Na 48 godzin przed inauguracyjnym posiedzeniem Rady Pokoju Donalda Trumpa w Pałacu Prezydenckim i Ministerstwie Spraw Zagranicznych panowała informacyjna cisza. Jak słyszymy w MSZ, formalny komunikat o wyjeździe szefa prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcina Przydacza do Waszyngtonu wpłynął tuż przed publicznym ogłoszeniem tej decyzji przez rzecznika prezydenta Rafała Leśkiewicza.

Pałac: to skutek braku uchwały rządu

Kancelaria Prezydenta przekonuje, że obecna formuła udziału to bezpośrednia konsekwencja dotychczasowych rozmów z prezydentem USA. – Nie jesteśmy członkiem Rady Pokoju. Prezydent Karol Nawrocki spotkał się w Davos z prezydentem Donaldem Trumpem i rozmawiał z nim o zaproszeniu do udziału w tej organizacji. Czwartkowe spotkanie ma formułę wielostronnych rozmów, na które został wydelegowany przedstawiciel prezydenta, szef BPM. Wiele państw zdecydowało o udziale w podobnej formule. Udział w posiedzeniu Rady Pokoju ma wymiar polityczny i jest okazją do rozmów na wysokim szczeblu międzynarodowym. Rząd tego nie dostrzega – komentuje Leśkiewicz.

Jak podkreśla, prezydent podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego zawnioskował o jednoznaczne stanowisko Rady Ministrów w sprawie przystąpienia Polski do projektu. – RBN jest organem konstytucyjnym. Prezydent podczas RBN wyraził swoje stanowisko i oczekiwanie względem rządu. W naszej ocenie to wystarczająca formuła, kiedy głowa państwa zwraca się do rządu z oficjalną prośbą o podjęcie uchwały – zaznacza Leśkiewicz. Pałac nie kryje, że brak formalnej decyzji będzie interpretowany jako działanie polityczne. – Jeżeli rządzący nie podejmą żadnych działań w tej sprawie, będzie to zagrywka o charakterze wyłącznie politycznym – dodaje rzecznik.

MSZ: bez pisemnego wniosku nie ma procedury

W MSZ słyszymy inną wersję wydarzeń. Jak przekazał DGP rozmówca z resortu, formalna procedura mogłaby zostać uruchomiona dopiero po pisemnym wystąpieniu prezydenta do Rady Ministrów. – Złożony wniosek uruchamia decyzję. Ustne stanowisko nie stanowi podstawy do przyjęcia uchwały – mówi przedstawiciel MSZ. Resort wskazuje, że deklaracje składane podczas RBN – choć mają rangę polityczną – nie zastępują formalnego dokumentu skierowanego do Rady Ministrów. Dopiero taki wniosek pozwoliłby rozpocząć tryb przewidziany w art. 89 konstytucji, który reguluje przystępowanie do organizacji międzynarodowych. MSZ zapowiada jednocześnie, że przekaże Przydaczowi odpowiednie materiały i przygotuje wizytę w standardowym trybie dyplomatycznym.

Premier Donald Tusk wcześniej zapowiedział, że Polska „w obecnych okolicznościach” nie przystąpi do Rady Pokoju. Pałac odpowiada, że deklaracja medialna nie jest równoznaczna z formalną uchwałą Rady Ministrów. W tle pozostaje konstytucyjny podział kompetencji. Zgodnie z art. 146 konstytucji to rząd prowadzi politykę zagraniczną, natomiast art. 133 stanowi, że prezydent reprezentuje państwo w stosunkach zewnętrznych, współdziałając z premierem i ministrem spraw zagranicznych. Art. 89 określa tryb wyrażania zgody na przystąpienie do organizacji międzynarodowych. Spór nie dotyczy więc wyłącznie wyjazdu do Waszyngtonu, lecz odpowiedzi na pytanie, czy wystąpienie prezydenta podczas RBN można uznać za formalną inicjatywę uruchamiającą procedurę rządową.

Nieformalny obserwator

Jak mówi rzecznik prezydenta, Polska wystąpi więc podczas inauguracji Rady Pokoju jako „nieformalny obserwator”. W praktyce oznacza to obecność przy stole rozmów bez deklaracji członkostwa i bez przyjęcia zobowiązań finansowych. Status obserwatora jest wariantem pośrednim. Z takiej formuły korzystają także inne państwa europejskie, które nie chcą jednoznacznie deklarować przystąpienia do projektu, jak Cypr, Grecja, Rumunia czy Włochy. Zgodnie z kartą Rady Pokoju pełne członkostwo wiąże się z partycypacją w kosztach funkcjonowania struktury oraz w projektach stabilizacyjnych. Obserwatorzy mogą uczestniczyć w sesjach plenarnych i rozmowach roboczych, ale nie są zobowiązani do wkładu finansowego ani do wdrażania decyzji organu.

Dla Pałacu najważniejszy jest wymiar relacyjny. Inicjatywa Trumpa wpisuje się w szerszą koncepcję polityki Stanów Zjednoczonych wobec Bliskiego Wschodu. Obecność Polski przy stole inauguracyjnym – nawet w ograniczonej formule – ma być sygnałem utrzymania kanału kontaktu z administracją amerykańską. Decyzja o wysłaniu przedstawiciela prezydenta zamiast jego osobistego udziału obniża temperaturę bieżącego sporu z rządem, ale nie rozstrzyga zasadniczej kwestii proceduralnej. 19 lutego Polska będzie w Waszyngtonie obecna, lecz nie jako państwo przystępujące do Rady Pokoju.