Reakcje zależą m.in. od opinii komentatorów na temat konfliktu palestyńskiego; niektórzy z nich uważają, że prezydent znalazł właściwy ton i równowagę w ocenach wypowiadając się na ten temat. Innych - i to z obu stron - nie zadowoliły słowa prezydenta jako, ich zdaniem, niewłaściwe lub nie wystarczające.
"Słuchając przemówienia przypomniałem sobie zdolność prezydentów: J.F.Kennedy'ego i Ronalda Reagana do promowania amerykańskich ideałów. Był to znakomity przykład zainwestowania w naszą soft power (miękka potęgę)" - napisał w "Politico" czołowy politolog z Uniwersytetu Harvarda, Joseph Nye, autor pojęcia "soft power", oznaczającego wpływanie przez USA na sprawy międzynarodowe za pomocą środków innych niż przymus ekonomiczny i siła militarna.
Zdaniem Andrew Sullivana, komentatora "Washington Post" i "New Republic", wystąpienie Obamy "wyrastało z duchowego przekonania, że różnice między ludźmi, jeśli się ich nie ukrywa, nie muszą być destruktywne".
Prezydent - według niego - był nieugięty w obronie demokracji, ale zarazem ostrożny, aby "nie odebrano go tak jakby dyktował jego zachodnią wersję światu muzułmańskiemu".
Chwali Obamę także publicysta "Washington Post", Ray Cilizza.
"Prezydent zbudował swoje polityczne sukcesy na koncepcji, że nawet wśród tych, którzy najzacieklej się ze sobą nie zgadzają, jest jakiś wspólny grunt, który trzeba znaleźć i na którym należy wznosić gmach porozumienia. Obama zastosował to podejście, by skutecznie odnieść się do głównych palących problemów, jak rasizm, i dziś zastosował je znowu, by starać się przekonać muzułmanów, że ich wartości nie są aż tak inne niż te, które wyznają Amerykanie" - napisał Cilizza.
Niektórzy jednak ostro skrytykowali prezydenta. Na łamach liberalnego "Huffington Post" Peter Daou zaatakował go za to, że nie dostatecznie - jego zdaniem - wstawił się za kobietami muzułmańskimi.
"Przemówienie było rozczarowująco słabe w odniesieniu do praw człowieka, a zwłaszcza praw kobiet. Kiedy na całym świecie kobiety codziennie są kamienowane, gwałcone, maltretowane i mordowane, czego często dokonuje się w imię religii, czy jedyne, co prezydent mógł powiedzieć, to bronić ich prawa do noszenia hidżabów?" - Czytamy w jego blogu.
"Przemówienie zdradza naiwność (prezydenta) w ocenie tego co dzieje się w krajach arabskich" - napisał Daou.
Inni krytycy mają do Obamy pretensję, że "nie powiedział nic nowego" na temat konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Pro- palestyńska lewica wytyka mu, że "bardziej nie potępił złego traktowania Palestyńczyków przez Izrael" (jeden z blogerów w "New York Timesie").
Wyrażający poglądy lobby proizraelskiego znany periodyk "Commentary" uznał przemówienie za "okropne" - jak napisał jego publicysta Ira Stoller.
Jest on oburzony "przedstawianiem przez Obamę palestyńskich Arabów jako ofiar i zrównania ich losu z dolą czarnych w Ameryce, Polaków poddanych komunistycznej tyranii, albo Murzynów pod rządami apartheidu".
Tomasz Zalewski (PAP)