„Myśląc Polska – Alternatywa 2.0: Edukacja – jak naprawić polską szkołę po rządach Koalicji 13 Grudnia. Wyzwania i możliwe kierunki naprawy“ – pod tym hasłem w sobotę w Akademii Zamojskiej odbyła się debata programowa przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości na temat systemu edukacji. W wydarzeniu wzięli udział Piotr Gliński, Przemysław Czarnek, Dariusz Piontkowski, Marzena Machałek, Mirosława Stachowiak-Różecka, a także inni politycy ugrupowania i eksperci.
– Wygląda to tak, jakby na plac budowy, gdzie stoją już wybudowane gmachy, trzeba je tylko poprawić, wyposażyć i przeznaczyć do użytku, wjechał buldożer i przejeżdża po wszystkim jak popadnie – oceniał obecną sytuację były szef MEN Przemysław Czarnek. – To zaprogramowana robota i z iście niemiecką precyzją realizowany jest program niszczenia polskiej edukacji, żeby na koniec wykształcić na koniec bezwolnego Unijczyka, z antypolskimi kompleksami, bez większych umiejętności, żeby stanowił dobrą siłę roboczą dla gospodarek poza Polską. To jest ten projekt, który realizowany jest w MEN od dwóch lat – dodał.
Wizja szkoły według PiS
Jaką wizję – jak podkreślano – naprawy szkoły przedstawili politycy PiS podczas spotkania? Wśród proponowanych zmian znalazły się: przywrócenie „solidnych podstaw programowych“, w tym więcej historii i języka polskiego, przywrócenie obowiązkowych prac domowych, wzmocnienie autonomii nauczycieli i zwiększenie ich wynagrodzeń, likwidacja edukacji zdrowotnej i przywrócenie wychowania do życia w rodzinie (WDŻWR), powrót do lekcji religii w poprzedniej formule. Akcentowano również potrzebę zablokowania likwidacji wiejskich szkół i wzmocnienia szkolnictwa branżowego.
Przypomnijmy, że minister Barbara Nowacka zdecydowała się zmodyfikować podstawy programowe w odpowiedzi na postulaty środowiska edukacyjnego. Już w pierwszym roku urzędowania program nauczania został więc uszczuplony o ok. 20 proc., a obecnie w Instytucie Badań Edukacyjnych (IBE) trwają prace nad kompleksową reformą podstaw programowych – „Reforma26. Kompas jutra“. Reforma ma być wprowadzana stopniowo: pierwsze zmiany weszły w życie 1 września 2025 r., kiedy w szkołach pojawiły się dwa nowe przedmioty – edukacja obywatelska i edukacja zdrowotna; od 1 września 2026 r. obowiązywać będzie nowa podstawa programowa w przedszkolach oraz w klasach 1 i 4 szkoły podstawowej, a od 1 września 2027 r. w klasach 1 szkół ponadpodstawowych. Egzaminy w nowej formule – ósmoklasisty i maturalny dla licealistów – przeprowadzone zostaną po raz pierwszy w 2031 r., a w 2032 r. obejmą również absolwentów techników.
MEN pod wodzą minister Nowackiej wprowadziło także zmiany dotyczące prac domowych, które jednak spotkały się z falą krytyki. Nauczyciele alarmowali, że ograniczenia spowodowały brak regularnej nauki uczniów, a pedagodzy stracili narzędzie do weryfikacji wiedzy. Wdrożenie tych zmian było realizacją jednej z obietnic wyborczych Koalicji Obywatelskiej, zawartej w programie „100 konkretów“.
Z kolei edukacja zdrowotna, wdrożona od września 2025 r., wywołała burzliwą debatę – przedmiot, który zastąpił wychowanie do życia w rodzinie, spotkał się z protestami środowisk konserwatywnych i prawicowych ze względu na treści dotyczące zdrowia seksualnego, w efekcie czego MEN ostatecznie zdecydowało o nadaniu mu formuły fakultatywnej.
Zmiany objęły także lekcje religii. Początkowo zdecydowano, że ocena z zajęć nie będzie wliczana do średniej, a później, mimo sprzeciwu Kościoła, ograniczono je do jednej godziny tygodniowo.
Zderzenie wizji z rzeczywistością. Co mówią eksperci o planach PiS?
Zdaniem prof. Marka Konopczyńskiego z Uniwersytetu w Białymstoku, członka Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, propozycje PiS dotyczące edukacji mogą prowadzić do chaosu i cofania się w rozwoju systemu oświaty. Ekspert podkreśla, że reforma szkoły zawsze powinna być procesem długofalowym i opartym na wiedzy ekspertów, a nie na bieżących decyzjach politycznych.
– Nieszczęściem polskiej szkoły jest to, że o kierunkach edukacji decyduje polityka, a nie niezależni specjaliści śledzący zmiany na świecie, w Europie i na rynku pracy – mówi DGP. Zwraca też uwagę, że współczesna szkoła musi pomagać młodym ludziom rozumieć świat i odnaleźć w nim swoje miejsce. – Próba powrotu do dawnych modeli nauczania byłaby błędem – komentuje.
Z opinią zgadza się dr Iga Kazimierczyk, badaczka oświaty związana z Uczelnią Korczaka. Również uważa, że polski system edukacji podlega zbyt częstym zmianom, które wprowadzają chaos i niepewność dla nauczycieli, uczniów i rodziców. – To jest droga katastrofalna. Co wybory mamy reset i nowe pomysły, a w tym systemie pracują nauczyciele, uczą się dzieci i funkcjonują rodzice, którzy od lat chcieliby wreszcie stabilności – zaznacza. Podkreśla, że szkoła powinna być względnie trwałą umową społeczną. – Formalne i faktyczne wyjęcie zarządzania edukacją z rąk polityków jest, moim zdaniem, jedynym sposobem, który może ochronić system przed chaosem wynikającym ze zmian kadrowych w Sejmie – dodaje.
Jakich zmian rzeczywiście potrzebuje dziś polski system edukacji? Prof. Konopczyński podkreśla, że jednym z kluczowych wyzwań jest przywrócenie nauczycielom autonomii. Jego zdaniem pedagog nie powinien być jedynie urzędnikiem realizującym odgórnie narzucone polecenia, a twórcą procesu kształcenia, mającym przestrzeń do własnej inicjatywy i pracy opartej na pasji.
– Zawód nauczyciela musi też stać się profesją bardziej elitarną, także finansowo. Dziś dla wielu studentów to trzeci czy czwarty wybór: „jak mi nie wyszło gdzie indziej, to zostanę nauczycielem“. To trzeba zmienić – zastrzega. Prof. Konopczyński zaznacza, że konieczne jest odpolitycznienie systemu edukacji i powierzenie kierunków jego rozwoju niezależnym ekspertom. Rozwiązaniem mogłoby być powołanie niezależnej Komisji Edukacji Narodowej. Dr Kazimierczyk wtóruje. – Trwałość takiego organu pozwoliłaby, aby edukacja stała się niezależna od kalendarza politycznego i od tego, kto zasiada w parlamencie – podsumowuje.