Liczba ofiar śmiertelnych protestów w Iranie wzrosła do co najmniej 2,6 tys. osób, wśród których znalazło się 12 dzieci – podała organizacja Human Rights Activists News Agency. Około 2,4 tys. zabitych stanowili demonstranci, natomiast prawie 150 osób było powiązanych z aparatem władzy.
Odcięcie internetu w Iranie znacznie utrudnia ocenę z zagranicy skali wydarzeń. Już teraz jednak wiadomo, że bilans ofiar przewyższa skutki wszelkich niepokojów w kraju z ostatnich dekad, przywołując chaos towarzyszący rewolucji islamskiej z 1979 r.
Nowe sankcje
W odpowiedzi na brutalne tłumienie protestów Wielka Brytania nałożyła w tym tygodniu dodatkowe sankcje na reżim ajatollahów. Szefowa dyplomacji Yvette Cooper poinformowała, że obejmują one m.in. sektor finansowy, energetyczny i transportowy. Z kolei Stany Zjednoczone ogłosiły 25-procentowe cła na import z każdego kraju prowadzącego interesy z Teheranem, co wywołało niezadowolenie Chin, głównego partnera eksportowego Iranu.
Donald Trump wezwał Irańczyków do „kontynuowania protestów”, dodając, że „pomoc jest w drodze”. Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, zapowiedziała z kolei, że Unia Europejska „szybko” przedstawi propozycje kolejnych sankcji. Na szczeblu unijnym rozważane jest m.in. uznanie Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej za organizację terrorystyczną oraz zaostrzenie środków wobec osób odpowiedzialnych za represje.
Władze w Teheranie próbują stłumić powstanie, które od 28 grudnia objęło ponad 100 miast i miasteczek w Iranie. Protesty zaczęły się jako demonstracje przeciw dramatycznej sytuacji gospodarczej – powszechnej inflacji i gwałtownemu spadkowi wartości waluty, które niemal uniemożliwiają codzienne funkcjonowanie milionom Irańczyków. Szybko jednak przerodziły się w ogólnokrajowy bunt, w wielu miejscach przybierający formę żądań obalenia autorytarnego reżimu ajatollahów.
Liderzy Iranu przetrwali już podobne kryzysy. Tym razem są na wyraźnie słabszej pozycji. Wojna trwająca na Bliskim Wschodzie od 7 października 2023 r. poważnie osłabiła wspierane przez Teheran bojówki, takie jak Hezbollah i Hamas, które przez lata stanowiły kluczowy element irańskiej strategii obronnej. W grudniu 2024 r. ofensywa rebeliantów doprowadziła do obalenia reżimu Baszara al-Asada, jednego z najważniejszych sojuszników ajatollahów. Wkrótce Iran sam stał się celem bezpośrednich ataków ze strony państwa żydowskiego.
Izraelskie uderzenia zabiły znaczną część irańskiego dowództwa wojskowego, a następująca po nich kampania bombardowań Stanów Zjednoczonych zadała poważny cios programowi nuklearnemu Teheranu. Konflikt izraelsko-irański z czerwca 2025 r. ujawnił skalę penetracji irańskich struktur bezpieczeństwa i wywiadu przez Izrael.
Walka o przetrwanie
Jeśli dodać do tego fakt, że Rosja – kluczowy sojusznik Iranu – jest pochłonięta wojną na Ukrainie i niekoniecznie będzie skłonna przyjść ajatollahom z pomocą, wyłania się obraz coraz słabszego reżimu. Władza walczy dziś o przetrwanie, lecz po raz kolejny pokazuje uderzającą niezdolność do jakichkolwiek ustępstw. Najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei, określił antyrządowych demonstrantów mianem „wandalów”, twierdząc, że próbują „przypodobać się prezydentowi Stanów Zjednoczonych”.
Nie oznacza to, że przetaczająca się przez kraj fala protestów doprowadzi do obalenia religijnego przywództwa. Zdaniem Sanam Vakil z Chatham House w obliczu spadającej legitymacji władzy, załamania gospodarczego i geopolitycznej izolacji Islamska Republika stanie się państwem coraz bardziej zamkniętym, opierającym swoje trwanie na represjach. „Ta trajektoria niepokojąco przypomina Irak Saddama Husajna, gdzie przetrwanie reżimu zależało od strachu, inwigilacji i brutalnej siły, a nie od społecznej zgody” – wskazuje. Eksperci dopuszczają, że – podobnie jak w Syrii w 2024 r. – siła mieszkańców wzrośnie na tyle, że zmuszą oni Chameneiego do szukania schronienia w Moskwie. ©℗