Zacznijmy od tego, że współczesne prawo międzynarodowe opiera się na prymacie pokojowych środków rozstrzygania sporów oraz zakazie użycia siły lub groźby jej użycia (ius contra bellum). Od zasady tej, ustanowionej w art. 2 ust. 4 Karty Narodów Zjednoczonych, przewidziano tylko dwa wyjątki: prawo do samoobrony w razie napaści zbrojnej (art. 51) oraz użycie siły na podstawie autoryzacji Rady Bezpieczeństwa ONZ (art. 42). Część państw wskazuje ponadto na istnienie norm prawa zwyczajowego – a więc niepisanych reguł wynikających z utrwalonej i akceptowanej praktyki na arenie międzynarodowej – dopuszczających użycie siły. Są to jednak albo ściśle określone działania, jak ochrona własnych obywateli za granicą, albo koncepcje wysoce kontrowersyjne, w szczególności interwencja humanitarna.

Wenezuela państwem karteli? Granice prawa międzynarodowego

W tygodniach poprzedzających operację w Caracas z 3 stycznia administracja prezydenta Donalda Trumpa wielokrotnie podnosiła, że Wenezuela toleruje funkcjonowanie potężnych karteli narkotykowych na swoim terytorium. Miały one dostarczać środki odurzające do Stanów Zjednoczonych, powodując poważne straty w życiu i zdrowiu obywateli USA. W tej narracji to Wenezuela miała dopuścić się swoistej „napaści” na Stany Zjednoczone, zmuszając je do obrony własnego bezpieczeństwa narodowego. Ale nawet przyjmując, że działalność karteli istotnie przyczyniała się do uzależnień i śmierci Amerykanów, okoliczność ta nie może być utożsamiana z napaścią zbrojną Wenezueli na USA w świetle Karty Narodów Zjednoczonych. Definicja aktu agresji – rozumianego jako kwalifikowana forma naruszenia art. 2 ust. 4 Karty – zawarta w rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 14 grudnia 1974 r., wskazuje bowiem na takie formy działań jak bombardowanie, inwazja wojsk, blokada portów czy okupacja terytorium, ale nie działania przypisywane Wenezueli.

Dodatkowo kartele narkotykowe stanowią przykład tzw. aktorów pozapaństwowych. Aby móc skutecznie powołać się na prawo do samoobrony, konieczne byłoby prawne przypisanie ich działalności państwu wenezuelskiemu, a więc wykazanie sprawowania przez jego władze efektywnej kontroli nad kartelami. Taki standard przyjął Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w wyroku z 1986 r. w sprawie działalności paramilitarnej USA w Nikaragui.

Innym argumentem przywoływanym przez Waszyngton jest koncepcja unwilling or unable, odnosząca się do państw, które albo tolerują działalność organizacji terrorystycznych, albo nie są w stanie skutecznie jej przeciwdziałać. Argument ten był wykorzystywany m.in. podczas operacji likwidacji Osamy bin Ladena w Pakistanie w 2011 roku oraz bombardowań celów tzw. Państwa Islamskiego w Syrii w 2014 roku (jeszcze za czasów prezydentury Baracka Obamy). Koncepcja ta budzi jednak kontrowersje, balansując na granicy między poszanowaniem suwerenności państw a walką z globalnym terroryzmem. Jej zwolennicy wywodzą ją z prawa zwyczajowego, przeciwnicy natomiast wskazują na jej sprzeczność z zasadami prawa międzynarodowego.

Choć na początku drugiej kadencji Donalda Trumpa wenezuelskie i meksykańskie kartele narkotykowe zostały wpisane na amerykańskie listy organizacji terrorystycznych, w praktyce USA nie podjęły realnych prób (poza retorycznymi deklaracjami) wykorzystania pokojowych środków, w szczególności dyplomatycznych lub sądowych, w celu skłonienia Wenezueli do skuteczniejszego zwalczania tego problemu. W konsekwencji argumenty Stanów Zjednoczonych nie znajdują oparcia w prawie międzynarodowym, a podjęte działania należy uznać za naruszenie art. 2 ust. 4 Karty Narodów Zjednoczonych wobec Wenezueli. Waszyngton nie może również liczyć na uzyskanie autoryzacji Rady Bezpieczeństwa ONZ – nawet post factum – ze względu na możliwość zgłoszenia weta przez Federację Rosyjską oraz Chiny.

Operacja „egzekwowania prawa” i uprowadzenie Nicolása Maduro

Po przeprowadzeniu operacji uprowadzenia Nicolása Maduro z lotniska w Caracas administracja prezydenta Trumpa ogłosiła, że miała ona charakter law-enforcement operation – akcji egzekwowania prawa (działań organów ścigania), a nie działań stricte wojskowych. Pomijając wątpliwości dotyczące legalności tej operacji w świetle prawa amerykańskiego, które co do zasady przewiduje zgodę Kongresu na użycie sił zbrojnych poza terytorium USA, szeroki zakres działań, w tym udział różnych jednostek wojskowych i blokada portów Wenezueli, nakazuje ostrożność wobec tej narracji.

Nie ulega wątpliwości, że w świetle prawa międzynarodowego państwa nie mogą wykonywać jurysdykcji wykonawczej, np. w celu aresztowania osoby poszukiwanej, na terytorium innego państwa bez jego zgody. Dobitnie pokazała to sprawa uprowadzenia Adolfa Eichmanna przez izraelski Mosad z Argentyny bez jej przyzwolenia w 1960 roku – tamta akcja została potępiona przez Radę Bezpieczeństwa ONZ jako działania „zagrażające międzynarodowemu pokojowi i bezpieczeństwu” w przypadku ich powtórzenia się.

Maduro Transport
ikona lupy />
Pojmany Nicolás Maduro w trakcie transportu do USA / GazetaPrawna.pl / Truth, Donald Trump

W konsekwencji uprowadzenie Nicolása Maduro – mimo że nie jest on uznawany przez Stany Zjednoczone ani wiele państw europejskich za prawowitego prezydenta Wenezueli – należy uznać za naruszenie przez USA podstawowych zasad prawa międzynarodowego. W szczególności zasady suwerenności państw oraz zakazu ingerencji w ich sprawy wewnętrzne. Przykład amerykańskiej interwencji w Panamie w 1989 roku i uprowadzenia faktycznego przywódcy tego państwa Manuela Noriegi został potępiony przez Zgromadzenie Ogólne ONZ jako pogwałcenie zasad integralności terytorialnej, suwerenności i niepodległości Panamy.

Maduro przed nowojorskim sądem: „Jestem jeńcem wojennym”

Przetransportowany do nowojorskiego sądu Nicolás Maduro stwierdził: „jestem jeńcem wojennym”, co wymuszałoby na stronie amerykańskiej – gdyby uznać zasadność tego twierdzenia – odmienne podejście do obalonego wenezuelskiego przywódcy. W takim ujęciu Maduro nie mógłby być traktowany jako zwykły przestępca. Jak wskazuje ekspert międzynarodowego prawa humanitarnego dr Mateusz Piątkowski, stanowisko to nie jest pozbawione podstaw. Po pierwsze, w ciągu kilku godzin trwania operacji amerykańskiej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Wenezuelą zaistniał stan międzynarodowego konfliktu zbrojnego (potocznie mówiąc – wojny), który powstaje w wyniku faktów, a nie politycznych deklaracji stron. W konsekwencji uruchomione zostaje stosowanie norm międzynarodowego prawa humanitarnego, w tym III Konwencji Genewskiej o traktowaniu jeńców wojennych. Po drugie, zgodnie z konstytucją Wenezueli to prezydent sprawuje naczelne dowództwo nad siłami zbrojnymi państwa, co 3 stycznia znalazło swoje formalnoprawne urzeczywistnienie w toku amerykańsko-wenezuelskiego starcia.

W odpowiedzi strona amerykańska podnosi, że Maduro w istocie nie był legalnym prezydentem Wenezueli, co skutkowało jego nieuznawaniem przez Waszyngton. Zatem sąd w Nowym Jorku odniesie się pewnie do kwestii immunitetu obcej głowy państwa, gdyż co do zasady przywódcy państw nie powinni być sądzeni przez sądy państw trzecich (podkreślił to MTS w sprawie Demokratycznej Republiki Konga przeciwko Belgii z 2002 roku). Przywoływany kazus Manuela Noriegi pokazuje jednak, że sądy amerykańskie odmówiły byłemu przywódcy Panamy przyznania immunitetu należnemu głowie państwa, właśnie z uwagi na jego nieuznawanie w tej roli przez USA.

Zamiast zakończenia – czy Grenlandia będzie następna?

Niniejszy komentarz nie może być w żadnym wypadku odczytywany jako obrona Nicolása Maduro. Jest to przede wszystkim głos w obronie prawa międzynarodowego jako systemu porządkującego stosunki między państwami i ograniczającego ryzyko wojen oraz niepożądanych napięć. Niechęć Donalda Trumpa do międzynarodowych instytucji i jasno określonych reguł jest powszechnie znana, a jego coraz bardziej asertywna postawa na arenie międzynarodowej stanowi tego wyraźny przykład. Nie powinniśmy jednak przechodzić nad tym do porządku dziennego, nawet jeśli – jak w przypadku Maduro czy zbombardowanego przez USA w czerwcu 2025 roku Iranu – ofiarami tych działań są reżimy współpracujące z Rosją, stanowiącą poważne zagrożenie dla Polski i Unii Europejskiej. Tym bardziej że Trump ponownie mówi o konieczności „przejęcia” Grenlandii w imię bezpieczeństwa międzynarodowego, nie wykluczając użycia siły. To, co jeszcze niedawno wydawało się abstrakcją w świecie Zachodu i NATO, może wkrótce stać się rzeczywistością.

Podwójne standardy w stosowaniu prawa międzynarodowego stają się niestety normą, lecz ich akceptacja zawsze sprzyja wyłącznie supermocarstwom. Rację mają bowiem ci, którzy twierdzą, że Chiny, a zwłaszcza Rosja, nie potrzebują dodatkowych pretekstów do agresywnych działań. Zarazem rację ma też były prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves, który zauważył, że dla średnich i małych podmiotów prawo międzynarodowe powinno stanowić „ekwiwalent bomby atomowej”. Jeśli sami się go wyrzekniemy, niewiele pozostanie nam do ochrony własnej suwerenności i niepodległości.