Już trzy europejskie programy zbrojeniowe, których wartość szacowana jest na setki miliardów euro, zaliczają poślizg. Czy europejskie państwa będą w stanie pokonać narodową dumę i zabrać się za wojskową współpracę?
Europa się kłóci, a czasu jest coraz mniej
Jerzy Marek Nowakowski: - Powiedziałbym, że jest to normalny spór, bo w grę wchodzą realne pieniądze. Właściwe porozumienie zadecyduje o tym, że jedni zarobią więcej, a drudzy mniej. Sądzę, że nadejdzie jednak impuls polityczny, który będzie się starał te spory załagodzić, bo polityka wyraźnie zmierza w tym kierunku. Gorsze jest to, że w odróżnieniu od normalnej sytuacji, mamy mało czasu. Pewne projekty powinniśmy przyspieszać, tymczasem zachowujemy się tak jak w normalnych czasach, podczas gdy łódka już nabiera wody.
Między innymi po to został wymyślony program SAFE, aby znaleźć zasoby i przedstawić sposoby finansowania wspólnych projektów, głównie europejskich. Wydaje się, że pieniądze z jednej strony będą w stanie załagodzić te różnice. Ja najbardziej liczę na Donalda Trumpa. Jak jeszcze dostaniemy ze dwa razy fangę w nos od naszych sojuszników, to będziemy zdecydowanie bardziej nastawieni na przyspieszenie prac i współpracę.
I tak, i nie. Oczywiście z poziomu ruchu MAGA te europejskie konflikty obserwuje się z przyjemnością. Podobnie z poziomu firm, które chętnie patrzą na wzajemne wycinanie się konkurencji. Natomiast z poziomu średniej polityki już nie. Przeróżne antyeuropejskie gesty są na różne sposoby hamowane właśnie na średnim szczeblu politycznym. Zawodowi politycy zza oceanu zdają sobie sprawę, że sojusznik europejski jest Ameryce po prostu potrzebny. Dlatego też w Stanach Zjednoczonych nie będzie pełnej radości z europejskich problemów w porozumieniu się. Szkoda jednak, że niepotrzebnie tracimy czas na debaty, które można by rozegrać później, bo o pieniądze można się kłócić w różnych momentach.
Polska ma w tym sporze ważną rolę do odegrania
Narodowe dumy w Europie nadal odgrywają ważną rolę. Niedawno Iwan Krystew napisał artykuł o przyszłości Europy, z którego wynika, że czynnik dumy narodowej jest jednym z tych, które będą konstytuowały nasz kontynent. Europa nie będzie jednym narodem, a naszą siłą jest jedność w różnorodności.
W tej skomplikowanej sytuacji Polska może odegrać ważną rolę. Z jednej strony mamy bardzo słabe karty, bo nasza zbrojeniówka dopiero próbuje się odbudować po latach straszliwej zapaści. Wobec tego nie mamy potężnych argumentów w ręku w postaci własnych konstrukcji i najpierw musimy się skupić na odbudowaniu naszych zdolności przemysłowych. To ważne choćby z prostego, technicznego względu, ponieważ gdy dochodzi do konfliktu, drogi dostaw pewnych kluczowych elementów uzbrojenia muszą być względnie krótkie. Dodatkowo w naszym interesie leży jedność europejska i, szczerze mówiąc, podłączenie się do wspólnych projektów europejskich. Dlatego Polska nie powinna pchać palców między drzwi, a raczej starać się wspólnym wysiłkiem popychać je do przodu.
Myślę, że nas tak nie traktują z prostego powodu. Politycy europejscy mają pełną świadomość, że nikt nie jest dziś gotów na to, aby powiedzieć Amerykanom „go home”, bo parasol amerykański jest potrzebny całej Europie. A to, że mamy względnie dobre relacje z Amerykanami, względnie dobry wizerunek nad Potomakiem, jest ze strony Polski wartością dodaną. Amerykanie są trudnym sojusznikiem, ale nie są wrogiem, więc Europie potrzebne są takie kraje jak Polska czy Włochy, które mają dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi, a jednocześnie, co ładnie pokazuje premier Giorgia Meloni, potrafią w odpowiednim momencie być asertywne wobec sojusznika. ©℗