Akcja amerykańskich sił zbrojnych przeprowadzona w nocy z piątku na sobotę, która zakończyła się zatrzymaniem prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro z żoną, zrodziła szereg pytań o przyszłość gospodarki tego kraju. Prezydent Donald Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone będą tymczasowo zarządzać Wenezuelą, nie podając przy tym żadnych szczegółów, jak miałoby to w praktyce wyglądać.
Lokalna waluta, której kurs jest ściśle kontrolowany przez tamtejszy bank centralny, od lat jest w fatalnej kondycji. Była kilkukrotnie dewaluowana i denominowana, bo – na skutek inflacji sięgającej nawet 1,8 miliona procent w 2018 roku – ceny wyrażały się już w milionach. W minionym roku kurs boliwara do dolara spadł o ponad 80 procent. Za to w poniedziałek wzrósł o 1,11 procent w stosunku do ceny z poprzedniego zamknięcia – informuje money.pl, zwracając jednocześnie uwagę, że na internetowych giełdach walutowych waha się on jednak od 301 do 494 boliwarów za dolara.
Maduro w areszcie. Grozi mu dożywocie
Sam Maduro został po ujęciu przetransportowany na pokład okrętu USS Iwo Jima, skąd błyskawicznie trafił do aresztu na nowojorskim Brooklynie, gdzie prawdopodobnie jeszcze w poniedziałek usłyszy zarzuty związane z handlem narkotykami. Administracja Trumpa zarzuca mu kierowanie przemytem kokainy do Stanów Zjednoczonych oraz współpracę z organizacjami uznanymi przez USA za terrorystyczne i przestępcze, takimi jak kolumbijskie bojówki FARC i ELN, meksykańskie kartele Sinaloa oraz Los Zetas, a także wenezuelski gang Tren de Aragua.
W przypadku uznania winy Maduro grozi kara od 30 lat pozbawienia wolności do dożywocia.
Wiceprezydent Rodríguez: Wenezuela nie będzie niczyją kolonią
Sąd Najwyższy Wenezueli polecił tymczasem wiceprezydentce Delcy Rodríguez przejęcie władzy "w celu zagwarantowania ciągłości administracyjnej i kompleksowej obrony narodu". Sędziowie nie orzekli jednak o "trwałej nieobecności” Nicolása Maduro, co zgodnie oznaczałoby konieczność rozpisania przedterminowych wyborów w ciągu 30 dni. Rodríguez potępiła działania USA, twierdząc, że Maduro pozostaje prawowitym prezydentem Wenezueli, oraz domagała się powrotu "porwanego przywódcy" do kraju. Zadeklarowała wolę „opartych na szacunku" relacji z Waszyngtonem i podkreśliła, że Wenezuela "nie będzie niczyją kolonią".
Według "New York Times", w czasie amerykańskiej akcji zginęło co najmniej 40 osób – wenezuelskich żołnierzy i cywilów. Po stronie USA nie było ofiar śmiertelnych. Obrażenia ma jedynie załoga jednego śmigłowca, ostrzelanego przez Wenezuelczyków.