Samorządy czczą pamięć prezydenta Gdańska . Wczoraj zrobił to Sejm.
Dziś o godz. 15 odbędzie się uroczyste posiedzenie rady miasta Gdańska. Wezmą w nim udział radni wszystkich kadencji począwszy od 1990 r. Upamiętnić zamordowanego prezydenta chcą także inne samorządy. Na godz. 17 w Warszawie zwołano nadzwyczajną sesję rady miasta, w trakcie której Pawłowi Adamowiczowi nadany zostanie tytuł honorowego obywatela stolicy. W wielu miejscowościach są wystawione księgi kondolencyjne, organizowane wiece pamięci i lekcje w szkołach o tym, jak przeciwdziałać mowie nienawiści. Pojawił się też pomysł, by imieniem zmarłego prezydenta nazwać Uniwersytet Gdański, którego był absolwentem i prorektorem.
Na wspólnej konferencji wystąpili wczoraj trzej prezydenci miast: Rafał Trzaskowski z Warszawy, Jacek Jaśkowiak z Poznania oraz Jacek Karnowski z Sopotu. Zaapelowali do pozostałych włodarzy, by w czasie uroczystości pogrzebowych umożliwili mieszkańcom zebranie się na centralnych placach i zapalenie zniczy. Stwierdzili też, że zaskarżą decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie „politycznych aktów zgonu” wystawionych 11 prezydentom miast przez Młodzież Wszechpolską (MW). Grafiki przypominające prawdziwe dokumenty były reakcją na deklarację samorządowców o współdziałaniu w zakresie migracji, podpisaną w czerwcu 2017 r. Na początku tego roku prokuratorzy uznali, że akty były formą krytyki i nie zawierały gróźb czy nawoływania do nienawiści.
Reklama
– To, co zrobili Wszechpolacy, to nie była zwyczajna krytyka. Posługiwanie się tak wyrazistym symbolem, jakim jest akt zgonu, przekracza dopuszczalne granice wyrażania swojego niezadowolenia i zawiera olbrzymią dawkę negatywnej treści. Ciekawy jestem, jak postąpiłaby prokuratura w przypadku, gdyby wystawiono akt zgonu np. prezesa Kaczyńskiego czy prezydenta Dudy – komentował Paweł Adamowicz 9 stycznia. Jak wczoraj informowali samorządowcy, prezydent Gdańska chciał zaskarżyć umorzenie postępowania. Nie zdążył.
– Prezydenci mają prawo do zaskarżenia decyzji prokuratury – odpowiada Mateusz Marzoch, rzecznik MW. – My podtrzymujemy, że nasza akcja był happeningiem, który miał zwrócić uwagę na decyzje kilkunastu włodarzy, którzy wbrew polityce rządu i bez szerokiego informowania mieszkańców zdecydowali się przyjmować imigrantów. Nikomu nie życzyliśmy śmierci. Akt politycznego zgonu miał sugerować koniec kariery politycznej, a łączenie tego z tragedią w Gdańsku jest manipulacją – ocenia Marzoch.

Reklama
Wczorajszy dzień w Sejmie pokazał, że politycy starają się utrzymać klimat wyciszenia. Gestem ze strony PiS miało być natychmiastowe oddanie głosu liderowi PO Grzegorzowi Schetynie, który poprosił o minutę ciszy. Zgrzytem okazało się jednak spóźnienie na obrady prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Ten fakt natychmiast został dostrzeżony. Rzecznik PiS Beata Mazurek zapewniała, że to przypadek. – Żadnego podtekstu tu nie było. Takie sytuacje się zdarzają – mówiła złapana przez dziennikarzy w Sejmie. Politycy PiS dostrzegli jednak, jaki problem się z tego zrobił. – To było słabe i nie wiadomo, jak z tego wybrnąć – mówi nam jeden z nich.
Nasi rozmówcy wątpią jednak, by atmosfera wyciszenia przetrwała dłużej. – Jesteśmy przekonani, że od poniedziałku PO będzie nas atakować – mówi polityk PiS. Partia spodziewa się obwiniania za śmierć prezydenta Gdańska. Takie głosy już się pojawiły, zwłaszcza po stronie publicystów sympatyzujących z opozycją. – Albo ludzie uwierzą w taką narrację i obciążą nas odpowiedzialnością, albo PO przesadzi w krytyce i niewiele się zmieni – dodaje. – Spokój potrwa krócej niż po Smoleńsku – ocenia też polityk PO. Obie strony sobie nie dowierzają i doszukują się złych intencji.
Opozycja sądzi, że testem intencji PiS byłyby zmiany w TVP, co wydaje się mało realne. Zabójstwo uruchomiło potężne emocje polityczne wśród wyborców i polityków. W Nowoczesnej czy PSL pojawiają się pomysły, by znaleźć forum porozumienia, którym mogłaby być np. Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Ale presja nadchodzących wyborów powoduje, że taki scenariusz też jest wątpliwy.
Wczoraj oddaliła się możliwość rozpisania wcześniejszej elekcji, bo Sejm przyjął budżet. Aby prezydent nie mógł skrócić kadencji, do 27 stycznia ustawa musi przejść przez obrady Senatu oraz reakcję Sejmu na ewentualne senackie poprawki i trafić na biurko Andrzeja Dudy.
Jeśli termin zostanie przekroczony, prezydent może zdecydować o przedterminowych wyborach. Mogłyby się one odbyć 17 lub 24 marca. Ten scenariusz wydaje się jednak mało prawdopodobny. Po pierwsze, prezydent niekoniecznie jest skłonny do takiej decyzji. Po drugie, po zabójstwie Adamowicza wcześniejsze wybory mogłyby się okazać olbrzymim ryzykiem dla PiS. Nie wiadomo, jakie są nastroje społeczne i jak na poparcie dla PiS wpłynęła ta śmierć.