Od sezonowości do całorocznej konsumpcji

Jeszcze kilka lat temu bakalie sprzedawały się głównie w okresie Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Dziś, jak zauważa Konrad Pych, coraz więcej klientów sięga po nie regularnie – ze względu na zdrowe tłuszcze, błonnik i witaminy. Choć sezonowość nadal jest widoczna – sprzedaż w ostatnich miesiącach roku jest dwukrotnie wyższa niż w wakacje – w dużych miastach i w e-commerce rynek zaczyna się stabilizować.

Rodzinny biznes i trudne początki

Hebar to firma z ponad 30-letnią historią, która w obecnych rękach rodziny Pychów znalazła się w 2015 roku. – Przejęliśmy biznes z przychodami na poziomie 800 tys. zł rocznie i kilkoma klientami. Dziś mamy obroty rzędu 21 mln zł i kilkaset kontrahentów – podkreśla Pych.

Firma prowadzona jest przez ojca i dwóch synów. Początki były trudne – młode pokolenie wchodziło w biznes pełne ambicji i planów szybkiego wzrostu, ojciec wnosił doświadczenie i spokój. – Pierwsze lata były pełne sporów, ale z czasem nauczyliśmy się dzielić kompetencjami – dodaje.

Strategia: jakość, większe opakowania i transparentność

Wejście na rynek zdominowany przez dużych graczy nie było proste. Hebar postawił na jakość powyżej rynkowej średniej oraz na przejrzyste opakowania typu „family size” – 300–400 gramów zamiast popularnych stu gramów. Klienci mogli zobaczyć produkt, a większe paczki odpowiadały rosnącej potrzebie wygody. – To pozwoliło nam stabilnie rosnąć przez kilka lat – tłumaczy Pych.

Import z całego świata

Polska nie jest naturalnym producentem bakalii, dlatego większość produktów trafia tu z zagranicy: suszone śliwki z Chile, żurawina i migdały z USA, nerkowce z Azji czy Afryki. Początkowo Hebar korzystał z krajowych pośredników, dziś coraz częściej sprowadza towary samodzielnie, całymi kontenerami, co pozwala obniżyć koszty o kilkanaście procent. – To wymaga zabezpieczenia płynności finansowej, bo płatności trzeba dokonać jeszcze przed wypłynięciem towaru z portu – zaznacza Pych.

Automatyzacja i wyzwania rynkowe

Firma zatrudnia obecnie około 20 osób, a w sezonie 26. W porównaniu z początkiem działalności liczba pracowników się nie zmieniła, ale dzięki inwestycjom w maszyny udało się zautomatyzować wiele procesów – odważanie, etykietowanie, kontrolę wagi. Największym wyzwaniem są dziś koszty – rosnące płace, inflacja oraz wojna cenowa w branży. Dodatkowo w ostatnim roku podrożało nawet 70–80% surowców.

Ambitne plany: kawa, herbata i 100 mln zł przychodu

Hebar nie zamierza zwalniać tempa. Firma rozwija e-commerce, inwestuje w nowe maszyny, poszerza usługi konfekcjonowania i szuka możliwości przejęć. – Myślimy o wejściu w nowe kategorie: kawę, herbatę czy przyprawy, które dobrze uzupełniają naszą ofertę – mówi Pych.

Cel jest jasny: do 2029 roku zwiększyć przychody do 100 mln zł, czyli o około 380%. – Jeśli skończymy na 60 mln zł, i tak będziemy zadowoleni. Cele muszą być ambitne – dodaje przedsiębiorca.