Szef MSW od czasu sobotniej brutalnej akcji milicji na placu Niepodległości nie pokazuje się publicznie, dlatego swoje oświadczenie umieścił na jednym z portali społecznościowych.

Czytamy w nim, że zaleca on swoim podwładnym niewykorzystywanie siły, a także ostrzega organizatorów manifestacji, że wspólnie są odpowiedzialni za bezpieczeństwo ich uczestników. 

Witalij Zacharczenko pochwalił się jednocześnie, że zatrzymano już niektóre osoby, które naruszały prawo od 24 listopada do 1 grudnia. Ministrowi zapewne chodzi między innymi o dziewięć osób, które w ciągu ostatnich dwóch dni zostały skazane przez sądy na dwa miesiące aresztu za udział w ataku na funkcjonariuszy oddziałów specjalnych Berkut przed Administracją Prezydenta w niedzielę. Opozycja i uczestnicy protestów twierdzą, że są to przypadkowi ludzie, a prawdziwi prowokatorzy - według nich, związani z władzą - nie interesują organów ścigania. Dziś o ich uwolnienie apelowało przed siedzibą MSW kilkanaście tysięcy osób. Żądali oni także ukarania funkcjonariuszy, którzy brali udział w sobotniej pacyfikacji. 

Tymczasem Prokuratura Generalna, opierając się na decyzji sądów, apeluje do demonstrantów o opuszczenie budynków użyteczności publicznej zajętych w Kijowie. Są to: ratusz, siedziba państwowych związków zawodowych, a także Pałac Październikowy, czyli sala koncertowa w centrum miasta. Manifestujący mogą się tam ogrzać, wypić herbatę i zjeść kanapkę.