statystyki

Disco polo znowu przyciąga publiczność. Kto na tym zarabia?

autor: Mira Suchodolska31.03.2013, 10:00; Aktualizacja: 31.03.2013, 10:12
Radek Liszewski i Weekend. Dziś dla niego tańczy nie tylko „ona”, ale co druga dziewczyna w Polsce

Radek Liszewski i Weekend. Dziś dla niego tańczy nie tylko „ona”, ale co druga dziewczyna w Polsceźródło: Agencja Gazeta

"Ja uwielbiam ją, ona to wie, i tańczy dla mnie...” - gdyby zliczyć wszystkie odsłony tego discopolowego przeboju zespołu Weekend na kanale YouTube, zebrałoby się z 80 mln kliknięć. Jeśli wierzyć internetowemu kalkulatorowi, tylko to przyniosło jego autorom ponad 130 tys. zł zysku, a przecież tego hitu disco polo słucha się wszędzie.

Reklama


Reklama


Liczby robią wrażenie, choć daleko im jeszcze do tego, co osiągnął globalny megahit Gangnam Style. Jednak przy zachowaniu proporcji podobieństwo jest ogromne. Jeden styl, ta sama treść plus duże pieniądze. Bo koreańskie PSY śpiewają o tym samym, co Weekend. O miłości i o seksie. – Piękna, rozkoszna. Taka jak ty, hej, taka jak ty – to refren Gangnama, który wbił się w serca i uszy internautów na całym świecie. Efekt: chętni do wysłuchania i obejrzenia tego kawałka na YT otwierali filmik z nim jakieś 2 mld razy (co oznacza ponad milion amerykańskich dolarów). Faktycznie – rozkosznie.

W branży muzycznej, ale nie tylko w niej, zawrzało i temperatura podniosła się do poziomu, który panuje w największym ogniu biznesowego piekła. Pieniądze są – gorące i do wzięcia. Dlatego Eurobank ustami Piotra Adamczyka w rytm discopolowego hitu Shazzy nakłania klientów do sięgania po jego produkty (jak przyznaje Magdalena Suchanek, dyrektor departamentu PR i komunikacji Eurobanku, już widać to w wynikach sprzedażowych). Z tego samego powodu telewizja Polo tv będzie mogła z zasłużoną radością odbijać szampany, świętując swoje drugie urodziny. I nie bez kozery Empik, który do tej pory unikał eksponowania tego gatunku, teraz w każdym punkcie kolportażowym na honorowym miejscu wystawia płyty Weekendu. Bo wielu chciałoby się podczepić pod złotonośne disco polo. Mogą się krygować, udawać, że to na żarty, mogą krytykować czy wyszydzać, ale doceniają jego moc. Chociaż nie zawsze się udaje. Na przykład kapela Bracia Figo Fagot, która zbiera fantastyczne recenzje krytyków muzycznych i jest fetowana w studenckich klubach, zaliczyła skuchę na dużych koncertach na Podlasiu i nie przyciągnęła aż tak masowego odbiorcy (ma zaledwie 8 mln odsłon na YT). Teraz jeszcze inni będą próbowali pochwycić choć trochę discopolowej gotówki do swojego wiadra. Bo to brzydkie, ułomne dziecko, jak do tej pory postrzegano ten rodzaj muzyki, wyrosło nagle na biznesowego wunderkinda. Więc podoba się nam coraz bardziej. I rośnie.

Trochę liczb

Specjaliści pytani o liczebność targetu zainteresowanego tym rodzajem muzyki reagują śmiechem. – Cztery piąte Polaków – rzucił jeden z moich rozmówców. Dom Mediowy Starcom zlecił badania jakościowe, z których wynika, że stosunek do disco polo dość istotnie zmienił się na przestrzeni lat. Wprawdzie wciąż są tacy, którzy kochają tę muzykę, i ci, którzy jej nienawidzą, ale znacznie przybyło takich ze złotego środka – akceptują ją w określonych kontekstach, słuchają jej okazjonalnie, ale generalnie im nie przeszkadza. Jak pisze jeden z badanych, „jak się ludzie napiją, to zapominają o awersji”. Dla tej grupy nie ma wesela bez „Jesteś szalona”. Zaletą takich piosenek jest ich uniwersalność, gdyż – jak stwierdził inny z uczestników badania – „ta muzyka łączy pokolenia”.

Niewątpliwie tak jest, o czym może świadczyć sukces Polo tv – stacji, która skupiła się właśnie na tego typu muzyce. Jej wersja testowa ruszyła 7 kwietnia 2011 r., oficjalny start nastąpił miesiąc później. A już w Boże Narodzenie tego samego roku Polo tv osiągnęła największą oglądalność wśród wszystkich stacji muzycznych w Polsce (0,98 proc. widowni komercyjnej, czyli najbardziej atrakcyjnej dla reklamodawców – w wieku 16–49 lat). A każdy widz zostaje przed telewizorem średnio przez 36 minut i 17 sekund (tzw. ATS, average time spent. Poprzedni lider w tej branży, Viva, jest dziś na trzecim miejscu z udziałami w widowni na przyzwoitym poziomie 0,62 proc. (na drugie miejsce wskoczyła Eska TV). Polo tv w lutym tego roku była najchętniej oglądaną stacją tematyczną wśród dostępnych na naziemnej platformie cyfrowej (0,9 proc., podczas gdy np. TVP Historia 0,3 proc., a Polsat Sport News 0,2 proc.). Wzrosty widowni i udziałów w rynku wynoszą ok. 130 proc. rok do roku.

Za widzami idą reklamodawcy, choć, na co zwraca uwagę Marcin Bartosiewicz, analityk w agencji badawczej Quest (SMV Group), niekoniecznie za dużą widownią idą równie duże pieniądze. Niektórzy reklamodawcy wciąż są skłonni przyjmować osoby słuchające tego gatunku jako „gorsze”. Jednak kryzys sprawia, że przepraszają się z „gorszymi”, tak samo jak ubożejąca klasa średnia musiała się przeprosić z dyskontami. Widać to po liczbach dotyczących wpływów reklamowych stacji, które postawiły na disco polo. Eska TV w 2011 r. miała ich ponad 90,7 mln zł, ale już rok później prawie 262 mln zł. Polo tv 18 mln zł w 2011 r., ale już prawie 255 mln zł w 2012 r. Gorzej wyglądają obroty TV Disco (4fun Media) – 6,34 mln zł za 2012 r., ale ten kanał ruszył pod koniec października 2011 r. Inna sprawa, że te oficjalne wpływy z reklam nie oddają rzeczywistości, są to bowiem dane cennikowe. A te, jak podkreśla Szymon Śliwiński, analityk z SMV Group, nie uwzględniają wysokich zwykle rabatów.

Niemniej nawet przy takich zastrzeżeniach wychodzi na to, że jest się o co bić, i Zbigniew Benbenek (udziałowiec ZPR SA, jeden z najbogatszych Polaków na liście „Forbesa”) zdecydował się zawalczyć o ten rynek w 2008 r. Miał zresztą ku temu świetne narzędzia. Dysponując takim tytułem jak „Super Express”, może wykorzystać fantastyczny kanał dystrybucyjny, a założona w grupie wytwórnia muzyczna Lemon Records szybko z muzyki typu dance przestawiła się na disco polo. Ewa Lampart – dyrektor zarządzający „Super Expressu”, wiceprezes zarządu wydawnictwa Murator SA – opowiada, że wyczuli niszę, byli pierwsi i wówczas jedyni. – To był czas najszybszego rozwoju tego gatunku – muzyka disco polo praktycznie nie funkcjonowała w mediach. Przez cztery kolejne lata sprzedaliśmy blisko 10 mln płyt z muzyką disco polo i biesiadną – mówi Lampart. Sprzedawali je zarówno z gazetą, jak i samodzielnie czy w postaci dodatków do książek czy boxów.

Inne wytwórnie mogą im tylko pozazdrościć. Bo nie jest problemem wyprodukować płytę. Trzeba ją jeszcze sprzedać.

Trochę historii

Nie jest tak, że disco polo nagle sfrunęło z nieba i trzeba było youtube'owego szaleństwa z przebojem Weekendu, aby doznać biznesowego olśnienia. Największy szał i największe pieniądze związane z tym gatunkiem muzycznym przypadają na lata 90. XX wieku. Wówczas, jak opowiada Sławomir Świerzyński, założyciel zespołu Bayer Full, kompozytor, producent i wokalista w jednej osobie, płyty z muzyką disco polo sprzedawały się w milionowych nakładach. Piosenkarka Shazza, zwana także królową tego gatunku, była tak popularna, że miesięcznik „Playboy” w marcu 2000 r. umieścił jej podobiznę na okładce, a rozkładówkę poświęcił rozbieranej sesji discopolowej diwy. I to wydanie było najlepiej sprzedającym się numerem w historii polskiej edycji „Playboya”. Zresztą towarzyszyła temu wielka kampania outdoorowa – naga Shazza przez cztery tygodnie kusiła z billboardów, aż satyryk Krzysztof Jaroszyński zaapelował, by skończyć z tą akcją, gdyż ponętne ciało piosenkarki może być przyczyną samochodowych wypadków.

Większość płyt sprzedawała się wówczas w nielegalu, jednak i tak wyniki osiągane przez ówczesnych discopolowych muzyków przyprawiają dziś o ból głowy: w zasadzie wszystkie topowe kapele tamtego okresu mają na swoim koncie złote płyty, czyli sprzedaż przynajmniej 100 tys. egzemplarzy danego krążka. Dziś, aby osiągnąć ten status w muzyce popularnej, wystarczy sprzedać 15 tys. Wielkość sprzedaży oblicza się przy tym bez uwzględnienia zwrotów ze sklepów. – Piętnaście tysięcy sprzedawało się wówczas w ciągu trzech dni – wzdycha Świerzyński.

Jednak muzycy discopolowi nie mają powodów do wzdychania, gdyż ich sytuacja w tamtych latach była zdecydowanie gorsza niż dziś. Rękę na rynku i na pieniądzach trzymały trzy wytwórnie muzyczne: Blue Star, Green Star i Omega Music. Jak wspomina lider Bayer Full, kapele były wówczas niewolnikami swoich wydawców. – Podpisywaliśmy umowy, według których trzeba było dwa razy, a przynajmniej raz w roku nagrać pełną płytę, z której twórca miał tylko niewielki procent. A za koncerty i imprezy dostawaliśmy grosze – przykładowo wydawca brał 10 tys. zł, a zespół dostawał tysiąc w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze – opowiada. To powodowało konflikty, wręcz dzikie awantury, on sam założył wówczas własną firmę producencką. Niemniej przyznaje, że w tamtych latach pieniądze przelewały się wielką rzeką. Ile? Ciężkie miliony dzisiejszych złotych. Kasety (bo wtedy to był podstawowy nośnik) sprzedawały się na imprezach, na bazarach, w przesyłkach pocztowych. I nikt tego nie liczył, nikt nie kontrolował.

Modę na disco polo, podobnie jak dziś, podbijały media. Początek tego szału można zakotwiczyć w dacie 29 lutego 1992 r., kiedy to TVP 1 przetransmitowała I galę piosenki popularnej i chodnikowej (prowadzenie Janusz Weiss, miejsce Sala Kongresowa), na której to wystąpiły takie kultowe do dziś kapele, jak Atlantis, Akcent, Fanatic, Top One, Dystans. A zachwycona publiczność śpiewała „Mydełko Fa” i „Białego misia”.

Na tę modę natychmiast zareagował rynek. Muzyka disco polo znalazła swoje poczesne miejsce w nowo powstałej stacji telewizyjnej Polsat. Jak wspomina Świerzyński – audycje typu „Disco Relax” czy „Disco Polo Live” gromadziły przed telewizorami tyle osób, co za czasów komuny seriale typu „Czterej pancerni i pies”. Dlatego też modę na ludowe rytmy szybko zdyskontowali politycy. Podczas wyborów prezydenckich w 1995 r. zarówno Aleksander Kwaśniewski, jak i Waldemar Pawlak pląsali na swoich wyborczych wiecach w rytmie disco polo.

Ale potem przyszło znużenie. I na miejsce ówczesnych gwiazd, czerpiących pełnymi garściami z muzyki ludowej, pojawiły się nowe, oficjalnie od tego się odcinające. Jak np. Michał Wiśniewski z zespołem Ich Troje. Niby to samo, ale jednak całkiem inaczej.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

Reklama