Andrysiak: Skąd wiesz, co wiesz

Andrzej Andrysiak,  zastępca redaktora naczelnego DGP
Andrzej Andrysiak, zastępca redaktora naczelnego DGPDGP
30 września 2016

W zasadzie rzadko zajmujemy się w Magazynie DGP tematyką dotyczącą mediów. A już taką dotyczącą nas samych – nigdy. Zawsze byliśmy w redakcji przekonani, że z punktu widzenia czytelnika mało istotne jest, jak gazeta powstaje, ważne, co oferuje. Ale ponieważ chciałbym państwa prosić o przysługę, powinienem wytłumaczyć, czemu ona ma służyć.

W ostatnich latach media się radykalnie podzieliły. Nie chodzi tu o podział polityczny, ten jest, owszem, wielki, ale o inny, równie istotny: na media darmowe i płatne. Rewolucja internetowa ostatnich 15 lat przeorała wyobrażenia dziennikarzy, wydawców, ale też czytelników. Sieć wdarła się na salony i rozgościła na dobre. Internet ma swoje zalety, ale ma też jedną wadę, z punktu widzenia dziennikarstwa istotną – trudno w nim oddzielić ziarno od plew. Wyznawcy, bo tak chyba trzeba napisać w tym kontekście, mediów społecznościowych i demokratyzacji wszystkiego i wszystkich podnoszą, że to dobrze, bo każdy ma prawo się wypowiedzieć, każdy napisać, a każdy sąd może się przedostać do opinii publicznej, gdzie nastąpi naturalna selekcja. Chciałoby się dodać – na lepsze i gorsze, ale to nieprawda. W internecie trudno oddzielić dobre od złego, bo nie ma do tego narzędzi. Potentat na rynku wyszukiwarek, czyli Google, nie selekcjonuje informacji pod względem ich wartości, bo nie dysponuje takim algorytmem. Selekcjonuje na te mniej i bardziej czytane. Czy to idzie w parze z jakością? Wszyscy wiemy, że nie.

Co to oznacza dla czytelnika? Wybór. Ale nie taki, przed jakim chciałby stanąć.

Problem drugi jest taki – internet jest wtórny. Już słyszę głosy oburzenia – ale co on pisze, przecież to nieprawda. Jak coś się dzieje, to kto jest pierwszy? Internet właśnie. Twitter, Facebook i inni zasypują nas wtedy bieżącymi relacjami, wiemy wszystko minuta po minucie. Prawda to, ale niewielka. Bowiem dotyczy tylko specyficznej grupy informacji, jaką są wydarzenia. Ale opinia publiczna chce wiedzieć nie tylko o tym, co się wydarzyło dziś albo wczoraj, ale też o tym, co inni chcą zakryć. Co politycy, przedsiębiorcy, urzędnicy, prokuratorzy, policja i sędziowie chcieliby zamieść pod dywan. I do tego potrzebne są media tradycyjne, czyli płatne.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381499mega.png