej tak zwana spółdzielczość, to były tysiące stanowisk prezesów spółdzielni mleczarskich, pszczelarskich i wszelakich innych, gigantyczna pula posad. I co się okazało? Płynęły skargi z komitetów terenowych do KC, że jakiś centralny związek spółdzielczości mleczarskiej powołał prezesa bez konsultacji, co jest rażącym złamaniem zasad. Słano takie lamenty do KC, a centrala czasem interweniowała, a czasem nie i system rozszczelniał się jeszcze bardziej. Inny przykład – związki zawodowe.

Jak to? Przecież OPZZ pozostał wierny.

Owszem, Alfred Miodowicz zasiadał w Biurze Politycznym, lecz lokalni działacze związkowi pozwalali sobie na niedopuszczalną dotychczas krytykę PZPR. Partia słabła, aż do słynnego buntu Klubu Poselskiego PZPR w 1988 r., który nie poparł zmiany na stanowisku szefa NIK.

Kiedy próbowali odwołać gen. Hupałowskiego?


Pozostało jeszcze 70% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (8)

  • LZESZ(2020-01-24 09:38) Zgłoś naruszenie 88

    nie plec bzdur profesorze od siedmiu bolesci kurtyka wam to pozalatwial ze sie imacie profesor szkoda slow

    Odpowiedz
  • do LZESZ(2020-01-24 17:38) Zgłoś naruszenie 71

    Uderz w stół a nożyce się odezwą.

    Odpowiedz
  • jerry(2020-01-25 21:47) Zgłoś naruszenie 51

    Dudek, może porozmawiamy o "znikniętych" pieniądzach SKOKów (zapewne pomoże nam Bierecki), o GET BACKu, o cegiełkach na ratowanie Stoczni Gdańskiej? Co ciebie obchodzą pieniądze partii, której członkiem nie byłeś?- no chyba, że miałeś z nią coś wspólnego!

    Odpowiedz
  • StAAbrA (2020-01-24 22:12) Zgłoś naruszenie 42

    Większą prawdę zna łańcuchowa kasta .... A największą , to holokasta , jeśli mnie moja spiskowa teoria nie myli ...

    Odpowiedz
  • T.T-T(2020-01-26 16:02) Zgłoś naruszenie 30

    Pan Dudek jest tak samo wiarygodny jak jego promotorzy.

    Odpowiedz
  • Szanowny(2020-01-25 19:50) Zgłoś naruszenie 32

    panie historyku nie tylko nie wiadomo co się stało z tymi pieniędzmi. Nie wiadomo też co się stało z 80 milionami Solidarnościowymi wyprowadzonymi z wrocławskiego banku przez Piniora i spółkę. Gwoli historycznej sprawiedliwości mówmy o wszystkim. Dlaczego nie rozliczono twórców i decydentów poprzedniego systemu a zemszczono się na bogu ducha winnych kilkudziesięciu tysiącach żołnierzy, zweryfikowanych policjantów oraz wdowach i sierotach po nich pozbawiając ich znacznej części emerytur i całkowicie rent chorobowych ?

    Odpowiedz
  • Pobozny(2020-01-26 13:15) Zgłoś naruszenie 10

    Kocham srebrnego prezeza i jjego dwa wierzowce

    Odpowiedz
  • Kuba(2020-01-25 10:28) Zgłoś naruszenie 10

    co to znaczy że OKO nie zobaczyło tych pieniedzy -pzrecież są ludzie odpowiedzialni z PZPR.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie