Rada Unii Europejskiej wyraziła zgodę na sfinalizowanie negocjowanej od 25 lat umowy handlowej z Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem mimo sprzeciwu niektórych państw członkowskich UE. Polsce i Francji, od początku sprzeciwiającym się porozumieniu z blokiem Mercosur, ostatecznie nie udało się zbudować mniejszości blokującej, bo na ostatniej prostej wahające się dotąd Włochy, a więc kluczowy gracz w całej układance, nie poparły stanowiska Paryża i Warszawy. Głosy Irlandii, Węgier i Austrii nie wystarczyły, by przechylić szalę na polsko-francuską korzyść.
Von der Leyen może podpisać umowę z Mercosur
– Rolnicy z Polski i całej Europy wyszli na ulice, by zaprotestować przeciwko umowie UE–Mercosur. Także my, politycy, na każdej możliwej płaszczyźnie staraliśmy się zablokować to porozumienie. Byłoby bardzo źle, gdyby rząd Giorgii Meloni sprzedał europejską jedność, kierując się wyłącznie partykularnymi interesami – powiedziała DGP jeszcze przed głosowaniem w Radzie Marta Wcisło, europosłanka Koalicji Obywatelskiej i Europejskiej Partii Ludowej (EPL).
Akceptacja ze strony stolic oznacza, że Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, w poniedziałek powinna pojawić się w Paragwaju, by parafować pakt składający się z dwóch części: umowy o partnerstwie (EMPA) oraz tymczasowej umowy o handlu (iTA). Oba dokumenty muszą być jeszcze zatwierdzone przez Parlament Europejski. EMPA wymaga ponadto ratyfikacji przez państwa UE oraz Mercosuru.
Tyle teoria, bo niedawne doniesienia medialne mówiły o tym, że cypryjska prezydencja wraz ze zniecierpliwioną KE zamierzają pominąć głos Europarlamentu w sprawie budzącego największe kontrowersje komponentu iTA przewidującego m.in. stopniową eliminację ceł w ciągu najbliższych kilkunastu lat.
– W procesie ratyfikacji umów handlowych nie powinno lekceważyć się żadnej z unijnych instytucji, zwłaszcza gdy przedmiot negocjacji budzi tak duże emocje – zaznacza Wcisło.
Hamulec bezpieczeństwa
Również w piątek ambasadorowie zaakceptowali zaproponowaną przez PE i Radę wzmocnioną klauzulę ochronną do umowy UE–Mercosur. Dzięki przewidzianemu w niej "hamulcowi bezpieczeństwa" unijne organy zyskają możliwość zawieszenia preferencji taryfowych dla niektórych wrażliwych produktów rolnych – jak drób czy wołowina – w sytuacji nadmiernego wzrostu importu lub spadków cen. – Wspólnie z innymi polskimi europosłami z EPL złożyliśmy łącznie 39 poprawek blokujących ewentualny niekontrolowany napływ żywności z bloku Mercosur. Szkoda, że za najważniejszymi z nich nie zagłosowali eurodeputowani Prawa i Sprawiedliwości – mówi Wcisło.
W ocenie Janusza Wojciechowskiego, unijnego komisarza ds. rolnictwa w latach 2019–2024, skuteczne klauzule ochronne to takie, które do tekstu umowy wpisują obie jej strony. Gdy zapisy mają charakter jednostronny, tak jak w przypadku tych przyjętych przez UE, ich skuteczność okaże się niewielka.
– Nie dziwię się więc europosłom, którzy nie podnieśli ręki za klauzulami, bo to jedynie zasłona dymna. Nawet jeśli kiedyś zostaną uruchomione, a UE wprowadzi zakazy importowe, to kraje Mercosuru na kolanie napiszą własne klauzule i zagrożą odwinięciem się np. samochodami. Summa summarum polityczne naciski na unijne instytucje – zarówno z zewnątrz, jak i ze strony państw członkowskich – doprowadzą do szybkiego zdjęcia zabezpieczeń handlowych – mówi Wojciechowski.
Pytany o rzekomo wątpliwą jakość produktów pochodzących z Ameryki Południowej były unijny urzędnik przypomina, że system badania żywności, która trafia do UE z krajów trzecich, działa sprawnie i zapewnia bezpieczeństwo pod kątem norm fitosanitarnych. Nie gwarantuje on jednak, że mięso czy nabiał zza oceanu są produkowane zgodnie z wyśrubowanymi standardami obowiązującymi we Wspólnocie.
– Kraje Mercosuru mogą według własnego uznania podchodzić do kwestii dobrostanu zwierząt czy pestycydów, a my możemy jedynie przypilnować, by końcowy produkt nie zawierał pozostałości zakazanych u nas substancji. Europejscy rolnicy martwią się, że różnice w standardach i tym samym kosztach produkcji przełożą się na spadek konkurencyjności naszego rolnictwa. Remedium upatrywano w tzw. klauzuli lustrzanej, ale ta nie trafiła ostatecznie do tekstu umowy – tłumaczy Wojciechowski.
Czy w Polsce są "winni" umowy z Mercosur?
Rezultat piątkowego głosowania w Radzie UE może podsycić w Polsce partyjny spór o odpowiedzialność. W opinii europosłanki KO zrzucanie całej winy na rząd koalicji 15 października jest absurdalne, ponieważ negocjowanie umowy UE–Mercosur trwało ponad dwie dekady.
– Nie ma śladu po tym, by poprzednie rządy zgłaszały jakiekolwiek obiekcje wobec umowy, choć w spotkaniach unijnych gremiów regularnie uczestniczyli premierzy Beata Szydło i Mateusz Morawiecki, a komisarzem ds. rolnictwa był Polak – Janusz Wojciechowski. Opozycja gra tematem Mercosuru, by zbić polityczny kapitał kosztem określonej grupy społecznej. Zamiast podburzać rolników przeciwko władzy, PiS i Konfederacja powinny wspomóc nasze wysiłki w tej walce – dodaje polityczka.
– W czasie mojej kadencji porozumienie UE–Mercosur leżało w szufladzie, a negocjacje rolne sfinalizowano nawet przed tym, jak objąłem urząd komisarza ds. rolnictwa, bo w czerwcu 2019 r. Do tematu powrócono już po zaprzysiężeniu nowego składu KE, dosłownie kilka dni po zakończeniu mojej misji w Brukseli – mówi nam Wojciechowski.
Resort rolnictwa deklaruje, że w kontekście Mercosuru nie składa jeszcze broni, zapowiadając skierowanie do Trybunału Sprawiedliwości UE wniosku o zbadanie zgodności umowy z unijnymi traktatami. Rządzący przypominają ponadto, że w efekcie ich aktywności Bruksela „doprecyzowała propozycję budżetu na rolnictwo na lata 2028–34, zgodnie z którą do Polski trafi rekordowa kwota 42,4 mld euro”.
UE jest dla Mercosuru drugim co do wielkości partnerem handlowym – w 2024 r. wartość handlu między dwudziestkąsiódemką a blokiem osiągnęła ponad 111 mld euro, przy czym wartość importu z Ameryki Południowej do UE wyniosła 56 mld. 80 proc. przepływów miało miejsce między UE a Brazylią.