Historycznemu symbolowi Polski Walczącej wyrósł długi warkocz zakończony frywolną kokardką, a naturalne krągłości litery W wzbogaciły się o sutki. Z kolei w innej modyfikacji symbolu na końcach kotwicy pojawiły się symbole płci. Za użycie tego zmienionego symbolu walki z niemieckim okupantem – nazwanego „Polka Niepodległa” – toczy się właśnie przed warszawskim sądem proces trojga działaczy Partii Zielonych.
Reklama
Magazyn DGP z 29 września / Dziennik Gazeta Prawna
„Kanoniczny” lub nieco zmodyfikowany znak Polski Walczącej zagościł już na bluzach, koszulkach, kominiarkach i bieliźnie, a nawet na kijach baseballowych. Po przystępnej cenie można nabyć „pościel patriotyczną”. Popularne są również „narodowe dziary”. Obok polskiego orła i flagi, żołnierzy wyklętych, jednym z najczęściej wykonywanych tatuaży jest symbol PW. Nie ulega wątpliwości, że symbol trafił do popkultury, stając się patriotycznym emotikonem. Kibole oraz narodowcy dzięki niemu manifestują swoją nieprzejednaną wolę zadania śmierci „wrogom ojczyzny”. Feministki i Zieloni, łamiąc zasady historycznej poprawności, pokazują z kolei, że prawica nie ma prawa do zawłaszczania patriotyzmu oraz nie posiada monopolu na posługiwanie się narodowymi symbolami.

Reklama
Korzystanie ze znaku Polski Walczącej stało się więc w istocie realizowaniem prawa do wolności wypowiedzi i narzędziem prowadzenia debaty publicznej. Podobnie zresztą jak przed laty – przecież kotwica była rzucającym się w oczy elementem znaku Konfederacji Polski Niepodległej. W czasach PRL za jego noszenie można było stanąć przed obliczem socjalistycznej sprawiedliwości. Natomiast dzisiaj stanowczo należy opowiedzieć się za poglądem, że prawo karne w demokratycznym państwie prawa – co do zasady – nie powinno ingerować w spór na temat kształtu współczesnego patriotyzmu.
„Znak Polski Walczącej, będący symbolem walki polskiego narodu z niemieckim agresorem i okupantem podczas II wojny światowej, stanowi dobro ogólnonarodowe i podlega ochronie należnej historycznej spuściźnie Rzeczypospolitej Polskiej”. Tak stanowi art. 1 ustawy z 10 czerwca 2014 r. o ochronie znaku Polski Walczącej. Warto zwrócić uwagę na użycie zwrotu „dobro ogólnonarodowe”, co powinno wskazywać, iż symbol ten nie powinien być przypisany do jakiejkolwiek grupy społecznej, a tym bardziej partii, organizacji lub strony burzliwego politycznego sporu. Ustawa w swoim art. 3 zawiera również normę karną, stanowiąc, że ten, kto publicznie znieważa symbol PW, popełnia wykroczenie i podlega karze grzywny. Ustawę przyjęto m.in. z inicjatywy prezydenta Bronisława Komorowskiego, który wnioskował także o ustanowienie 1 marca Dniem Żołnierzy Wyklętych. Została przez niego podpisana w parku Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego podczas spotkania z powstańcami z okazji 70. rocznicy wybuchu narodowego zrywu. Fala patriotycznego uniesienia już wówczas gwałtownie narastała, a „monopol na patriotyzm” przejmowało Prawo i Sprawiedliwość. Bo Komorowski – niezależnie od podejmowanych wysiłków i spektakularnych aktów strzelistych – był już wtedy dla większości jedynie obciachowym promotorem „czekoladowego orła”.
Procesy o znieważenie znaku Polski Walczącej rozpoczęły się jednak dopiero po zmianie politycznej, która nastąpiła w 2015 r. Transparent „Polka Niepodległa” z przetworzonym logo PW został wymyślony już na Manifę w 2013 r. Miał podkreślać równość płci i udział kobiet w walce o wolność. Od tamtego momentu był konsekwentnie używany i trafił nawet na koszulki. Kłopoty zaczęły się dopiero w 2016 r. podczas czarnego protestu w Kielcach. Tam wskutek złożonego doniesienia (o profanacji) prokuratura zajęła się sprawą wykorzystania znaku PW w „Polce Walczącej”. Organizatorka marszu – za niedopełnienie swoich obowiązków i brak reakcji na znieważanie chronionego prawem symbolu przez innych manifestantów – została skazana na 2 tys. zł grzywny. W sprawach dotyczących niedozwolonego korzystania ze znaku PW przed sądem może bowiem stanąć zarówno osoba, która sama posługuje się takim zmodyfikowanym symbolem, jak i organizator manifestacji, który nie podejmuje środków niezbędnych „do zapewnienia zgodnego z przepisami przebiegu zgromadzenia”. Czyn taki stanowi wykroczenie opisane w art. 52 par. 3 kodeksu wykroczeń, za które grozi grzywna.
O wiele bardziej liberalnej wykładni przepisów ustawy o ochronie znaku PW dokonał szczeciński sąd rejonowy. Tu również przedmiotem oceny prawno-karnej było logo „Polki Walczącej”. Sąd uznał, że w tym przypadku nie doszło do popełnienia wykroczenia, uznając, że obnażone piersi nikogo nie znieważają, bo są też przedstawiane w dziełach sztuki. Prawicowi publicyści uznali orzeczenie za skandaliczne. Ich zdaniem użycie PW na manifestacji proaborcyjnej „służyło wspieraniu mordowania polskich dzieci”. W nieco innym stanie faktycznym Sąd Okręgowy w Szczecinie wydał ostateczny wyrok, skazując producenta kijów baseballowych za umieszczenie na nich znaku PW. Kara grzywny wyniosła tysiąc złotych. Takie rozbieżne orzecznictwo pokazuje, że jest spory kłopot ze stosowaniem obowiązującej od trzech lat ustawy.
Kolejna sprawa dotyczy wykorzystania podczas demonstracji transparentu ze znakiem „Polki Niepodległej”. Doniesienie o popełnieniu przestępstwa złożyła grupa urażonych takim postępowaniem obywateli. W konsekwencji przed warszawskim sądem stanęła trójka działaczy Partii Zieloni: Małgorzata Tracz, Marcin Krawczyk i Elżbieta Hołoweńko. Zarzucono im znieważenie symbolu Polski Walczącej, 5 października odbędzie się kolejne posiedzenie sądu w tej sprawie.
Jaki zapadnie wyrok? Linia obrony powinna koncentrować się na przyjęciu, iż posłużenie się zmodyfikowanym symbolem PW stanowi realizację przewidzianego w art. 54 ust. 1 konstytucji prawa do wolności wypowiedzi. Pomocny w tej kwestii jest też fundamentalny wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wydany w sprawie Handyside przeciwko Wielkiej Brytanii z 17 grudnia 1976 r. Stwierdzono w nim, że „jedną z głównych podwalin demokratycznego społeczeństwa, które nie istnieje bez pluralizmu, tolerancji i szerokich horyzontów, jest swoboda wypowiedzi, stanowiąca podstawowy warunek rozwoju takiego społeczeństwa oraz rozwoju każdego człowieka, swoboda ta ma zastosowanie nie tylko do informacji i poglądów odbieranych albo uważanych za nierażące albo obojętne, lecz także do tych obraźliwych, szokujących lub wprowadzających niepokój w państwie albo w jakiejś części społeczeństwa”.
W innym orzeczeniu z 2011 r. (Otego Mondragon przeciwko Hiszpanii) trybunał podkreślił, że dopuszczalne jest w debacie publicznej odwoływanie się do przesady, a nawet prowokacji. Artykuł 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka dekretuje zasadę, że każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii obejmujące wolność posiadania poglądów oraz przekazywania idei bez ingerencji władz publicznych, przy czym korzystanie z tych wolności może podlegać „wymogom formalnym, warunkom i sankcjom” przewidzianym przez ustawę i niezbędnych w społeczeństwie demokratycznym między innymi „ze względu na konieczność zapobieżenia zakłóceniu porządku”.
Takiej potrzeby – w przypadku prawno-karnej ochrony znaku PW – trudno się doszukać. Przynajmniej w przypadkach, gdy symbol ten jest stosowany w debacie publicznej. Gdy natomiast wykorzystuje się go w celach komercyjnych, należy chyba tylko głośno wypowiedzieć starą maksymę, że historia powtarza się jako farsa.
Także dotychczasowa praktyka ścigania skłania do wniosku, że ustawa o ochronie znaku PW jest niepotrzebna. Przecież – w naprawdę skrajnych i rażących przypadkach – można zastosować inne przepisy karne, od dawna już obowiązujące. Artykuł 133 kodeksu karnego stanowi, że ten, kto publicznie znieważa Naród lub Rzeczpospolitą Polską, podlega karze pozbawienia wolności nawet do lat trzech. Przestępstwo to może być zresztą popełnione wyłącznie w postaci zamiaru bezpośredniego. Podobny przepis znajduje się w kodeksie wykroczeń. Artykuł 49 par. 1 dotyczy lekceważenia (czyli czegoś mniej znaczącego niż znieważenie) w miejscu publicznym Narodu Polskiego, Rzeczypospolitej lub jej organu konstytucyjnego. Zgodność tego przepisu kodeksu wykroczeń z naszą ustawą zasadniczą była przedmiotem wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który w 2015 r. ją potwierdził. W uzasadnieniu znalazło się cenne stwierdzenie: „To, jakie skutki pociąga za sobą istnienie w systemie prawnym regulacji, jaka została zakwestionowana, zależy od utrwalonej praktyki właściwych organów, których zadaniem jest odróżnienie zachowań (wypowiedzi) wzbogacających debatę publiczną (nawet jeśli byłyby one obraźliwe lub szokujące) od zachowań znamionowanych pogardą, a w istocie sprowadzających się do »pustej formy«. Przepis ten, choć także może budzić kontrowersje, jest na tyle ogólny, że daje sędziemu sporą swobodę w jego stosowaniu”.
Warto także zwrócić uwagę na art. 49 par. 2 kodeksu wykroczeń, który z kolei penalizuje zachowania polegające na naruszeniu przepisów o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej. Odniesieniem do tego przepisu jest art. 16 i 17 ustawy o symbolach narodowych z 31 stycznia 1980 r. Pierwszy z nich zakazuje tego, aby były one umieszczane na przedmiotach przeznaczonych do obrotu handlowego. Drugi dopuszcza wykorzystywanie symboli RP na takich przedmiotach jedynie w „formie stylizowanej lub artystycznie przetworzonej”. Tymczasem nagminne stało się wykorzystywanie godła – i to w kanonicznej formie – na wszelkiego rodzaju patriotycznej odzieży. Podobnie postępują pracownicy prywatnych firm ochroniarskich, którzy lubią naszywać na bluzy narodowe symbole. Notabene takie postępowanie jest niebezpieczne, bo może prowadzić do stworzenia mylnego przeświadczenia, że są oni funkcjonariuszami państwa. Teoretycznie takie zachowania stanowią naruszenie prawa, a ich konsekwencją powinna być odpowiedzialność karna. W praktyce jednak zarówno „patriotyczni” ochroniarze, jak i producenci narodowych tekstyliów nie mają żadnych kłopotów. Być może byłoby inaczej, gdyby w takich przypadkach kierowano stosowne zawiadomienia o możliwości popełnienia wykroczenia? Czy jednak stopień społecznej szkodliwości takich czynów jest tak duży, że powinny być ścigane przez polskie prawo?
Znak Polski Walczącej po raz pierwszy pojawił się na ulicach okupowanej Warszawy w 1942 r. Wybór symbolu wlewającego nadzieję w serca Polaków był decyzją Komendy Głównej AK, która rozstrzygnęła konkurs na taki właśnie znak. Wygrała Anna Smoleńska, studentka historii sztuki na tajnym Uniwersytecie Warszawskim. Symbol był orężem w walce tzw. małego sabotażu i zagrzewał do boju na barykadach Powstania Warszawskiego. Jan Bytnar z Szarych Szeregów opisany w książce Aleksandra Kamińskiego „Kamienie na szaniec” był twórcą szablonu i pieczątek ze znakiem kotwicy, a także urządzenia do ich malowania zwanego „wiecznym piórem”. Dzisiaj symbol ten stanowi logo Muzeum Powstania Warszawskiego, a także element oznaki rozpoznawczej Jednostki Wojskowej Komandosów, czyli oddziału Wojsk Specjalnych stacjonujących w Lublińcu.
Zamiast używania prawa karnego bardzo dobrym pomysłem budowania społecznego szacunku do znaku Polski Walczącej była kampania społeczna zatytułowana „Upamiętniaj godnie”. Jej celem było zwrócenie uwagi, że ten szczególny symbol służył tym, którzy narażali życie dla Polski. Był więc wykorzystywany, gdy szło się do powstania, a nie na plażę z parawanem pod pachą albo do sklepu po zgrzewkę piwa. Bo są bowiem młodzi ludzie, którym historyczny znak kojarzy się jedynie z nowym gatunkiem PiWa.