Respondenci na świecie uważają, że staną się one w przyszłości bardziej wpływowe. Chociaż w Europie jedynie 5 proc. postrzega ChRL jako sojusznika, który podziela ich interesy i wartości, to już w Brazylii i Indiach odsetek ten wynosi odpowiednio 27 i 22 proc. Jak zauważają autorzy raportu ECFR, na tym polega paradoks polityki „America First”: Trump poprzez odrzucenie liberalnego ładu międzynarodowego dał niejako zgodę na zacieśnianie relacji z Pekinem.

Chińska siła przyciągania opiera się też na rosnącej dominacji gospodarczej. 60 proc. europejskich respondentów uważa, że to właśnie one będą liderem w produkcji aut elektrycznych (jedynie 10,9 proc. twierdzi, że Europa i 8,4 proc., że USA). Dla konsumentów chińskie produkty nie kojarzą się już z bylejakością, a rosnąca przewaga Państwa Środka ma dowodzić skuteczności tamtejszego modelu rozwoju, z którego warto czerpać inspirację.

Chiny atrakcyjne nawet dla sojuszników USA

Ta przyjazna Pekinowi narracja zyskuje nieoczekiwanych sojuszników. Niedawno słynny dysydencki artysta Ai Weiwei udzielił wywiadu dziennikowi „Berliner Zeitung”, w którym opisywał swoją pierwszą od dekady wizytę w Pekinie. Zachwalał jakość i szybkość usług, a pytania o cenzurę zbywał argumentem, że istnieje ona również na Zachodzie, tyle że sankcjonowana nie przez aparat państwowy, a przez korporacje i instytucje kultury. – Nie macie jak konkurować z Chinami, więc je obwiniacie – stwierdził.

Zmiany zachodzą również na poziomie politycznym. W oczach wielu stolic Pekin zaczyna uchodzić za partnera bardziej wiarygodnego niż Waszyngton. Namacalną ilustracją tej tendencji była zeszłotygodniowa wizyta kanadyjskiego premiera Marka Carneya w Pekinie i zapowiedź znaczącej redukcji ceł na import chińskich e-aut. Jak podkreślił Carney po spotkaniu z prezydentem Xi Jinpingiem, Chiny stały się „bardziej przewidywalnym” partnerem niż Stany Zjednoczone. To wyraźny zwrot w kursie Ottawy, zważywszy że po aresztowaniu w Kanadzie w 2018 r. Meng Wanzhou, córki prezesa Huawei, relacje z Pekinem były niezwykle napięte. Podobne przesunięcia widać także w Europie, zwłaszcza że w części krajów, jak Czechy, zmiana rządów osłabiła krytyczną wobec Pekinu linię.

Chiński ekspert: Trump stwarza problemy także nam

Korzystny dla Chin trend ma swoje granice, bo europejskie postrzeganie Pekinu ma aspekt negatywny, który nie jest tylko zwykłą pochodną polityki USA. Chodzi również o bliską współpracę Chin z Rosją oraz o chińską nadprodukcję, która po wprowadzeniu amerykańskich ceł coraz szerzej trafia na rynek unijny. Chińskie samochody, które wielu konsumentów ceni, podkopują też rodzimy przemysł. Z kolei dla Chin prezydentura Trumpa nie oznacza wyłącznie wzrostu prestiżu. – To także źródło fundamentalnych problemów i ogromnej niepewności – przyznał w rozmowie z DGP Sun Chenghao z pekińskiego Uniwersytetu Tsinghua. Według niego Pekin najbardziej obawia się amerykańskich ceł, kontroli eksportu i ingerencji w globalne łańcuchy dostaw i rynek surowców krytycznych.

W chińskiej optyce są to narzędzia mogące podkopać długofalowy rozwój technologiczny, a więc to, co przesądza o globalnej władzy i prestiżu. Niepokój budzi także nowa strategia bezpieczeństwa oparta na doktrynie dominacji USA na zachodniej półkuli. Choć niektórzy sugerują, że dzieląc świat na strefy wpływów, może ona legitymizować zakusy na Tajwan, większość analityków pozostaje sceptyczna. – Chiny nie zmienią zasadniczo strategii wobec Tajwanu tylko dlatego, że USA lekceważą prawo międzynarodowe. Plany Xi są oparte na własnej logice Chin – skomentowała Bonnie Glaser z German Marshall Fund.

Chińczycy aktywni nawet pod bokiem USA

Dodatkowo Chiny od lat są głęboko zakorzenione na zachodniej półkuli, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej. Pekin zainwestował miliardy w tamtejszą infrastrukturę, w 2024 r. wartość chińsko-latynoamerykańskiej wymiany handlowej przekroczyła 500 mld dol. (ponad 35 razy więcej niż w 2001 r.), a region jest dla nich poważnym źródłem strategicznych surowców, jak lit czy miedź. W tym kontekście doktryna „Donroe” sprawia, że region staje się kolejnym teatrem ostrej rywalizacji między USA a Chinami, co też może zaszkodzić globalnym ambicjom Pekinu. Analitycy przewidują, że do kwietniowego szczytu Trump–Xi Pekin będzie dążył do gaszenia kryzysów, a nie ich eskalowania. – Pekin zrobi wszystko, by chronić swoje interesy gospodarcze i handlowe w Ameryce Łacińskiej, ale jednocześnie będzie się starał nie trafiać na celownik Trumpa w regionie, który nie należy do jego obszarów strategicznych – oceniła Glaser.