Trump ostrzegł, że czas dla Iranu „szybko się kończy”, a w stronę tego kraju zmierza „ogromna flota” zdolna do działania „z wielką siłą, entuzjazmem i celem”. Zapowiedział, że ewentualny atak byłby „znacznie gorszy” niż czerwcowe uderzenia, które – według USA – poważnie osłabiły irański potencjał nuklearny. Zaznaczył też, że siły zgromadzone w regionie są większe niż te, które poprzedziły odsunięcie od władzy wenezuelskiego przywódcy Nicolása Maduro na początku stycznia.
Amerykańskie siły w gotowości
„Mam nadzieję, że Iran szybko usiądzie do stołu i wynegocjuje uczciwe i sprawiedliwe porozumienie – bez broni nuklearnej – korzystne dla wszystkich stron. Czas ucieka, naprawdę ma to ogromne znaczenie!” – podkreślił Trump. W przeciwnym razie – jak dodał – Stany Zjednoczone są „gotowe szybko zrealizować swoją misję przy użyciu szybkości i siły”.
Stany Zjednoczone rozpoczęły w ostatnich dniach koncentrację znaczących sił wojskowych w regionie. Na Bliskim Wschodzie stacjonuje już około 30–40 tys. amerykańskich żołnierzy, a w tym tygodniu do wód regionu przybyła grupa uderzeniowa, składająca się z lotniskowca USS Abraham Lincoln i trzech niszczycieli rakietowych uzbrojonych w pociski Tomahawk. Na pokładzie okrętu znajduje się kilkadziesiąt samolotów i śmigłowców, w tym myśliwce F-18 i F-35, a także około 5 tys. dodatkowych żołnierzy.
Zmiana priorytetów Waszyngtonu
Na początku stycznia Biały Dom uzasadniał groźby ataku oburzeniem na brutalne tłumienie protestów, które wybuchły pod koniec grudnia. Jednak w połowie miesiąca - mimo doniesień medialnych o nawet kilkudziesięciu ofiarach śmiertelnych rządowych represji - Trump stwierdził, że „zabijanie w Iranie ustaje”. Teraz prezydent USA koncentruje się głównie na programie nuklearnym Iranu, który - zdaniem Waszyngtonu - dąży do budowy broni jądrowej. Sygnały płynące z jego otoczenia wskazują, że ewentualna umowa miałaby objąć również kontrolę nad rakietami balistycznymi oraz rolę Iranu w finansowaniu grup zbrojnych na Bliskim Wschodzie: Hezbollahu, Hamasu i jemeńskich Huti.
Iran straszy odwetem
Nie jest jednak jasne, czy - podobnie jak w przypadku Wenezueli - Waszyngtonu dąży do odsunięcia władz Iranu. A także czy tym razem - inaczej niż w Caracas - ma spójny plan na „dzień po”. Sekretarz stanu Marco Rubio przyznał, że irański reżim jest „prawdopodobnie słabszy niż kiedykolwiek wcześniej”, lecz jednocześnie ostrzegł przed skutkami jego ewentualnego upadku. „Nie sądzę, by ktokolwiek mógł dziś udzielić prostej odpowiedzi na pytanie, co stanie się w Iranie w takim scenariuszu” – powiedział.
Iran odpowiada na groźby USA zapowiedzią szerokiego odwetu. Teheran deklaruje, że uzna jakiekolwiek działania wojskowe Stanów Zjednoczonych przeciwko sobie za początek wojny, a w odpowiedzi uderzy w USA, Izrael oraz wszystkich wspierających agresję, w tym amerykańskie i sojusznicze bazy wojskowe w regionie. Szef irańskiej dyplomacji Abbas Aragczi ostrzegł, że siły zbrojne jego kraju czekają „z palcem na spuście” i są gotowe natychmiast odpowiedzieć na każdą agresję.
Obawy sojuszników i możliwe scenariusze
Przed eskalacją otwarcie ostrzegają nawet regionalni sojusznicy Waszyngtonu. Arabia Saudyjska, Katar, Oman i Egipt zabiegali w Waszyngtonie o powstrzymanie uderzenia na Iran. Saudyjski następca tronu Muhammad ibn Salman przekazał prezydentowi Iranu Masudowi Pezeszkianowi, że Rijad nie zgodzi się na wykorzystanie swojego terytorium ani przestrzeni powietrznej do ataku na Teheran. „Stany Zjednoczone mogą pociągnąć za spust, ale to my będziemy żyć z konsekwencjami” – powiedziało jedno z arabskich źródeł dyplomatycznych Reutersa. Z kolei szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas zapytana w czwartek, czy UE mogłaby poprzeć amerykański atak na Iran, odpowiedziała, że „region nie potrzebuje nowej wojny”.
Rosnące napięcie rodzi pytania o skutki ewentualnego amerykańskiego ataku. W najbardziej optymistycznym – i mało prawdopodobnym – wariancie mógłby on doprowadzić do ograniczonych ustępstw Teheranu i nowego porozumienia. W najgorszym – do długotrwałej destabilizacji regionu i eskalacji konfliktu z udziałem sojuszników Iranu. Najbardziej realistycznym scenariuszem wydaje się jednak ograniczona konfrontacja i wymuszenie na Teheranie kosmetycznych koncesji, co pozwoliłaby Donaldowi Trumpowi ogłosić sukces i zakończyć misję.