Przygotowanie święta sportu to gigantyczne zamierzenie, kosztujące miliardy dolarów. I często bywa, że buduje się obiekty jednorazowego użytku.
Praktycznie przed każdymi igrzyskami można przeczytać doniesienia o niedoróbkach i pracach budowlanych przy obiektach sportowych, trwających do ostatniej chwili. W przededniu igrzysk w Rio de Janeiro wielu sportowców odmawiało zamieszkania w wiosce olimpijskiej, ponieważ zbudowane na tę okazję budynki były jeszcze niegotowe. Najbardziej narzekano na problemy z elektryką i kanalizacją, ale wybuchło także kilka pożarów. Polscy szczypiorniści pokazywali zdjęcia z tego, jak dokładnie szorują swoje kwatery.
Mimo takich zdarzeń zapewne większość z 18 tys. sportowców, którzy w tym miejscu mają zamieszkać, w końcu tam trafi i być może część z nich nawet nie będzie za bardzo narzekać. My zaś za kilka lat najpewniej przegapimy – bo będziemy pochłonięci zupełnie czym innym (choćby opóźnieniami w przygotowaniach do kolejnych igrzysk) – opis tego, w jakim stanie będą się znajdować nowe dziś obiekty. Jednak już teraz można spojrzeć w przeszłość i przekonać się, jak często inwestycje związane z igrzyskami to dosłowne wyrzucanie pieniędzy w błoto. Oto subiektywna lista DGP obiektów olimpijskich jednorazowego użytku.
Reklama
Tor bobslejowy w Turynie został zbudowany kosztem około 300 mln zł na igrzyska zimowe w 2006 r. W latach 2011–2012 pozostawał zamknięty z powodu wysokich kosztów utrzymania (równowartość 7 mln zł rocznie). Wtedy została podjęta decyzja o jego rozebraniu, której w końcu nie wprowadzono w życie. W 2014 r. kilka ekip przygotowywało się tam do igrzysk w Soczi. Na marginesie można wspomnieć, że w związku z mrzonkami o zimowych igrzyskach w Krakowie i u nas miał powstać tor bobslejowy, którego budowa miała kosztować setki milionów złotych. Ale w referendum mieszkańcy grodu Kraka powiedzieli tej inicjatywie zdecydowane nie.
Wioska olimpijska w Atenach, gdzie igrzyska letnie odbyły się dwa lata przed zawodami w Turynie, robi bardzo przygnębiające wrażenie. Brytyjski „The Guardian” w 2014 r. opublikował fotoreportaż, na którym było widać m.in. zarośnięte (dosłownie) boisko do siatkówki plażowej, treningowy basen olimpijski, w którym w brudnej kałuży na dnie można zobaczyć m.in. krzesło biurowe, czy ogrodzoną, nieużywaną i niszczejącą halę do zawodów taekwondo. Na zdjęciach go nie było, ale sztuczny tor kajakowy również leżał odłogiem. Dla przypomnienia: koszt organizacji igrzysk wyniósł około 40 mld zł, a wielu komentatorów uważa, że ta impreza mocno przyczyniła się do kryzysu finansowego, z którego skutkami Grecja boryka się do dziś.

Reklama
Welodrom na igrzyska letnie w Montrealu w 1976 r. budowano trzy lata. Oprócz wyścigów kolarskich na torze o szerokości 7,5 m, długości 285,2 m, odbywały się tam zawody w judo. Trybuny mogły pomieścić 7,5 tys. widzów. Jednak już 12 lat później Kanadyjczycy poszli po rozum do głowy i przeprowadzili analizę, co można zrobić ze słabo używanym obiektem. I tak w 1989 r. znów rozpoczęły się trwające trzy lata prace budowlane, które przekształciły welodrom w biodome, czyli swego rodzaju ogród botaniczny pokazujący różne ekosystemy Ameryki. Dziś więc zamiast kolarzy czy dżudoków można tu oglądać rysie i pingwiny.
Skocznia narciarska Igman w Sarajewie. Na tym obiekcie podczas igrzysk w 1984 r. odbyły się zawody w skokach narciarskich. Wygrał je legendarny Fin Matti Nykänen, który w sumie zdobył cztery złote medale olimpijskie. Do swoich osiągnięć ten sportowiec może dopisać również to, że był jedynym zwycięzcą na tym obiekcie – żadne inne oficjalne zawody Międzynarodowej Federacji Narciarskiej już się na nim nie odbyły, a w latach 90. obiekt został w dużej mierze zniszczony przez wojnę. Co ciekawe, teraz trwają przymiarki do tego, by go odnowić bądź zbudować nowy podobny w okolicy.
Stadiony w Portugalii. Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że tylko igrzyska olimpijskie są pełne inwestycji, które nie mają szans na dalsze samofinansowanie i zapewnienie sobie ekonomicznej egzystencji. Gdy obecny piłkarski mistrz Europy sam organizował mistrzostwa w 2004 r., kosztem prawie 5 mld zł wybudowano i zmodernizowano dziesięć stadionów. Niestety, siedem lat później tylko trzy z tych obiektów zarabiały na siebie, a w 2011 r. przedstawiciele rządu proponowali, by część z nich zburzyć. Do tego jednak nie doszło i – jak nietrudno się domyślić – koszty utrzymania tych inwestycji wciąż ponosi portugalski podatnik.