Uczelnie wyższe promują tzw. kierunki zamawiane, tak jak firmy produkty. To dlatego, że ostatecznym warunkiem otrzymania dodatkowych pieniędzy jest zwiększenie liczby przyjętych na nie studentów.
Billboardy, ulotki, dni otwarte czy reklamy telewizyjne mają zachęcić maturzystów do wyboru tzw. kierunków zamawianych. To prawie 20 kierunków studiów kluczowych dla gospodarki, do których dopłaca resort nauki. Uczelnie konkurują o kandydatów, m.in. dlatego że z roku na rok maleje liczba maturzystów. Na przykład w 2009 r. było ich 414 tys., a w tym 404 tys. A uczelnie, które ubiegały się o dofinansowanie z ministerstwa nauki, zwiększyły na kierunkach zamawianych limity miejsc o ok. 10 proc. Dlatego zależy im, aby je wypełnić. Tym bardziej, że ostatecznym warunkiem otrzymania dofinansowania jest wzrost liczby osób przyjętych na kierunki zamawiane w porównaniu z poprzednim roku akademickim.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
