Premier Donald Tusk powiedział dziś, że w sprawie budowy instalacji tarczy antyrakietowej nie spodziewa się w 2009 r. "radykalnego przyspieszenia". Jak zaznaczył, cała decyzja o losach tej inwestycji leży dziś w rękach Amerykanów.

"Sprawa z naszej strony jest zamknięta" - podkreślił na środowej konferencji prasowej. Dodał, że Polska w żaden sposób nie będzie "pilić" Amerykanów, aby przyspieszać ich działania.

"Choćby dlatego, że nie będzie to miało żadnego większego skutku. Wiadomo, że jest to instalacja amerykańska i gigantyczna inwestycja w obronność Stanów Zjednoczonych. Dlatego jakie decyzje w Waszyngtonie zapadną, tak je będziemy oceniać. Polska co miała zrobić, to zrobiła" - powiedział premier na środowej konferencji prasowej.

"Są szanse, że polska armia zostanie wyposażona przez USA w nowoczesny sprzęt niezależnie od przyszłości tarczy"

Według Tuska, są szanse na to, że polska armia zostanie wyposażona przez USA w nowoczesny sprzęt niezależnie od przyszłości tarczy.

"Cieszę się, że pojawiają się coraz częstsze sygnały z Waszyngtonu - i uważam, że to jest w jakimś stopniu nasza zasługa - że Amerykanie w czasie tych żmudnych negocjacji (w sprawie tarczy) zrozumieli, że poważne traktowanie Polski oznacza także poważne traktowanie naszego bezpieczeństwa, faktycznej zdolności obronnej" - zaznaczył.

"I dlatego te sygnały, że wyposażenie polskich sił zbrojnych w najnowocześniejszy sprzęt będzie możliwe niezależnie od losów tarczy, to są dobre sygnały i będziemy nad tym pracowali" - wyjaśnił szef rządu.

Według planów, potwierdzonych w sierpniu tego roku umową między rządami Stanów Zjednoczonych i Polski, na dawnym wojskowym lotnisku w Redzikowie k. Słupska ma być wybudowanych 10 wyrzutni pocisków przechwytujących rakiety balistyczne. Umowa ta nie został jeszcze ratyfikowana.

W Czechach, w ramach programu obrony przeciwrakietowej, Amerykanie zamierzają wybudować radar tego systemu.