Możliwe, że świat Zachodu znalazł się w ostatnim momencie, aby zdecydować, czy kluczy i gra według zasad narzuconych przez autokratyczną oś Chiny–Rosja plus przystawki w postaci Białorusi, Iranu, Korei Północnej i Syrii, czy może sam próbuje te zasady przynajmniej częściowo kształtować. Jedną z nich jest potwierdzenie sojuszy z państwami graniczącymi z osią autokracji, przede wszystkim z Tajwanem i Ukrainą. Decydując się na współuzależnienie od Chin, zachodnie demokracje spotka takie samo rozczarowanie, jak w przypadku uzależnienia od tanich surowców energetycznych z Rosji.
Władimir Putin i Xi Jinping wykorzystali czas gry pozorów z Zachodem na coś, co umownie można nazwać restauracją egzekutywy. Nie wprowadzali reform rynkowych, nie dążyli do większej przejrzystości w handlu międzynarodowym. Budowali za to armię i likwidowali konkurentów. Xi – jak pisze magazyn „Foreign Affairs” – poszedł nawet dalej niż Putin i zbudował znacznie wydajniejszą wersję rządów personalistycznych. W 2018 r. parlament, który wybiera prezydenta, zniósł konstytucyjny limit dwóch pięcioletnich kadencji na tym stanowisku. W Rosji Putin też pozbył się kagańca kadencyjności. Ta ponowoczesna konsolidacja zostanie potwierdzona jesienią na XX Zjeździe Komunistycznej Partii Chin. Do tego czasu Xi najpewniej odwoła się do twardej polityki wobec Tajwanu, USA, szeroko pojętych praw człowieka i Zachodu.