Wiceminister infrastruktury Stanisław Bukowiec w czasie czwartkowego posiedzenia sejmowej komisji infrastruktury poinformował, że rząd dołoży brakujące 260 mln do tegorocznej puli środków Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych. W efekcie starczy pieniędzy dla wszystkich chętnych. Jak pisaliśmy w DGP na początku stycznia po ostatnim naborze okazało się, że zabrakło środków przede wszystkim dla większych jednostek – powiatów, związków powiatowo-gminnych i województw. W obecnym systemie priorytet przy przydzielaniu pieniędzy mają bowiem gminy. Zgodnie z deklaracjami wiceministra Bukowca brakujące środki mają trafić do wojewodów w przyszłym tygodniu. Po zmianie tegoroczna kwota funduszy wzrośnie do ok. 1 mld 250 mln zł.
Kiedy poznamy kształt reformy finansowania przewozów?
Już na początku zeszłego roku rząd zapowiedział jednak reformę zasad finansowania przewozów pozamiejskich. To idzie jednak dość powoli. Wiosną 2025 roku resort infrastruktury pokazał wstępny projekt zmian, który zakładał przede wszystkim przekazanie dzielenia środków dla samorządów z rąk wojewodów na rzecz marszałków województw. W połowie ubiegłego roku zakończyły się konsultacje tej reformy. Resort infrastruktury wciąż jednak nie przedstawił raportu z analizy uwag od organizacji i samorządów. Stanisław Bukowiec na posiedzeniu komisji infrastruktury mówił, że do projektu zgłoszono bardzo dużo opinii. Znalazły się one łącznie na 400 stronach. Zaznaczył, że w części te uwagi zostaną uwzględnione. Według zapowiedzi wiceministra w lutym finalny kształt reformy finansowania przewozów ma wreszcie ujrzeć światło dzienne. Potem projekt trafi jeszcze do uzgodnień międzyresortowych. Resort infrastruktury chce, by w kolejnych miesiącach zmiany zostały przyjęte przez parlament. Mają one wejść w życie na początku 2027 r.
Eksperci mają jednak dużo obaw wobec proponowanego kształtu reformy. Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich przyznał w Sejmie, że jego organizacja bardzo krytycznie oceniła projekt przedstawiony w zeszłym roku. – Może on nawet pogorszyć sytuację – ocenił. Zaznaczył, że powstały w 2019 roku fundusz doprowadził do patologii. Największą z nich było wykorzystywanie przez gminy funduszu do finansowania przewozów szkolnych, które są zadaniem własnym tego szczebla samorządu. Wiele gmin wzięło dotację na kursy szkolne i otworzyło je dla mieszkańców. W praktyce jednak to nie ogranicza wykluczenia komunikacyjnego, bo dwa kursy dziennie niemal nic dają.
Jak dzielony ma być fundusz autobusowy?
Iwona Budych ze Stowarzyszenia Wykluczenie Transportowe przyznała, że choć brała udział w posiedzeniach zespołu doradczego, który miał wypracować kształt zmian, to w efekcie projekt reformy miał niewiele wspólnego z tymi rekomendacjami. Boi się, że marszałkowie będą rozdzielać środki według klucza politycznego.
Wkrótce przekonamy się, jak będzie wyglądać ostateczny kształt reformy. Już w zeszłym roku dużym sceptykiem wobec zgłaszanych przez resort propozycji był prof. Michał Wolański ze Szkoły Głównej Handlowej. Według niego wykluczenie transportowe nie będzie zbytnio ograniczone, jeśli nie odejdzie się od trybu konkursowego przyznawania dotacji do przewozów. Twierdzi, że analogiczne do subwencji szkolnej wszystkie samorządy powinny dostawać środki na przewozy autobusowe. Powinno się jednak od nich wymagać odpowiedniego standardu kursów. Michał Wolański zdaje sobie sprawę, że pula środków w funduszu byłaby wyraźnie większa. Uważa jednak wraz z jednoczesną reformą systemu dopłat do ulg, w ramach którego ogromne środki wyciekają teraz z budżetu, rząd nie musiałby szukać dodatkowo wyjątkowo dużych środków na ten cel.
Obecny konkursowy system przydzielania środków sprawia zaś, że z wykluczeniem transportowym udaje się walczyć jedynie punktowo - tam gdzie samorządom i związkom różnych jednostek samorządowych rzeczywiście zależy na uruchamianiu dobrej komunikacji publicznej.