Wraz z końcem ubiegłego roku rząd rozpoczął dystrybucję pierwszego od lat poradnika bezpieczeństwa. Trafić ma on do 17 milionów domostw, a przystępna, papierowa i dość prosta w przekazie forma gwarantować ma, że dostarczona zostanie nam wiedza o możliwych zagrożeniach.
Poradnik bezpieczeństwa 2026. Książeczka ze sprzecznościami
Poradnik nie skupia się jedynie na tym, jak przygotować się na ewentualne działania zbrojne, choć element wojenny zajmuje w nim znaczące miejsce. Możemy dowiedzieć się z niego także o tym, jak zachować się w czasie pożaru, powodzi, czy jak nie dać się cyberprzestępcom oraz terrorystom. Głębsza lektura powoduje jednak, że zaczynamy stawiać pytania, na które pozycja już nie odpowiada.
Już na stronie 13 autorzy sugerują, jak przygotować się do ewentualnej ewakuacji, jeśli chcemy podczas niej korzystać z własnego samochodu. Radzą między innymi, aby samochód był zatankowany. Trzy zdania dalej informują natomiast, aby w razie kryzysu ograniczyć „korzystanie z samochodu. Drogi powinny być przejezdne dla służb ratowniczych i transportów wojskowych” Tego samego samochodu, który kazali nam zatankować. W ocenie Marcina Samsela, wykładowcy i specjalisty ds. bezpieczeństwa, przykład ten jak na dłoni pokazuje jedną z bolączek rządowego poradnika.
- Jednym z moich zastrzeżeń do tego poradnika jest to, że on po prostu za mało tłumaczy. Jego odbiór jest taki, że ludzie pytają się, po co mają robić niektóre rzeczy. Z jednej strony mówi nam się, aby zabrać ze sobą kosztowności, dokumenty i rzeczy dla nas ważne, a nie bierze się pod uwagę, że samochód też jest naszą własnością. I z automatu każdy woli przejechać 20 km w korku, niż je przejść. A to, czy drogi będą drożne, czy nie będą drożne, to problem państwa, a nie obywateli, którym w tym samym podręczniku radzi się, aby uciekali od zagrożenia. – mówi DGP Marcin Samsel.
Porady, które mogą nas drogo kosztować
Poradnik bezpieczeństwa informuje nas między innymi, jak przygotować się do potencjalnej ewakuacji. Radzi się nam cały czas trzymać zapasy żywności i wody na 3 dni, wyposażoną apteczkę, alternatywnie źródło energii w postaci np. powerbanków, czy gotówkę w różnych nominałach. Duża część tych rzeczy spakowana powinna być do tzw. plecaka ewakuacyjnego, co w ocenie eksperta może wprowadzić ludzi w błąd.
- Stworzono mit plecaka ewakuacyjnego. A to nie musi być plecak. Starszej osobie na przykład łatwiej będzie się spakować w walizkę na kółkach, jeśli będzie musiała się ewakuować pociągiem, albo transportem publicznym. Nie będzie przecież dźwigać plecaka – mówi Marcin Samsel.
Wątpi on też w zasadność ciągłego trzymania w domu takiej spakowanej walizki, w której oprócz ubrań znajdą się ważne dla nas dokumenty, latarka, środki opatrunkowe, scyzoryk i wiele, wiele innych rzeczy, które poradnik wymienia od str. 22. - Prawda jest taka, że jak dziś spakuje się wszystkie swoje kosztowności, dokumenty i pieniądze, to tylko ułatwi się pracę złodziejom – mówi ekspert.
Warto też przyjrzeć się konkretnym zapisom, związanym z przygotowaniem takiego „plecaka ewakuacyjnego”. Wśród porad znalazła się taka, aby schować w nim pendrive z kopiami ważnych dla nas dokumentów. Nie ma jednak słowa o tym, jak zabezpieczyć takiego pendrive, aby przez przypadek nie wpędzić się jeszcze gorsze tarapaty.
- Wystarczy zgubić takiego pendrive i ktoś wejdzie w posiadanie wszystkich naszych aktów urodzenia, danych personalnych, wypisów z ksiąg wieczystych. Po prostu bardzo się odsłaniamy – słyszymy.
Poradnik rodem z XX wieku
Poradnik bezpieczeństwa wcześniej pojawił się w wersji cyfrowej, w której na wielu stronach znajdują się odnośniki do konkretnych witryn internetowych, bądź aplikacji, mających dostarczyć nam bardziej szczegółowe informacje. I tak samo jest w wersji papierowej, która na licznych stronach dostarcza nam linki do witryn, a nie chociażby kody QR. Tych próżno szukać w poradniku, choć w ocenie Marcina Samsela, w obecnych czasach są one w powszechnym użyciu i zamiana linku do strony, wstawienie kodu QR nie stanowi żadnego problemu.
Sam fakt pojawienia się, pierwszego od bardzo dawna, poradnika specjaliści oceniają pozytywnie, a niedociągnięcia składają na karb wieku młodzieńczego publikacji. Ta nie dość, że ma być uaktualniana, to powinna być jedynie uzupełnieniem, bądź punktem wyjścia do szerszej akcji edukacyjnej. Sama bowiem książeczka z pewnością nie wystarczy.
- My cały czas mamy problem z systemem szkolenia ludzi, a ten podręcznik miał w tym pomóc, ale nie wiem, czy czasem nie chce zastąpić całego systemu. Ja wiem, że gminy mają teraz szkolić, natomiast na razie skuteczność jest dosyć słaba, bo mieszkańcy nie chcą się szkolić. Natomiast pytanie jest takie, czy nie powinniśmy tego robić trochę odgórnie, czyli na przykład w szkołach, zakładach pracy, stowarzyszeniach. Aby ludziom przedstawić podstawowe zasady – uważa ekspert.
Radzi też, aby w przyszłości większą uwagę zwrócić na regionalizację zagrożeń. Bo choć ewentualna wojna dotknąć może całego kraju, ale już zagrożenie dronami będzie większe na wschodzie i w centrum kraju. A na Dolnym Śląsku z pewnością bardziej przydadzą się szczegółowe informacje na temat zagrożeń powodziowych.