Za jedną z najważniejszych propozycji legislacyjnych szef PIP uznał postulat, który pojawił się podczas konsultacji projektu, a dotyczący wprowadzenia do przepisów domniemania zatrudnienia na etacie. – To byłby prawdziwy przewrót kopernikański – ocenił.

Szef PIP mówi o uzupełnieniu projektu ustawy o Inspekcji

Wyjaśnił, że domniemanie miałoby działać na korzyść pracownika, wskazując, że to pracodawca musiałby wykazać, iż dana osoba nie jest pracownikiem, lecz zleceniobiorcą. Dodał, że rozwiązanie takie powinno znaleźć się już niedługo w projekcie wdrażającym tzw. dyrektywę platformową, bo przewidziano to wprost w unijnej regulacji, dotyczącej ok. pół miliona osób pracujących za pośrednictwem platform cyfrowych. Zdaniem Staneckiego rozszerzenie go na cały rynek pracy mogłoby realnie ograniczyć nadużywanie umów cywilnoprawnych.

Szef PIP odniósł się w ten sposób do problemów związanych z interpretacją art. 22 kodeksu pracy, definiującego stosunek pracy. Jego zdaniem obecne brzmienie przepisu, mimo pozornej prostoty, generuje liczne rozbieżności orzecznicze. – Definicja powinna być jasna, czytelna i przejrzysta, by każdy pracownik i przedsiębiorca mógł ją zrozumieć bez interpretacyjnych sporów – ocenił, apelując o powołanie szerokiego zespołu ekspertów reprezentujących pracodawców, związki zawodowe oraz środowiska naukowe do opracowania nowej treści tej definicji.

Podniósł także problem wiążący się z niedookreśloną definicją stosunku pracy, z jaką mamy do czynienia w prawie. – Skutkuje ona tym, że kolejne wyroki sądów, z SN na czele, sobie nawzajem przeczą – podkreślił.

PIP jasno: To ograniczy nadużywanie umów cywilnoprawnych

Marcin Stanecki ocenił, że wprowadzenie domniemania istnienia stosunku pracy mogłoby przełomowo ograniczyć nadużywanie umów cywilnoprawnych.

– Obecnie nie ma takiego domniemania w kodeksie pracy, dlatego sądy, do których już teraz trafiają takie sprawy, wydają często bardzo zaskakujące wyroki. Sam w swojej karierze miałem z tym do czynienia, jako szeregowy inspektor pracy, gdy w przypadku kobiety pracującej przez trzy lata na kontrakcie, w ustalonych godzinach, miejscu i pod kierownictwem, czyli w klasycznych warunkach zatrudnienia na etacie, sąd uznał, że nie ma prawa do umowy o pracę, bo przez te lata godziła się na kontrakt i wcześniej nie zgłaszała zastrzeżeń. Sąd nie wziął przy tym pod uwagę, że nie miała wyboru i musiała pracować na kontrakcie, bo inaczej w ogóle nie miałaby pracy – podkreślił.

Dodał, że Inspekcja po zmianach, gdy zyska prawo do systemowego przekształcania kontraktów cywilnoprawnych w etaty decyzją administracyjną, bez takiej zmiany najprawdopodobniej będzie musiała obronić każdą taką decyzję przed sądem. – Biorąc pod uwagę dotychczasowe niejednolite orzecznictwo w takich sprawach, nie sposób przewidzieć, jaka będzie skuteczność naszych decyzji, co będzie miało bezpośrednie przełożenie na sytuację osób, które zwrócą się do nas o takie przekształcenie – stwierdził Marcin Stanecki.

Jak wynika z wypowiedzi szefa PIP – sama instytucja nie ma realnego wpływu na ostateczny kształt przygotowywanych przepisów. – Nie wiem, co ostatecznie znajdzie się w projekcie – przyznał Stanecki w rozmowie z PAP, podkreślając, że projekt przygotowuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS).

Koszty przekształcenia umowy pokryje państwo?

Jednym z najbardziej komentowanych elementów projektu jest zapowiedź minister rodziny Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, według której skutki finansowe decyzji inspektora o przekształceniu umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę miałyby pokrywać środki publiczne. Stanecki przyznał, że przewidywany mechanizm chroniłby inspektorów przed odpowiedzialnością za rozstrzygnięcia dotyczące ostatnich trzech lat zatrudnienia, jednocześnie zapowiadając, że decyzje będą podejmowane „z dużą rozwagą”.

Szef PIP wskazał, że przekształcanie umów nie jest nową praktyką – w minionym roku inspektorzy, w ramach tzw. środków miękkich, doprowadzili do zmiany 3200 umów cywilnoprawnych w etatowe. Jak wyjaśnił, w przyszłości decyzje administracyjne miałyby być zatwierdzane przez okręgowego, a następnie – w przypadku odwołania – przez głównego inspektora pracy. – Ryzyko dla szeregowego inspektora nie będzie duże, jego rola polega na analizie stanu faktycznego – podkreślił.

Wśród postulatów zgłaszanych do ministerstwa PIP wymienia m.in. zadaniowy czas pracy dla inspektorów, uproszczenie procedury wystawiania upoważnień do kontroli, możliwość korzystania z pomocy policji przy legitymowaniu osób pracujących „na czarno” oraz dopuszczenie dronów w kontrolach BHP, szczególnie w sytuacjach zagrożenia życia. – Skoro Urząd Dozoru Technicznego od 2017 r. korzysta z dronów, trudno zrozumieć, dlaczego PIP nie miałaby używać ich w podobnych przypadkach – podkreślił Stanecki. Dał przykład: jeśli np. mamy do czynienia z pracą na wysokościach, czyli w warunkach niebezpiecznych, nie ma potrzeby, aby wysyłać tam inspektora PIP. Dron i zrobione przez niego zdjęcia poradzą sobie lepiej.

Stanecki odniósł się także do zarzutów o unikanie kontroli największych firm, w tym koncernów medialnych. – Reagujemy na każdy sygnał i każdą skargę. Unikanie trudnych kontroli jest w mojej ocenie niemożliwe – zapewnił.

PIP przygotowuje również szeroką kampanię informacyjno-edukacyjną „Bezpieczni na etacie”. Obejmie ona materiały wyjaśniające różnice między formami zatrudnienia, listy samokontroli dla pracodawców oraz konferencje poświęcone zmianom w prawie pracy. Instytucja planuje również przeprowadzenie 200 kontroli wytypowanych algorytmicznie firm, bez udziału człowieka. – Chcemy być gotowi od 1 stycznia, niezależnie od tego, kiedy ustawa o PIP wejdzie w życie – zadeklarował Stanecki.

Szef PIP ocenił, że sam fakt, iż temat nadużywania umów cywilnoprawnych stał się przedmiotem ogólnokrajowej debaty, jest „dużym sukcesem pani minister Agnieszki Dziemianowicz-Bąk”, niezależnie od ostatecznego losu projektu.