Jedziemy do Łucka by powiedzieć Ukraińcom, że pamięć nie powinna ani ranić, ani dzielić - mówi sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Kunert. Bronisław Komorowski weźmie udział w mszy w intencji ofiar zbrodni wołyńskiej.

Nabożeństwo odbędzie się w Katedrze pod wezwaniem Apostołów Piotra i Pawła w Łucku na Ukrainie, w ramach obchodów upamiętniających 70. rocznicę rzezi wołyńskiej.
Andrzej Kunert mówi Informacyjnej Agencji Radiowej, że polska delegacja zawiezie Ukraińcom ważne przesłanie, że najważniejsza jest pamięć. Zarówno o bohaterach jak i ofiarach. Jednak musi ona być zakorzeniona w prawdzie i nie powinna ranić ani dzielić. Dlatego, zdaniem profesora Kunerta, trzeba szukać sposobów, by wspólnie oddawać hołd ofiarom i minimalizować ryzyko "niedobrych emocji".

Profesor Kunert dodaje, że choć w jutrzejszych uroczystościach nie weźmie udziału prezydent Ukrainy, to i tak będzie to wspólne uczczenie ofiar zbrodni wołyńskiej. Jak zapewnia - Ukraińcy włożyli wiele wysiłku by wszystko przebiegło godnie i spokojnie. "Żeby dla wszystkich było absolutnie jasne: kto jest bohaterem i komu oddajemy hołd" - podkreślał Andrzej Kunert.

Reklama

Stronę ukraińską ma między innymi reprezentować wicepremier Kostiantyn Hryszczenko. Z Polski do Łucka pojedzie kilkaset osób, na uroczystości przyjadą również Polacy mieszkający między innymi we Lwowie i innych miastach zachodniej Ukrainy.

A po południu, w Kisielinie, gdzie 11 lipca 1943 roku oddział UPA zabił dziewięćdziesięciu Polaków uczestniczących w mszy świętej, prezydent Komorowski odda hołd ofiarom zbrodni wołyńskiej. W latach 1943 - 44 z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło około stu tysięcy Polaków zamieszkujących Wołyń i Galicję Wschodnią. W akcjach odwetowych Polacy zabili od dziesięciu do dwudziestu tysięcy Ukraińców.

Janukowycz zgłasza nieobecność

Nieobecność Wiktora Janukowycza podczas obchodów zbrodni wołyńskiej w Łucku to niewykorzystana szansa na zbliżenie - uważa część polityków. Jutro Prezydent Bronisław Komorowski uczci ofiary zbrodni wołyńskiej w Łucku na Ukrainie. Wbrew pierwotnym planom - w obchodach nie weźmie udziału Wiktor Janukowycz.

Jarosław Kalinowski z PSL zwraca uwagę, że Janukowycz i tak zasługuje na uznanie, bo unieważnił dekret, którym poprzedni prezydent Wiktor Juszczenko nadawał imię bohatera Ukrainy Stepanowi Banderze - odpowiedzialnemu za zbrodnie na Wołyniu i w Galicji wschodniej. Kalinowski ocenia, że nieobecność Janukowycza nie będzie problemem.
Podobnie uważa Wojciech Olejniczak z SLD, który wskazuje jednak, że byłoby dobrze, gdyby w tych dniach ukraiński przywódca przedstawił swoje stanowisko w sprawie wydarzeń na Wołyniu.

Witold Waszczykowski z PiSu uważa, że brak Janukowycza na uroczystościach to niewykorzystana szansa Ukrainy na wyjaśnienie spraw z Polską, żeby w przyszłości historia nie rzucała cienia na relacje Kijowa z Unią Europejską. Arkadiusz Mularczyk z Solidarnej Polski zapowiedzianą nieobecność prezydenta Ukrainy traktuje symbolicznie jako ważny sygnał pokazujący, że nasze relacje ze wschodnim sąsiadem nie są najlepsze. Z kolei Andrzej Halicki z PO uważa, że religijny charakter uroczystości tłumaczy brak Janukowycza. Uroczystości w Łucku zorganizował ukraiński Kościół katolicki. Władze w Kijowie będzie reprezentował wicepremier Kostiantyn Hryszczenko.