Przez lata traktowaliśmy demokrację jako system, który sam się obroni. Wystarczy okresowa poprawka, niewielka aktualizacja, drobne usprawnienie. Jednak współczesna rzeczywistość – cyfrowa, informacyjna i społeczna – zmienia się szybciej, niż instytucje są w stanie to zauważyć. Dlatego kluczowa dziś nie jest odpowiedź na pytanie, czy demokracja jeszcze działa, lecz czy posiada narzędzia, aby działać stabilnie i bezpiecznie. Na szczęście do twardego resetu wciąż daleko, ale sygnałów ostrzegawczych nie brakuje.
Instytucje na starym kodzie
Wiele instytucji demokratycznych funkcjonuje nadal w logice minionych dekad. Procesy legislacyjne są powolne, konsultacje społeczne skostniałe, a komunikacja – jednostronna. W związku z tym wśród wielu polityków określających się jako demokraci czy liberałowie rodzi się pokusa, by strategię działania budować na szybkim reagowaniu na trendy i emocje, a nie na stabilnych wartościach i przewidywalnych procedurach. Jednocześnie wierzę, że odważni politycy wciąż mają moc kształtowania nastrojów.
Ów brak wiary w deklarowane przez siebie zasady prowadzi do licznych wpadek komunikacyjnych. Gdy premier Donald Tusk, przekonany, że internet nie przyjął dobrze decyzji Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie transkrypcji małżeństw jednopłciowych, wypowiedział się językiem, który nie pasuje ani do jego obietnic wprowadzenia związków partnerskich, ani do ośmiu lat krytykowania antyunijnej retoryki Zjednoczonej Prawicy – odbiór był odwrotny od zamierzonego. Internet, mówiąc krótko, nie był zachwycony. Bo wyborcy wciąż potrafią wyczuć hipokryzję szybciej niż algorytmy.
Zarazem demokracji nie szkodzi oczywiście samo wsłuchiwanie się w obywateli. Szkodzi natomiast paniczne reagowanie na każdą falę komentarzy i zamienianie polityki w niekończący się tryb obsługi kryzysu. Zamiast prowadzić, politycy zaczynają podążać. A to zawsze kończy się utratą zaufania.
Złośliwe oprogramowanie dezinformacji
Zresztą największą infekcją współczesnych demokracji jest chaos informacyjny. A dezinformacja działa jak złośliwe oprogramowanie – powoli, konsekwentnie i często niezauważalnie psuje działanie systemu. Podważa zaufanie do instytucji, zasiewa wątpliwości wobec ekspertów, rozbija wspólnotę faktów. Kiedy do wzmacniania tego chaosu dołączają jeszcze popularni politycy czy tacy właściciele platform internetowych jak Elon Musk, obywatele pozostają z jeszcze większym mętlikiem w głowie.
Rezultat jest przewidywalny: opinia staje się ważniejsza niż informacja, emocja wygrywa z analizą, a polityka kręci się bez celu jak mysz w kołowrotku. Jeżeli demokracja ma przetrwać, i to w dobrej formie, to ci, którzy deklarują, że im na niej zależy, powinni jej odważnie bronić. Tylko jak?
Recepta nie wydaje się skomplikowana, ale musi być realizowana kompleksowo. Trzeba konsekwentnie obalać fałsz, stawiać na autentyczność – to jedna z niewielu rzeczy, które naprawdę robią zasięgi. Wreszcie trzeba też pamiętać o świecie offline. Populiści doskonale rozumieją, że spotkania twarzą w twarz i gotowość do wysłuchania wyborców tworzą więź, której nie da się zastąpić tweetem i postem. Demokraci powinni uczyć się od nich tego, co działa – bez przejmowania tego, co szkodliwe.
Technologia wzmacnia demokrację tylko wtedy, gdy demokracja wzmacnia zasady
Czy technologia jest więc największym zagrożeniem dla demokracji? Wręcz przeciwnie, trzeba ją tylko mądrze stosować i nie poddawać się lobbingowi technologicznych monopolistów. Z jednej strony obawiamy się cenzury, z drugiej – oddajemy przestrzeń publiczną platformom, które rządzą się logiką zasięgów dla zysku, nie jakości dla klientów.
Intensywny opór wobec implementacji Aktu o usługach cyfrowych nie jest obroną demokracji, ale wzmacnianiem tego, co ją zatruwa. Wśród czynników zagrażających demokracji istotne miejsce zawsze zajmowały monopole, którym logika działania na rzecz nieograniczonego zysku i wpływu podpowiadała kwestionowanie kontroli państwa. Atak Elona Muska na Unię Europejską nie wiąże się przecież z jego zamiłowaniem do wolności słowa. Jest raczej podyktowany tym, że Komisja Europejska nałożyła na niego karę za naruszanie praw europejskich konsumentów. Teraz musi tej decyzji twardo bronić.
Mądrze wdrażana technologia może również pomóc poza czysto informacyjną sferą – od cyfrowych paneli obywatelskich przez otwarte rejestry umów po narzędzia do śledzenia procesu legislacyjnego w czasie rzeczywistym. Demokrację za to osłabia, jeśli technologia zostanie użyta wbrew jej własnym standardom: nieograniczona inwigilacja obywateli, brak kontroli nad systemami sztucznej inteligencji czy rozwój narzędzi nadzoru bez odpowiednich gwarancji. To nie tylko błędy, to przede wszystkim wyraźny sygnał, że rządy nie ufają obywatelom. Nie oczekujmy więc, że ci w zamian będą ufać władzy.
Wyjaśnialność, której wciąż brakuje
W świecie algorytmów mówimy o „explainable AI” (z ang. zrozumiała, wyjaśnialna sztuczna inteligencja). Tymczasem w instytucjach publicznych często brakuje nawet „explainable democracy”. Ograniczenia, decyzje, reformy – wszystko to wymaga dziś nie tylko formalnego uzasadnienia, ale przede wszystkim komunikacji, która pozwala zrozumieć motywy i konsekwencje. Nie wystarczy bowiem mieć rację. Populiści wyjaśniają oraz podają proste recepty błyskawicznie i przy każdej okazji niczym okienka reklam zasłaniających co rusz ekran monitora. Demokraci zbyt często, zamiast wdrażać systemowe rozwiązania i np. próbować budować większe zaangażowanie wokół własnych środowisk politycznych czy spraw lokalnych, dołączają do tego procesu zakłócania przestrzeni informacyjnej, podbijając co prawda w ten sposób algorytmy, ale tracąc zarazem szansę na budowanie trwałych i zrozumiałych relacji z wyborcami.
Brak wyjaśniania znowuż prowadzi do braku zaufania. Gdy zakłada się, że „obywatel nie musi wszystkiego wiedzieć” lub „i tak niewiele z tego zrozumie”, a „młodzi nie pamiętają wojny, to nie potrafią docenić pokoju”, kończy się to wzrostem cynizmu, spadkiem partycypacji i zachęca do większej aktywności tylko tych, którzy nie obrażają się na emocje społeczne.
Transparentność jako antywirus
W demokracji nic nie działa tak automatycznie i skutecznie jak transparentność. Im więcej jawności w umowach, danych, procesach i decyzjach, tym mniej pola dla korupcji, teorii spiskowych i podziału na „my” kontra „oni”. Kiedy państwo ukrywa informacje publiczne, wysyła sygnał: coś tu nie działa zgodnie z zasadami. Dobrym przykładem jest epopeja wokół Centralnego Rejestru Umów. Miał działać od dawna, lecz opóźnienia ciągną się latami. Jeśli w końcu uda się go uruchomić, będzie to zasługa społeczeństwa obywatelskiego, a nie politycznej woli.
Tymczasem gdy obywatele muszą walczyć o dostęp do podstawowych danych (np. do treści umów dotyczących usług publicznych), sygnał jest oczywisty: system ma problemy z obsługą własnych zasad i obietnic. Przejrzystość więc to nie fanaberia organizacji społecznych. To fundament, bez którego żaden system demokratyczny nie może działać poprawnie, a któremu jednocześnie najłatwiej powiedzieć: sprawdzam.
Aktualizacja jest nieunikniona
Demokracja psuje się tam, gdzie przestaje służyć obywatelom, a zaczyna bronić status quo. Jeśli ma działać skutecznie, musi regularnie poddawać się systemowej modernizacji. Obywatele oczekują realnego wpływu, przejrzystości, bezpiecznej przestrzeni informacyjnej i sprawnych instytucji. Żadna kampania polityczna, żaden PR nie zastąpią rzetelnych procedur i odpowiedzialności.
Nie grozi nam nagłe wyłączenie systemu. Nie tylko dlatego, że nie ma alternatywy, gdy logiką populizmu jest brak konstruktywnej stabilności i permanentna konieczność wzbudzania niepokoju. Grozi nam za to powolna utrata funkcjonalności. Taka, w której obywatele przestają widzieć sens udziału, instytucje tracą wiarygodność, a debata publiczna zmienia się w festiwal nienawiści i manipulacji.
By temu przeciwdziałać, trzeba pamiętać, że aktualizacja systemu operacyjnego demokracji nie polega na wymianie i odrzuceniu jego podstawowych wartości. Wręcz przeciwnie – to powrót do fundamentów: jawności, odpowiedzialności, partycypacji i praworządności. To one są kodem źródłowym, którego trzeba bronić i który trzeba rozwijać przy poszanowaniu zasad państwa prawa. Ludzie oczekują po prostu demokracji, bez jej wariacji w odsłonie tej nieliberalnej czy walczącej.