W środę w Sejmie rozpoczęło się pierwsze czytanie rządowego projektu nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy. Reforma przygotowana przez resort pracy zakłada m.in. przyznanie PIP uprawnienia do zamiany pozornych umów cywilnoprawnych i B2B w umowy o pracę. Szefowa MRPiPS przypomniała, że nadanie inspekcji uprawnień do przekształcania umów to jeden z tzw. kamieni milowych, od którego realizacji zależy wypłata środków z Krajowego Planu Odbudowy. – To projekt, który – zwiększając bezpieczeństwo milionów pracujących Polaków i ich rodzin – przyniesie Polsce miliardy złotych unijnych pieniędzy. To zatem reforma, która po prostu jednoznacznie jest w interesie Polski - podkreśliła Dziemianowicz-Bąk.

Wskazała, że „naczelnym celem tej reformy jest skuteczna walka z patologią śmieciowego zatrudnienia, jaka od lat trawi polski rynek pracy”. To – jak dodała ministra – walka z łamaniem prawa, „wypychaniem ludzi na nielegalne umowy dla szybkiego zysku” i nieuczciwą konkurencją wobec uczciwych przedsiębiorców. Zwróciła też uwagę, że projekt nie zmienia Kodeksu pracy, zgodnie z którym w przypadku stosunku pracy jedyną legalną umową jest umowa o pracę i nie wolno takiej umowy zastępować umową cywilnoprawną. Dziemianowicz-Bąk podkreśliła też, że celem reformy nie jest likwidacja umów cywilnoprawnych, a skuteczne egzekwowanie prawa i ochrona pracowników.

Prawo i Sprawiedliwość chciał odrzucić projekt

Klub Prawa i Sprawiedliwości złożył wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu. Poseł Urszula Rusecka oceniła, że to „jedna wielka kompromitacja legislacyjna”. – Przyjęte w nim rozwiązania są złe, niekonstytucyjne, niekorzystne dla pracowników, przedsiębiorców i budżetu państwa – powiedziała. Zwróciła również uwagę na to, że projekt ustawy negatywnie w uchwale Rady Dialogu Społecznego oceniła zarówno strona pracowników, jak i pracodawców.

Zaznaczyła, że nowelizacja, która była przedstawiana jako rozwiązanie wzmacniające ochronę pracowników, nie zyskała poparcia związków zawodowych. – Podstawowa zasada prawa cywilnego, czyli zasada swobody zawierania umów, jest podstawowym prawem każdego Polaka. Ustawa o Państwowej Inspekcji Pracy nie powinna tego zmieniać – zaznaczyła. Za nieakceptowalny uznała też wyznaczony na etapie wcześniejszych prac przez rząd siedmiodniowy termin konsultacji społecznych projektu.

Koalicja Obywatelska o reformie PIP: to budowanie relacji opartej na zaufaniu

Posłanka Joanna Frydrych (KO) podkreśliła natomiast, że projekt „ma szansę być przełomowy i jest oczekiwany zarówno przez pracowników, jak i pracodawców”. Przypomniała, że wprowadza on instytucję decyzji administracyjnej stwierdzającej istnienie stosunku pracy zamiast pozornych umów cywilnoprawnych. – Wprowadzenie tej zmiany będzie powiązane z uprawnieniem przedsiębiorcy do odwołania się od decyzji inspektora w terminie 30 dni do sądu pracy i szybszą ścieżkę jego rozpatrzenia przez sąd w ciągu 30 dni – zaznaczyła.

Frydrych zauważyła, że projekt wprowadza również nową kompetencję Głównego Inspektora Pracy: prawo do wydawania interpretacji indywidualnych, dzięki której przedsiębiorca, który ma wątpliwości co do charakteru zatrudnienia w swojej firmie, będzie mógł uzyskać pewność co do swojej sytuacji. – To budowanie relacji opartej na zaufaniu. Państwo ma przede wszystkim edukować i wspierać – oceniła. Dodała, że równolegle wprowadzane są usprawnienia w sądownictwie pracy: nowy tryb odwoławczy od decyzji inspektorów, możliwość orzekania na posiedzeniach niejawnych w sprawach oczywistych oraz stosowanie wyroków wstępnych i częściowych.

W imieniu klubu KO Frydrych wniosła o skierowanie omawianego projektu do dalszych prac w komisjach sejmowych w celu szerszego omówienia i skonsultowania go z wszystkimi uczestnikami rynku pracy.

PSL i Lewica za dalszymi pracami

Adam Dziedzic (PSL) wskazał, że pojawia się pytanie, czy po zmianach PIP nie będzie nadmiarowo korzystać „z tych przywilejów”. Zastanawiał się też, czy sądy będą rozpatrywać odwołania od decyzji inspektora w ciągu 30 dni, jak zakładają przepisy reformy. – 30 dni może być trudne do utrzymania – dodał poseł PSL. Podkreślił, że należy pamiętać o swobodzie gospodarczej w zakresie zawierania umów i zaznaczył, że chronić należy pracowników i pracodawców. Przypomniał, że reforma realizuje tzw. kamień milowy, od którego zależy wypłata środków z Krajowego Planu Odbudowy. – Pytanie, czy nie w sposób nadmiarowy – dodał Dziedzic i zaznaczył, że projekt wymaga dalszych konsultacji.

Katarzyna Ueberhan (Lewica) podkreśliła, że projekt odpowiada na potrzebę walki z fikcyjnymi umowami. Jak stwierdziła, dzięki reformie państwo przestaje mówić ludziom pracy: radźcie sobie sami. – Pamiętajmy, że fikcyjna umowa cywilnoprawna to nie tylko brak urlopu dziś czy za rok. To za wiele lat od dziś niższa przyszła emerytura, to słabsza ochrona w razie wypadku, to też mniejsze wpływy do systemu ochrony zdrowia – wskazała. Dodała, że „umowy śmieciowe to nie jest prywatna umowa dwóch stron o rzekomo równej pozycji”. – To poważny problem społeczny – podkreśliła.

Konfederacja też chciała odrzucić reformę PIP

Poseł Witold Tumanowicz w imieniu klubu Konfederacji złożył wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu. Ocenił, że projektowane regulacje ograniczą obywatelom prawo do zawierania suwerennych umów. – Nie zgadzamy się na model, w którym inspektor jest jednocześnie kontrolerem, oskarżycielem i sędzią. To nie urzędnik ma decydować o formie zatrudnienia między świadomymi stronami umowy – podkreślił.

Kluby Centrum i Polski 2050 opowiedziały się za dalszymi pracami nad projektem w komisji. Poseł Ryszard Petru (Centrum) podkreślił, że projektowana ustawa pomija wolę pracowników, którzy świadomie mogą wybierać umowy cywilnoprawne. Ocenił też, że w obecnej wersji projektu decyzja inspektora pracy ma nadal rygor natychmiastowej wykonalności, a nie powinno go być. Zaznaczył, że projekt wymaga korekt i należy szukać rozwiązań, które są partnerskie i uwzględniają interesy obu stron.

Posłanka Wioleta Tomczak (Polska 2050) oceniła z kolei, że zastępowanie stosunku pracy umową cywilnoprawną jest zjawiskiem powszechnym, które najczęściej sprzyja pracodawcy. Podkreśliła, że trzeba to ograniczyć. Jej zdaniem projekt wprowadza potrzebne zabezpieczenia dla pracowników, a w kwestiach, które budziły wątpliwości, udało się wypracować rozsądny kompromis.