Macron pod presją. Na 10 września zapowiedziano dzień masowych blokad i sabotaży

Rosyjska telewizja RT podawała kłamliwe informacje na temat protestów organizowanych przez „żółte kamizelki”, by podsycić antyrządowe wystąpienia we Francji
Rosyjska telewizja RT podawała kłamliwe informacje na temat protestów organizowanych przez „żółte kamizelki”, by podsycić antyrządowe wystąpienia we FrancjiEPA/PAP
9 września 2025

10 września na ulice francuskich miast mają wyjść tysiące demonstrantów, którzy pod hasłem „Blokujmy wszystko” chcą sparaliżować funkcjonowanie państwa. Zdaniem służb skala protestów może być ogromna i mogą one przybrać radykalne formy.

Ruch "Blokujemy wszystko" narodził się latem tego roku. Wówczas na portalach społecznościowych pojawiły się pierwsze wezwania do zablokowania kraju. Początkowo hasła te krążyły w środowiskach powiązanych ze skrajną prawicą i były reakcją na propozycje oszczędności budżetowych premiera Francois Bayrou. Wkrótce jednak hasło „Blokujmy wszystko” podchwyciła skrajna lewica, a poparcia udzieliła Francja Nieujarzmiona (LFI).

Dziś to właśnie ta partia jest kojarzona z mobilizacją 10 września, a ruch – jak wskazują eksperci – nie jest apolityczny. Według Fundacji im. Jeana Jauresa większość osób uczestniczących w przygotowywaniu akcji to sympatycy LFI.

Skrajna lewica i LFI przejmują hasło Blokujmy wszystko

Na początku ruch porównywano do „żółtych kamizelek”, które w latach 2018–2019 doprowadziły do największych protestów ulicznych od dekad. Jednak, jak zauważa ekspert fundacji Antoine Bristielle w wywiadzie dla dziennika „Ouest-France”, podobieństwo dotyczy głównie formy demokracji bezpośredniej:

„Sympatyków ruchu łączy z ‘żółtymi kamizelkami’ to, że są zwolennikami demokracji bezpośredniej, jednak w innych sprawach ruchy te są dalekie od siebie”.

Skrajna prawica trzyma dystans

Skrajna prawica, która pierwotnie inspirowała się ideą blokady, wycofała się z mobilizacji, gdy przejęła ją lewica. Zjednoczenie Narodowe (RN) nie tylko nie wezwało swoich sympatyków do zgromadzeń, ale wręcz dystansuje się od akcji. To wpisuje się w strategię Marine Le Pen, która od lat stara się prezentować RN jako partię respektującą oficjalny porządek prawny i unikającą ulicznych konfrontacji.

Niepopularny Macron i upadek premiera Bayrou

Protesty są reakcją nie tylko na cięcia budżetowe, ale także na nastroje wobec władz. Prezydent Emmanuel Macron cieszy się niskim zaufaniem społecznym, a premier Francois Bayrou został zmuszony do ustąpienia po tym, jak parlament odmówił mu wotum zaufania. To wydarzenie dodatkowo rozpaliło emocje, a głosowaniu w poniedziałek towarzyszyły demonstracje organizowane przez zwolenników wrześniowej mobilizacji.

Tajne grupy, ryzyko sabotażu i blokad

Trudno dziś ocenić, ilu ludzi rzeczywiście odpowie na wezwanie do akcji. Wiadomo jednak, że przygotowania odbywają się głównie w zamkniętych grupach w aplikacjach takich jak Signal czy Telegram. To utrudnia prognozowanie i zwiększa ryzyko niespodziewanych działań.

Według ocen służb specjalnych z początku września mobilizacja może sięgnąć 100 tys. osób. Przewidywane są nie tylko demonstracje, ale również akcje sabotażowe i blokady kluczowych sektorów: energetyki, transportu, obronności, a także centrów handlowych, obiektów wielkich platform e-commerce i uczelni.

Policja szykuje 80 tys. funkcjonariuszy na blokady i sabotaż

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zapowiedziało, że tego dnia do działań zostanie skierowanych około 80 tys. policjantów i żandarmów. Prefekt paryskiej policji Laurent Nunez ostrzegł we wtorek rano, że „w związku z udziałem skrajnej lewicy 10 września można spodziewać się radykalnych akcji”.

– Nie sądzimy, by ruch zmobilizował społeczeństwo obywatelskie – powiedział prefekt. Jego zdaniem w protestach wezmą udział bardzo różne grupy: przeciwnicy rządu i prezydenta, aktywiści antykapitalistyczni, propalestyńscy czy przedstawiciele ruchu LGBTQIA+.

Protesty 10 września a związki zawodowe – różne strategie działania

Co ciekawe, do akcji 10 września nie dołączy większość związków zawodowych. Organizacje te zapowiedziały tradycyjny strajk, ale dopiero osiem dni później – 18 września. To wyraźny sygnał, że ruch „Blokujmy wszystko” nie jest postrzegany jako naturalny sojusznik klasycznych struktur pracowniczych.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: gazetaprawna.pl

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.