Porządek musi być. Jak Niemcy tworzą koalicję

Niemiecki Bundestag fot. Shutterstock.
Niemiecki Bundestag fot. Shutterstock. Inne
25 września 2017

Za Odrą umowa koalicyjna to strategiczny dokument wyznaczający agendę na kolejne cztery lata. 185 – tyle stron liczy zawarta w 2013 r. umowa koalicyjna pomiędzy chadekami z CDU/CSU a socjaldemokratami z SPD (podobną grubość miała również ta z 2005 r.).

Co istotne, jest ona wciąż dostępna na rządowej stronie internetowej www.bundesregierung.de. Dla porównania: w Polsce trudno znaleźć choćby programy wyborcze partii z poprzednich wyborów. Nie mówiąc już o tym, że umowa koalicyjna w naszej rzeczywistości jest bardzo ogólna, a część jej ustaleń jest na gębę.

Wspominany dokument z 2013 r. zawiera osiem dosyć szczegółowych rozdziałów poprzedzonych preambułą. Poszczególne części są poświęcone m.in.: gospodarce, kształceniu, sprawom społecznym (m.in. podrozdziały o kulturze, mediach i sporcie czy wyrównywaniu szans życiowych), „silnej Europie” czy „światowej odpowiedzialności Niemiec”. Jego uzgodnienie zajęło obu partiom prawie dwa miesiące (zazwyczaj trwa to nieco krócej), a później umowa koalicyjna została poddana pod głosowanie wszystkich członków SPD. Liderzy socjaldemokratów w koalicję wchodzili stosunkowo niechętnie i postanowili się podzielić odpowiedzialnością z szeregowymi członkami partii, których za Odrą było wówczas prawie pół miliona. Ci opowiedzieli się za umową koalicyjną zdecydowaną większością głosów.

– Takie porozumienie szczegółowo opisuje cele, jakie stawia sobie koalicja. Ustala, co ma być zrealizowane podczas nadchodzącej kadencji parlamentu. W czasie negocjacji zbierają się zespoły fachowców, które omawiają bardzo konkretne kwestie – wyjaśnia dr Piotr Kubiak z Instytutu Zachodniego, ośrodka analitycznego zajmującego się badaniem Niemiec. – Olbrzymią zaletą takiego podejścia jest przewidywalność. To jest jasny drogowskaz zmian na najbliższe cztery lata – tłumaczy ekspert.

Oprócz szczegółowych ustaleń (np. takich jak zmiana prawa, by móc tworzyć drogi rowerowe na drogach technicznych, wokół infrastruktury wodnej) w umowie koalicyjnej znajduje się też często podział tego, które ministerstwa przypadają poszczególnym koalicjantom. Nie chodzi tu o personalia, ale o to, która partia ma prawo desygnować kandydata na dane stanowisko. By lepiej zrozumieć różnice między Niemcami a Polską: w porozumieniu chadeków z socjaldemokratami z 2013 r. zapisano, jakie środki będą stosowane, by ludzie dłużej pracowali. W Polsce temat wieku emerytalnego w kampanii wyborczej 2011 praktycznie nie istniał. Tymczasem dokonano w tej kwestii radykalnych zmian wpływających na losy ludzi.

Taki styl uprawiania polityki wiąże się ze zgniłymi kompromisami, które są zawczasu udokumentowane na piśmie. Choćby w kwestii zmian podatkowych. Nie jest jednak tak, że w umowach koalicyjnych wcześniej jest zapisane wszystko. Tam, gdzie koalicjanci nie potrafią dojść do porozumienia (a czasem jest ich przecież nawet trzech), pewne kwestie zostają niedopowiedziane. O tym, jak ostatecznie zostaną rozstrzygnięte, decyduje siła poszczególnych partii, choć zdarzają się też sprawy, które z powodu braku porozumienia zostają przerzucone na kolejny rząd. Ale czytając dokładnie umowę koalicyjną, już na początku kadencji można prognozować, co faktycznie zostanie zrobione, a o czym wciąż będzie można rozmawiać w kolejnej kampanii wyborczej. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.