Można do tej listy dodać prezydenta Rumunii Nicușora Dana, który udaje się na posiedzenie jako obserwator, a nie pełnoprawny uczestnik. Być może ktoś jeszcze zdecyduje się na przyjazd w ostatniej chwili. Niemniej jak na radę, za pomocą której Trump miał zarządzać światem, to wizerunkowa porażka. Do USA z różnych powodów nie udają się nawet bliscy ideologicznie liderzy. Nie ma na razie na liście obecności większości prawicowych przywódców latynoamerykańskich w rodzaju Salwadorczyka Nayiba Bukelego, choć oni akurat przyjadą do Trumpa na początku marca. Nie ma premiera Izraela Binjamina Netanjahu, którego Trump wspiera nawet wtedy, kiedy nie musi, choć ma się pojawić jego szef dyplomacji Gideon Sa’ar. Nie ma aliantów ruchu MAGA z Europy: Giorgii Meloni z Włoch ani Karola Nawrockiego.

Nawet Łukaszenka nie poleciał do Trumpa

Nie ma też, mimo otrzymanego zaproszenia, Alaksandra Łukaszenki, który szuka każdej okazji do zrobienia sobie zdjęcia z kimkolwiek ciut ważniejszym. Kartę Rady Pokoju dotychczas podpisało niemal 30 krajów. Na czwartkowym posiedzeniu mają zostać ogłoszone ważne decyzje dotyczące zarządzania Strefą Gazy; Amerykanie twierdzą, że znaleźli 5 mld dol, które mogą zostać przeznaczone na odbudowę zburzonego przez izraelskie wojsko terytorium. Jednak autorytarny sposób kierowania Radą Pokoju, zapisany w dokumencie ujawnionym przez „The Times of Israel”, odstrasza najwierniejszych. Nawet ci, którzy nie odrzucili zaproszenia Trumpa do udziału w pracach rady, nie spieszą się, by inwestować w coś, co za miesiąc może amerykańskiego prezydenta znudzić albo rozczarować, po czym trafi do szuflady.

Brak entuzjazmu to także wskazówka dla Białego Domu. Karta przewiduje, że Trump będzie stał na czele rady dożywotnio, niezależnie od tego, czy będzie urzędującym, czy byłym prezydentem. Można już bezpiecznie stwierdzić, że jeśli do władzy w USA wrócą demokraci, na kolejne, po ich inauguracji, spotkanie liderów przyjedzie do Trumpa być może jego zięć Jared Kushner, członek rady wykonawczej Rady Pokoju. O ile znajdzie miejsce w grafiku. ©℗

Być może ktoś jeszcze zdecyduje się na przyjazd w ostatniej chwili. Niemniej jak na radę, za pomocą której Donald Trump miał zarządzać światem, to wizerunkowa porażka.