W publicznych komunikatach pojawiła się teza o rzekomym udziale polskiego wywiadu w próbie zamachu na wiceszefa rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU, generała Władimira Aleksiejewa. Narracja ta została następnie powielona w depeszy Reutersa, co wywołało niepokój wśród polskich władz odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego, generał brygady Jarosław Stróżyk, nie kryje zaskoczenia skalą i zasięgiem tej operacji informacyjnej.

Oskarżenia FSB i zamach na Władimira Aleksiejewa

Reuters, powołując się na rosyjską agencję Interfax, przekazał informację, według której Federalna Służba Bezpieczeństwa łączy polski wywiad z rzekomą próbą zamachu na generała Władimira Aleksiejewa, pełniącego funkcję wiceszefa GRU. Według tej wersji wydarzeń działania miały być inspirowane lub zlecane przez stronę ukraińską. Oskarżenia nie zostały poparte żadnymi dowodami, jednak ich ciężar polityczny jest znaczący, zwłaszcza w kontekście trwającej wojny w Ukrainie i napięć na linii Rosja–NATO.

Równolegle rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego rozpowszechniła komunikat, w którym oskarżyła państwa zachodnie, w tym Polskę, o prowadzenie działań mających na celu podważenie reżimu Alaksandra Łukaszenki na Białorusi. Przekaz ten wpisuje się w znany schemat przedstawiania Zachodu jako agresora destabilizującego region Europy Wschodniej.

Operacja informacyjna i reakcja szefa SKW

Generał Jarosław Stróżyk, pytany przez PAP o oskarżenia i ich obecność w międzynarodowym obiegu medialnym, jednoznacznie ocenił je jako element klasycznej operacji informacyjnej prowadzonej przez rosyjskie służby. – W stosowaniu tej narracji przez rosyjskie władze nie widzę nic dziwnego. Zastanawiające jest jednak, jeżeli ta retoryka przebija się przez oficjalne, znane i szanowane agencje prasowe, takie jak Reuters; jest to też co najmniej niepokojące – podkreślił szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

W jego ocenie celem takich działań jest utrwalanie obrazu stałej presji Zachodu i NATO na Rosję oraz Białoruś, a także budowanie przekonania o oblężonej twierdzy, która musi się bronić przed wrogimi wpływami z zewnątrz. Włączenie do tej narracji Polski ma dodatkowo wzmacniać przekaz o rzekomej agresywnej roli państw regionu.

Ramy prawne działania polskich służb specjalnych

Szef SKW odniósł się również do sugestii, jakoby polskie służby mogły prowadzić niejawne działania ofensywne przeciwko rosyjskim generałom czy instytucjom państwowym. – Wszystkie działania, które podejmują polskie służby, są realizowane w granicach prawa i zgodnie z wytycznymi politycznymi, otrzymywanymi od przełożonych – premiera, ministra obrony narodowej i ministra-koordynatora służb specjalnych, które są zatwierdzane przez kolegium do spraw służb specjalnych przy Radzie Ministrów, przy udziale prezydenta – zaznaczył generał Stróżyk.

Podkreślił tym samym, że polski system nadzoru nad służbami specjalnymi nie pozostawia miejsca na samowolę czy działania sprzeczne z obowiązującymi przepisami. Wypowiedź ta miała wyraźnie przeciąć spekulacje pojawiające się w rosyjskich komunikatach i części zagranicznych mediów.

Dezinformacja i brak systemowych odpowiedzi

W rozmowie pojawił się także wątek reagowania na rosyjską propagandę i dezinformację. Generał Stróżyk przypomniał jedyny jawny raport zespołu do spraw dezinformacji działającego w ramach komisji badającej wpływy rosyjskie i białoruskie w Polsce, która funkcjonowała w latach 2024–2025. Dokument opublikowany w styczniu ubiegłego roku opisywał charakterystyczne narracje stosowane przez Moskwę, od demonizowania NATO i Unii Europejskiej po przedstawianie ich jako bytów opresyjnych i zagrażających suwerenności państw.

Raport wskazywał również na brak systemowych działań w Polsce oraz na potrzebę ściślejszej współpracy państwa z mediami w zakresie przeciwdziałania dezinformacji. Zdaniem szefa SKW problem ten pozostaje aktualny, a reakcje często są spóźnione lub niewystarczająco skoordynowane.

Aktywne rozbrajanie fałszywych narracji

Generał Stróżyk ocenił, że ignorowanie fałszywych przekazów przynosi gorsze efekty niż ich konsekwentne i merytoryczne prostowanie. Wskazał na potrzebę większej transparentności oraz aktywnego tłumaczenia mechanizmów rosyjskich operacji wpływu. Proponował między innymi zwiększenie obecności służb w przestrzeni publicznej oraz cykliczne materiały pokazujące, w jaki sposób Rosja buduje i rozpowszechnia swoje narracje.

– Myślę, że jest to potrzebne, i jesteśmy to winni społeczeństwu. Oczywiście z drugiej strony nie może być tak, że codzienna obecność w mediach i negowanie rosyjskich narracji będzie traktowane jako zadanie dla służb specjalnych – zaznaczył, wskazując na konieczność zachowania równowagi między informowaniem a zachowaniem charakteru pracy operacyjnej.

Miliardy dolarów na operacje wpływu

W rozmowie pojawiły się także konkretne dane dotyczące skali rosyjskich działań propagandowych. Według oceny generała Stróżyka Rosja przeznacza na operacje wpływu od około 2 do 4 miliardów dolarów rocznie. Znaczną część skuteczności tych działań zapewnia niski koszt funkcjonowania w mediach społecznościowych, gdzie możliwe jest masowe multiplikowanie przekazów przy relatywnie niewielkich nakładach finansowych.

To właśnie ta asymetria kosztów i efektów sprawia, że dezinformacja staje się jednym z kluczowych narzędzi rosyjskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Przypadek oskarżeń wobec Polski pokazuje, jak łatwo fałszywe narracje mogą przenikać do międzynarodowego obiegu informacyjnego i jak trudne jest ich późniejsze neutralizowanie.