Na prawicy najbardziej symptomatyczne są problemy wewnętrzne w PiS, które nie wiadomo, jak się zakończą.
Trudno w tej chwili to przewidzieć, bo PiS jest rozhuśtane i rozedrgane. Moim zdaniem wynika to z ewidentnego braku rozliczenia się i zamknięcia ośmiu lat rządów. Cały czas nie zrobili czegoś, co powinni zrobić dwa lata temu.
Nie powiedzieli, kto ponosi odpowiedzialność polityczną za poszczególne błędy, z których powodu zmieniła się scena polityczna. Te błędy de facto zbudowały m.in. Konfederację jako alternatywny projekt dla wyborców prawicy.
Nie byłoby Konfederacji, gdyby nie gigantyczne błędy podczas pierwszej i drugiej kadencji rządów Prawa i Sprawiedliwości.
To jest efekt „genialnej” strategii Jarosława Kaczyńskiego, który chciał przekonać prawicowych wyborców, że Konfederacja jest przybudówką Donalda Tuska. Cała jego kampania, którą rozpoczął po wyborach prezydenckich, mająca zablokować przepływ wyborców PiS do Konfederacji, uruchomiła przepływ do partii Grzegorza Brauna.
Musimy przede wszystkim pokazać, że jesteśmy gotowi do rządzenia za dwa lata i że mamy ludzi, zasoby, pomysły i idee, w jaki sposób naprawiać państwo po 18 latach PO-PiS.
Nie będziemy deklarować, z kim jesteśmy albo nie jesteśmy gotowi rządzić za dwa lata, bo wyborcy są bezlitośni wobec takich spekulacji przed wyborami. Ale pakt senacki to insza inszość. Przy takim podziale wyborców prawicowych jest jasne, że jeżeli nie będzie jakiejś formy porozumienia, której patronem mógłby być prezydent, to w Senacie będzie bardzo mało przedstawicieli obecnej opozycji.
To nie jest kwestia porozumienia z PiS, tylko ustalenia z panem prezydentem, jak powinny wyglądać reguły takiej współpracy i jakie byłyby oczekiwania, również personalne, wobec kandydatów na senatorów.
To nie jest tak, że my jesteśmy gotowi pójść na randkę w ciemno i zgodzić się na jakieś rozwiązanie, nazwijmy to czysto polityczne, że w okręgu X wy wystawiacie kandydata, w okręgu Y ktoś inny.
Są politycy innych formacji, których nie chcielibyśmy sobie musieć wyobrażać jako wspólnych kandydatów na senatorów. To jest nie tylko kwestia podziału taktyczno-matematycznego, ale i personalnego, która finalnie byłaby ważna.
Nie dam się wciągnąć w takie dyskusje. Dla wszystkich jest oczywiste, że im bliżej wyborów rozpocznie się rozmowa, tym lepiej. Nie chcemy sprawiać wrażenia, że porozumienie na poziomie Senatu, o ile będzie, zdeterminuje przyszłą koalicję z kimkolwiek. To jest podstawowe ryzyko, z którego powodu, jeżeli w ogóle podejmiemy takie rozmowy, to raczej na samym finiszu. Teraz to nie byłoby mądre.
Pewnie tak, ale kluczowe jest, żebyśmy wiedzieli, co chcemy w takiej koalicji zrobić, z kimkolwiek byśmy ją mieli. Dlatego praca merytoryczna i programowa jest absolutnie kluczowa, żeby wszyscy rozumieli, co będziemy chcieli zrobić, wchodząc z kimkolwiek do rządu. Prawda jest taka, że dla takich projektów, jak Konfederacja, wejście do rządu to wielka próba. Albo spełnimy oczekiwania i zrealizujemy obietnice, które składamy, albo polegniemy. Nie będziemy mieli drugiej szansy. Dla nas to jest jasne, dlatego śmiertelnie poważnie podchodzimy do kwestii programowych.
Nie boimy się, po prostu czujemy odpowiedzialność. Nie wiem, czy bycie recenzentem w opozycji to taka wygodna rola w sytuacji, w której nie jesteś w stanie pewnych rzeczy realnie zmienić. To bolesne, a nie wygodne. Prawda jest taka, że jesteśmy kimś więcej niż recenzentem. Dzięki temu, w jaki sposób Sławomir Mentzen rozegrał finisz kampanii prezydenckiej, prezydent Nawrocki zawetował już podwyżki kilku podatków, w tym takich, jak wprowadzony przez PiS podatek od cukru. Wielu wyborców to widzi i wie, że to realny sukces i wpływ Konfederacji na to, że mają więcej pieniędzy w portfelu.
Dzięki ośmiopunktowej deklaracji Sławomira Mentzena podpisanej przez Karola Nawrockiego mamy realny wpływ na politykę, bo szereg działań prezydenta, w tym liczne weta ustaw, to realizacja zobowiązania podjętego przez niego wobec Sławomira Mentzena i naszych wyborców.
Rządzący boją się naszej sprawczości. Można powiedzieć, że mamy w tym momencie wpływ na rzeczywistość dzięki temu, że prezydent zachowuje się fair i wywiązuje się z zobowiązania politycznego, które podjął w rozmowie ze Sławomirem Mentzenem. Prezydent przerósł moje oczekiwania i zaskakująco dobrze mu idzie.
Nie, bo to nie było takie proste; w tej samej sprawie obniżono podatek bankowy, a podniesiono podatek dochodowy dla banków, czyli można powiedzieć, że to nie była prosta podwyżka podatku CIT dla tłustych misiów, jakimi są w tej chwili banki, które golą polskich obywateli jak żadnych innych obywateli Unii Europejskiej. Banki nie mają w żadnym kraju Europie takich zysków, jak w Polsce.
Zgadzam się w 100 proc. ze słowami Krzysztofa Bosaka. Dla dobra Polski będziemy współpracować z każdym.
Każda koalicja i każdy inny wariant niż samodzielne rządy Konfederacji będą dla nas obciążeniem i komuś się nie będą podobały.
Jeśli chodzi o Grzegorza Brauna, nie musimy sobie wyobrażać współpracy z nim, bo ona była przez wiele lat codziennością Konfederacji. Przypomnijmy, że Grzegorz Braun jest jednym ze współzałożycieli naszego projektu politycznego.
Z uwagi na to, w jaki sposób on uprawiał politykę po tym, jak od nas odszedł, i on znalazł dla siebie miejsce, i my je znaleźliśmy jako Konfederacja. To jest scenariusz win-win.
Takich, do których my albo nie potrafiliśmy, albo nie chcieliśmy dotrzeć.
Powiem szczerze: jeżeli są w Polsce wyborcy, którzy mają sentyment prorosyjski i antysemicki, to do nich Grzegorz Braun z całą pewnością trafia w sposób świadomy i wyrachowany.
To nie są wyborcy ani emocje, które kiedykolwiek próbowaliśmy w jakikolwiek sposób zagospodarować. A one są realne. Arogancka polityka Izraela wobec Polski, ludobójstwo w Strefie Gazy, nieuzasadnione symboliczne przywileje to coś, co budzi sprzeciw i emocje polityczne wielu Polaków.
To absurdalny pretekst i wyrachowana gra, która ma budować formację Grzegorza Brauna i ją wzmacniać, bo jest jasne, że w świetle polskiej konstytucji nie można zdelegalizować partii politycznej pod takimi przesłankami. Nawet próby dyskusji na ten temat wzmacniają projekt Grzegorza Brauna, bo on jest narzędziowo wykorzystywany przez Donalda Tuska do straszenia zmianą na scenie politycznej. Oni chcieliby mobilizować swoich zawiedzionych wyborców poprzez pokazywanie im, że taka będzie przyszłość polskiej polityki. W wyrachowany sposób zgłaszają tego rodzaju postulaty, dając w ten sposób wiatr w żagle Braunowi.
Nie ma takiej opcji. Jestem przekonany, że pani europoseł będzie miała świetne miejsce i poważną pozycję w szerokim obozie, jakim jest Konfederacja.
Naszej konkurencji. To jasne i klarowne. Są politycy PiS, którzy chcieliby, żeby Ewa była w PiS. Są politycy, w tym Grzegorz Braun, którzy chcieliby, żeby Ewa była u nich. Ewa ma się dobrze w Konfederacji. Myślę, że będzie miała się jeszcze lepiej.
Proszę mi wierzyć. Pewnie nawet pani nie wie, że ja jestem prezesem okręgu warszawskiego Nowej Nadziei, bo to jest praca, a nie miejsce do jakichś fajerwerków. Ewa mieszka w Radomiu, pracuje w Brukseli i Strasburgu. Nie jest łatwo budować struktury w okręgu podwarszawskim. Ale to nie wpływa w żaden sposób na pozycję polityczną Ewy Zajączkowskiej w Konfederacji. Ewa będzie jedną z kluczowych twarzy kolejnej kampanii do parlamentu, ponieważ wiemy, że ona jest popularna, zwłaszcza wśród elektoratu kobiecego. Jest kobiecą twarzą Konfederacji, obok europoseł Ani Bryłki.
Jestem przekonany, że Ewa zrobi świetny wynik w wyborach do polskiego parlamentu za dwa lata i będzie jedną z naszych lokomotyw wyborczych.
Nie mamy żadnych uzgodnień personalnych co do tego, kto skąd kandyduje. To moja intuicja.
Nie będziemy prowadzili polityki transferowej. Nie będziemy przyjmować na listy polityków innych formacji. Będziemy stawiać na ludzi młodych i nowych w polityce.
Skoro dziś mamy kilkunastu posłów, a wszystkie badania pokazują, że po kolejnych wyborach będziemy mieli co najmniej kilkudziesięciu, siłą rzeczy wejdą nowi ludzie, których dotychczas nie było w ogólnopolskiej polityce.
W taki sposób, że ludzie będą głosować na nas, a nie na nich.
Jeżeli spojrzymy, jakie mamy poparcie wśród najmłodszych Polaków, to problem mają główne partie: Koalicja Obywatelska i PiS. Ich elektorat jest bliżej wieku emerytalnego. Dlatego mocno opowiadamy się za ludźmi, którzy pracują, prowadzą działalność gospodarczą, są produktywni, mają dzieci bądź chcą je mieć. To są nasi wyborcy i dla nich przygotowujemy program zmian dla Polski.
Powinniśmy pokazać, jak ma wyglądać Polska rządzona przez Konfederację. Polacy muszą zacząć to sobie wyobrażać.
To poważne traktowanie wyborców. Musimy w kluczowych sprawach, jak wymiar sprawiedliwości, gospodarka, system ochrony zdrowia, wojsko, pokazać, jak chcemy, żeby wyglądała rzeczywistość za dwa lata. Pokazać pełne, kompleksowe i systemowe działania, które skończą się realną zmianą dla Polaków.
To jest takie słowo-klucz, by straszyć Polaków, a istotne jest to, żeby Polacy mieli dostęp do służby zdrowia, jakiego w tej chwili nie mają. Polakom jest wszystko jedno, czy idą do państwowej przychodni, czy prywatnego podmiotu realizującego usługi medyczne. Jeżeli pokrywa to ich ubezpieczenie, to jest to wtórna kwestia, która nie ma wpływu na dostępność do usług medycznych. Rząd zaproponował 100 konkretów, a zrealizował kilkanaście. Zawiódł swoich wyborców. Kiedy my pokażemy konkrety, to będzie ich kilkaset.
Wystarczy mieć dobry plan. I wpisać go do umowy koalicyjnej. I być gotowym do błyskawicznych działań od pierwszego dnia po wyborach.