W środę posłowie komisji finansów i obrony uwzględnili cztery poprawki, które do rządowego projektu ustawy wprowadził Senat. Dwie z nich wskazują źródła spłaty zaciąganych pożyczek oraz odsetek od nich. W nowej wersji ustawy znalazły się zapisy, iż wydatki FIZB nie będą „pokrywane ze środków własnych, określonych w budżecie Ministerstwa Obrony Narodowej”. Za środki własne MON uznano coroczne 3 proc. PKB, których wydanie na obronność wymusza ustawa o obronie Ojczyzny z 2022 r. Przyszłe zobowiązania finansowane z FIZB mają pochodzić z rezerwy celowej, która zostanie utworzona w budżecie państwa.
MON nie będzie spłacał długu
O wprowadzenie zapisu w tej sprawie zabiegali posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Wątpliwości zgłaszał również prezydent Karol Nawrocki. Obawiano się bowiem, aby nie doszło do sytuacji, w której koszty obsługi pożyczki SAFE w wysokości nawet 190 mld zł obciążyłyby budżet MON, z którego finansowane są nie tylko zakupy sprzętu, lecz także bieżące utrzymanie armii. W 2026 r. budżet MON to prawie 125 mld zł. Całkowite wydatki na obronność zaplanowano na ok. 200 mld zł. Brakujące ok. 80 mld zł to pieniądze pożyczane za pośrednictwem Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Jak przekonywał poseł Witold Zembaczyński z KO, poprawka ta „konsumuje wszelkie wątpliwości artykułowane zarówno przez prezydenta, jak i PiS oraz Konfederację w zakresie źródeł spłaty pożyczki SAFE”. Innego zdania są politycy PiS. W ocenie posła Andrzeja Śliwki poprawka ta nadal jest „dalece niedoskonała”.
Na etapie senackich prac nad projektem ustawy wzmocniono mechanizmy kontrolowania sposobów wydatkowania unijnych pieniędzy. W nowym brzmieniu ustawa nakłada na szefa resortu obrony obowiązek przedkładania sprawozdań z realizacji planu finansowego FIZB zarówno posłom, jak i senatorom. Sprawozdaniom będą się przyglądać komisje finansów oraz obrony. Rozszerzona będzie też ochrona antykorupcyjna. Wykorzystaniu funduszy z pożyczki SAFE mają się przyglądać Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służba Kontrwywiadu Wojskowego i Centralne Biuro Antykorupcyjne. Zdaniem posłów opozycji to nadal zbyt mało.
Więcej kontroli w wydawaniu pieniędzy z SAFE
– Brakuje ewidentnie komitetu sterującego, który by mógł jasno i transparentnie obserwować to, jak te środki będą wydatkowane. To jest krok w dobrą stronę, ale to jest jedna piąta tego, o co wnioskowaliśmy – mówi poseł Śliwka.
Na piątek zaplanowano głosowanie nad ustawą w Sejmie. Obawy opozycji budzi również mechanizm warunkowości zapisany w rozporządzeniu Komisji Europejskiej ustanawiającym program SAFE. Część polityków uważa, że te zapisy w przyszłości mogą stać się pretekstem do wstrzymania kolejnych transz wsparcia.
Obawy te stara się rozwiewać koalicja rządząca. – Program SAFE nie posiada mechanizmu warunkowości, jak w przypadku środków płynących z Krajowego Planu Odbudowy. Jedyny mechanizm, jaki jest zaszyty w tym projekcie, dodatkowo wzmocniony poprawką Senatu, dotyczy tarczy antykorupcyjnej. Nie różni się niczym od innych funduszy unijnych, na przykład rolnych, których też nie można rozkradać – przekonuje poseł Witold Zembaczyński.
Udział polskiego przemysłu
Posłowie PiS chcieliby też, by w ustawie znalazł się zapis dotyczący udziału polskiego przemysłu w zagospodarowaniu pieniędzy z SAFE. Rząd deklarował, że będzie to niemal 90 proc. – Najbardziej istotna rzecz, trochę pomijana w dyskusji, to fakt, że do końca maja mamy obowiązek dokonać indywidualnych zakupów w polskim przemyśle obronnym. Później muszą to być zakupy wspólne. I w związku z tym możemy wyobrazić sobie sytuację, że jeśli nie znajdziemy jakiegokolwiek partnera zagranicznego i nie będziemy mogli kupić w polskim przemyśle obronnym, to wprowadzamy niemiecką firmę – mówi poseł Kaleta.
Z programu SAFE Polska ma otrzymać 43,7 mld euro. Pożyczki te zaczniemy spłacać za 10 lat, a czas uregulowania zobowiązań określono na 45 lat. Jak SAFE wygląda na tle innych unijnych programów? Z KPO Polsce przyznano 59,8 mld euro. W kolejnych siedmioletnich unijnych perspektywach przewidziano dla Polski od 113,6 mld euro (2007–2013) do 123 mld euro (2021–2027). ©℗
Generał Komornicki: Inwestujmy, ale w broń przyszłości
Program SAFE jest potrzebny. Tylko jest kilka problemów z tym, by dobrze wydać te pieniądze. Fundamentem jest posiadanie strategii bezpieczeństwa. Dokument ten powinien ustalać, jak zbudować potencjał obronny państwa, jak bardzo powinien być on suwerenny. Dopiero na tej podstawie określi się potrzeby do budowy zdolności obronnych państwa. A poważne składowe tego potencjału to: przemysł obronny, potencjał naukowo-badawczy, technologie przyszłości, abyśmy za te pieniądze nie kupowali sprzętu, który został wymyślony 40 lat temu. Powinniśmy inwestować w sztuczną inteligencję, broń laserową, mikrofalową, magnetyczną, drony, środki zwalczania dronów.
Druga sprawa to odpowiednie struktury wojska. Będziemy inwestować wielkie pieniądze, które wojsko będzie musiało wchłonąć. A czy mamy przygotowane odpowiednie struktury, kadry, szkolnictwo wojskowe? Raczej nie.
Trzecia sprawa: przemysł. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy będzie on w stanie wchłonąć takie pieniądze. Trzeba zrobić wszystko, aby te środki, zainwestowane w 80 proc. w nasz przemysł, przełożyć na produkcję cywilną, aby kompensować wydatki na badania, rozwój i obniżyć koszty produkcji dla wojska.
Ostatnia rzecz to kwestia poważnego kryzysu demograficznego, który nas dotyka. Dlatego powinniśmy iść w kierunku robotyzacji, dronów i maksymalnego ograniczania stanów osobowych przeznaczonych do obsługi sprzętu bojowego i logistyki. Dlaczego w czołgu musi być kilka osób, a nie tylko operator wspierany przez systemy? W ślad za tym idzie potrzeba odwieszenia jakiejś formy zasadniczej służby wojskowej.
Dziś, zamiast koncentrować się na tym, jak rozwiązać te problemy, bijemy się maczugami w tej piaskownicy. Kierujmy się wreszcie etyką odpowiedzialności, pamiętając, że czasem musimy działać wbrew sojusznikom, bo narodowy interes ma wygrywać. ©℗