W jednym z najbardziej krwawych w ostatnich latach ataków na Strażników Rewolucji zginęło dziś co najmniej 31 osób, w tym pięciu dowódców tej najpotężniejszej organizacji militarnej w Iranie. Rannych jest co najmniej 28 osób. Zamachowiec-samobójca wysadził się przed salą, w której trwały obrady przywódców plemiennych z prowincji Beludżystan i Sistan.

Wśród ofiar są: wiceszef sił lądowych organizacji generał Nur Ali Szusztari i dowódca sił w prowincji generał Radżab Ali Mohamadzadeh, a także miejscowi przywódcy plemienni.

Do ataku doszło tuż przed planowaną na poniedziałek w Wiedniu drugą rundą negocjacji dotyczących irańskiego programu nuklearnego.

Zamach miał miejsce w mieście Sarbaz

Zamach miał miejsce w mieście Sarbaz, w niespokojnej południowo-wschodniej prowincji (ostanie) Beludżystan i Sistan. W regionie tym często dochodzi do starć między siłami bezpieczeństwa a sunnickimi rebeliantami i przemytnikami narkotyków.

"Zamachowiec zdetonował materiały wybuchowe przyczepione do swojego ciała podczas zebrania przywódców plemiennych" - informuje państwowa telewizja Press TV.

Radio IRIB podało, że do ataku doszło rano przed wejściem do sali, w której miały się odbyć obrady dotyczące pojednania między zamieszkująca region społecznościami szyicką i sunnicką.

Do zamachu przyznali się miejscowi sunniccy rebelianci z grupy Jundallah

Państwowe irańskie media poinformowały, że do zamachu przyznali się miejscowi sunniccy rebelianci z grupy Jundallah (Żołnierze Boga), którzy w większości należą do mniejszości etnicznej Beludżów. Organizacja ta wcześniej wzięła odpowiedzialność m.in. za zamach bombowy na szyicki meczet w maju tego roku, w którym zginęło 25 osób.

"Terrorystyczne ugrupowanie Rigiego wzięło na siebie odpowiedzialność za atak" - poinformowano, mając na myśli przywódcę Jundallah Abdolmalika Rigiego. Zdaniem niektórych analityków jego ugrupowanie ma powiązania z talibami z sąsiedniego Pakistanu.

Sami Strażnicy Rewolucji odpowiedzialnością za zamach obarczają "zagraniczne elementy"

Sami Strażnicy Rewolucji odpowiedzialnością za zamach obarczają "zagraniczne elementy" powiązane ze Stanami Zjednoczonymi. Teheran często zarzuca USA, że wspierają rebeliantów z Jundallah, aby zdestabilizować sytuację w Iranie, czemu Waszyngton zaprzecza.

Państwowa telewizja wskazała również na Wielką Brytanię, która jest drugim krajem tradycyjnie uznawanym przez irańskie władze za wrogi.

"Pewne dobrze poinformowane źródła powiedziały, że rząd brytyjski jest bezpośrednio zamieszany w atak terrorystyczny (...) poprzez organizowanie, dostarczanie sprzętu i zatrudnienie profesjonalnych terrorystów" - podała telewizja.

Rzecznik brytyjskiego MSZ odmówił komentarza. W oświadczeniu wskazał jednak, że rząd w Londynie potępia zamach i wyraża współczucie rodzinom ofiar. "Terroryzm jest odrażający, gdziekolwiek się pojawia" - głosi komunikat

Także Stany Zjednoczone potępiły zamach i zapewniły, że nie mają z nim nic wspólnego. "Potępiamy ten akt terroru i współczujemy, opłakujemy śmierć niewinnych ludzi. Doniesienia o amerykańskim zaangażowaniu są całkowicie fałszywe" - oświadczył rzecznik Departamentu Stanu Ian Kelly.



Prezydent Iranu wezwał do odwetu na ludziach odpowiedzialnych za zamach

Prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad wezwał do odwetu na ludziach odpowiedzialnych za zamach: "Przestępcy wkrótce dostaną odpowiedź na ich nieludzkie zbrodnie" - cytuje go irańska agencja IRNA.

Również przewodniczący parlamentu Ali Laridżani potępił ataki jako mające na celu zakłócenie bezpieczeństwa w południowo-wschodnim Iranie. "Składamy wyrazy współczucia męczennikom... Zamiarem terrorystów było z pewnością zachwianie bezpieczeństwem w prowincji Beludżystan i Sistan" - ocenił.

"Uważamy, że ostatnie akty terrorystyczne są rezultatem działań Stanów Zjednoczonych i pokazują amerykańską wrogość wobec naszego kraju" - powiedział Laridżani. Dodał: "Prezydent USA Barack Obama powiedział, że wyciąga rękę do Iranu, ale tym działaniem sparzył sobie rękę. Naród irański ma powód, żeby nie wierzyć w zmiany obiecane przez rząd amerykański".

Strażnicy Rewolucji to elitarne jednostki fanatycznie wierne ajatollahowi Alemu Chameneiemu

Strażnicy Rewolucji to elitarne jednostki fanatycznie wierne irackiemu najwyższemu przywódcy duchowemu ajatollahowi Alemu Chameneiemu. Ich wpływy i potencjał w ostatnich latach wzrosły. Około 120 tys. Strażników Rewolucji kontroluje irański program rakietowy. Organizacja ma własne siły lądowe, morskie i powietrzne. Zajmują się również zapewnieniem bezpieczeństwa we wrażliwych przygranicznych regionach.

Zdaniem niektórych analityków zamach bombowy i podejrzenia o udział w nim obcych państw mogą wpłynąć na rozmowy w sprawie programu nuklearnego w Wiedniu prowadzone przez Iran z USA, Wielką Brytanią, Chinami, Francją, Rosją i Niemcami.