Pierwszą wersję propozycji dotyczących zmian do obowiązującego od kwietnia 2024 r. rozporządzenia w sprawie prac domowych Instytut Badań Edukacyjnych przedstawił na przełomie października i listopada. Dokument, który nie wnosił wyraźnych zmian merytorycznych, nie został jednak zaakceptowany przez ekspertów z zespołu. Rekomendacje unieważniono, a prace ruszyły na nowo, tym razem pod osobistym nadzorem dyrektora IBE.

Maciej Jakubowski, szef IBE, przekazał DGP, że gremium jest już na finiszu prac nad nowymi rekomendacjami. – Przeprowadzimy jeszcze jedną rundę uzgodnień, żeby nie powtórzyła się sytuacja z poprzedniego etapu, gdy ktoś zgłosił, że nie widział wersji ostatecznej dokumentu – podkreśla. Jak dodaje, po uzyskaniu akceptacji wszystkich członków zespołu materiał trafi do MEN. – To kwestia najbliższych dni – precyzuje.

Obecnie, na mocy decyzji Barbary Nowackiej, w publicznych podstawówkach nie ma prac domowych w klasach I–III (z wyjątkiem ćwiczeń usprawniających motorykę małą), a w klasach IV–VIII mają one charakter dobrowolny i nie są oceniane. Zmiany to pokłosie obietnicy wyborczej premiera Donalda Tuska.

Szef IBE zwraca uwagę, że w kontekście prac domowych "kluczową i bardzo trudną kwestią jest wyważenie nakładów ponoszonych przez uczniów, nauczycieli i rodziców w stosunku do osiąganych efektów". Zaznacza, że z danych zawartych w "Przewodniku po strategiach edukacyjnych" wynika, że "efekty są stosunkowo wysokie, ale przede wszystkim w szkołach ponadpodstawowych".

– Na poziomie szkoły średniej samodzielna praca ucznia ma wyraźny sens i w tym zakresie nic się nie zmieni – deklaruje Jakubowski. Ale podkreśla, że w przypadku młodszych dzieci sytuacja wygląda inaczej. – Dla szkoły podstawowej, a szczególnie najmłodszych uczniów, badania wskazują na istotne wątpliwości co do skuteczności prac domowych i realnych korzyści z ich stosowania – mówi.

Nowe rekomendacje ws. prac domowych

Z ustaleń DGP wynika, że eksperci nie wypracowali jednolitego stanowiska w sprawie prac domowych. W raporcie, który trafi na biurko Barbary Nowackiej, szefowej MEN, pojawią się więc zdania odrębne. Jak wyglądają szczegóły nowych rekomendacji? Proponuje się, by w klasach I–III zadania domowe, w tym ćwiczenia rozwijające małą motorykę, wciąż były nieobowiązkowe. Uczniowie mogliby otrzymywać za nie oceny, pod warunkiem, że nie będą negatywne.

Podobnie w klasach IV–VIII: za wykonanie pracy domowej uczeń mógłby otrzymać wyłącznie ocenę pozytywną, natomiast dziecko, które nagminnie jej nie odrabia, mogłoby mieć obniżoną ocenę z zachowania.

Marek Pleśniar, szef Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, uważa, że o tym, czy praca domowa jest obowiązkowa lub oceniana, zawsze powinien rozstrzygać wyłącznie nauczyciel. – Na pewno nie powinien decydować o tym minister edukacji ze swojego gabinetu w Warszawie, bo nie zna sytuacji konkretnego dziecka, specyfiki klasy ani procesu dydaktycznego, który się akurat toczy – zaznacza.

Opinię podziela Karol Dudek-Różycki, nauczyciel i przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Przedmiotów Przyrodniczych. Również stoi na stanowisku, że decyzja minister Nowackiej o zmianie przepisów w tej sprawie była błędem. – Nieumiejętność korzystania z autonomii przez część nauczycieli nie powinna skutkować tym, że władza automatycznie ją ogranicza – zaznacza. Zdaniem eksperta modelowym rozwiązaniem byłoby, gdyby każda szkoła samodzielnie ustalała zasady dotyczące prac domowych i zapisywała je w swoim statucie.

Pleśniar krytycznie ocenia proponowane przez ekspertów z IBE zmiany w rozporządzeniu. – Łączenie ocen z zachowania z ocenami dydaktycznymi to duże nieporozumienie. Podobnie zmuszanie nauczyciela do wystawiania wyłącznie pozytywnych ocen jest błędem, bo nie daje uczniowi pełnej informacji zwrotnej o jego postępach – wskazuje. – Mam nadzieję, że kierownictwo MEN nie potraktuje sugestii IBE w takim kształcie poważnie – kwituje.