Donald Trump zaprosił 60 krajów do uczestnictwa w Radzie Pokoju – „międzynarodowej organizacji, której celem jest promowanie stabilności, przywracanie wiarygodnych i zgodnych z prawem rządów oraz zapewnianie trwałego pokoju na obszarach dotkniętych konfliktami lub nimi zagrożonych”. Według Waszyngtonu organizacja ma stanowić alternatywę dla ONZ.
Przewodniczącym Rady ma być sam prezydent USA, który będzie miał ostateczne zdanie w sprawie wszystkich decyzji. Kadencja w organizacji ma być trzyletnia, ale jeśli jakieś państwo chce zasiadać w niej na stałe, musi zapłacić miliard dolarów. Zaproszenie do uczestnictwa w Radzie Pokoju otrzymał również Karol Nawrocki. I jak wynika z informacji DGP, prezydent Polski je przyjmie.
Co mówią ludzie prezydenta Nawrockiego o propozycji Trumpa?
– Karol Nawrocki nie będzie konfrontował się z Donaldem Trumpem. Szczególnie, że prezydent USA testuje przywódców i uważnie patrzy, kto od razu zgodzi się wziąć udział w powoływanym przez niego ciele. Zapamięta tych, którzy odmówią – mówi współpracownik prezydenta. Nasz rozmówca przekonuje też, że krytyka rządu dotycząca propozycji, jaką od amerykańskiego prezydenta otrzymał Nawrocki, wynika z zazdrości. – To Donald Tusk chciałby zostać zaproszony do G20 i Rady Pokoju. Tymczasem w relacjach z Amerykanami jest persona non grata. Tusk mocno starał się o to, by to człowiek z rządu, wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki reprezentował Polskę na G20, ale to się nie udało i jedzie tam prezydencki minister Marcin Przydacz. Premier zabiegał też o przychylność USA i wydał mnóstwo pieniędzy na forum ekonomicznym w Davos. Wiedząc, że będzie tam Donald Trump, postawił tam aż dwa polskie stoiska zamiast jednego – mówi nasz informator. Kolejny rozmówca z pałacu prezydenckiego zdradza, że ministrowie z rządu często bywają w pałacu, ale proszą, by nie informować o ich wizycie opinii publicznej. – Tydzień temu u Karola Nawrockiego był Marcin Kierwiński, a wcześniej inny minister. W tym samym czasie u mnie w gabinecie siedział kolejny członek rządu Tuska i prosił, by mógł wyjść tak, żeby nie zobaczył go minister, który siedział u prezydenta – przytacza historię jeden z prezydenckich ministrów, dowodząc w ten sposób, że kontakt środowiska prezydenta z rządem jest stały.
Karol Nawrocki nie musiał płacić miliona dolarów za fotkę z Trumpem jak kandydat z Rumunii
Jeszcze inny człowiek z pałacu twierdzi, że rząd ma świadomość, jak cenne są kontakty polskiego prezydenta z prezydentem USA i opisuje, jak długo trwało zabieganie o dobre relacje z Donaldem Trumpem. – Zaczęło się w pierwszej kadencji Trumpa. Adam Bielan nawiązał kontakt z prezydentem przez Rudy’ego Giulianiego, jego prawnika i doradcę. To on przekonał Trumpa najpierw do kontaktów z Andrzejem Dudą, a potem mogliśmy zorganizować spotkanie z Karolem Nawrockim, wtedy jeszcze kandydatem na prezydenta. I nie musieliśmy za to płacić miliona dolarów, w przeciwieństwie do kandydata na prezydenta Rumunii George’a Simiona – zdradza współpracownik Karola Nawrockiego.
Jednocześnie ten sam rozmówca twierdzi, że dołączenie do Rady Pokoju nie powinno zaszkodzić prezydentowi Polski: – Nie wierzę, że ta Rada w ogóle powstanie. Trump rzucił hasło, ale wątpię, że będzie konsekwentny. Niezależnie od tego, mamy zbyt dużo interesów z USA, żeby odrzucać taką propozycję ich prezydenta – puentuje.