Marek Twardowski, wiceminister zdrowia, potwierdza, że
pieniądze na podwyżki dla stażystów i rezydentów (czyli lekarzy robiących specjalizację) są już zarezerwowane w przyszłorocznej ustawie budżetowej. Na ten cel ma być przeznaczone ponad 54 mln zł. Dodatkowo, jak podkreśla Ewa Kopacz, w 2008 roku, praktycznie wszyscy chętni będą mogli robić specjalizację w ramach rezydentur.
- Liczba miejsc specjalizacyjnych (tzw. etaty rezydenckie) ma być zwiększona o 948 - dodaje minister zdrowia.
Jednak zdaniem środowiska lekarskiego,
podwyżki zaproponowane rezydentom i stażystom są zbyt niskie.
- Obecnie rezydent zarabia 1757 zł brutto miesięcznie. Od nowego roku jego pensja brutto będzie wynosić 2285 zł. To nie jest znaczący wzrost - mówi Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL).
Dyrektorzy szpitali zdają sobie natomiast sprawę, że bez rezydentów i stażystów mogą mieć poważne problemy z zapewnieniem opieki pacjentom, gdy od nowego roku w życie wejdą
przepisy ustawy skracającej czas pracy lekarzy do, średnio, 48 godzin tygodniowo. Problem jednak w tym, że obecnie nie mogą oni samodzielnie dyżurować. Resort zdrowia zamierza to jednak zmienić, tak aby od 1 stycznia lekarze rezydenci i stażyści mogli bez nadzoru dyżurować na oddziałach.
- Decyzję o tym, czy młody lekarz ma wystarczającą wiedzę i umiejętności, aby mógł ponosić taką odpowiedzialność, ma podejmować ordynator oddziału - mówi Marek Twardowski.
W Ministerstwie Zdrowia trwają właśnie prace nad projektem rozporządzenia, które wprowadza te zmiany.
Ministerstwo Zdrowia nie wyklucza również zmiany sposobu finansowania etatów rezydenckich. W ten sposób kształci się ponad 12 tys. osób. Obecnie wynagrodzenie lekarzy robiących specjalizację jest finansowane z
budżetu państwa.
- Dobrym rozwiązaniem jest wprowadzenie kredytów dla lekarzy rezydentów. Byłyby one im udzielane na preferencyjnych warunkach. Nie jest jeszcze przesądzone, czy środki na ten cel pochodziłyby z
budżetu państwa - podkreśla Ewa Kopacz.
Ta zmiana miałaby zachęcić lekarzy do pracy w kraju, bo w momencie wyjazdu młody lekarz musiałby np. spłacić zaciągnięty dług. Jeśli pozostałby w kraju, kredyt mógłby być umarzany lub spłacany na korzystnych warunkach.
Zdaniem Marka Wójcika, eksperta ds. ochrony zdrowia w Związku Powiatów Polskich, jest to dobre rozwiązanie.
- Skoro, z jednej strony, mamy problem z niedoborem lekarzy, a z drugiej, co roku budżet państwa wydaje kilkadziesiąt milionów złotych na ich kształcenie, to potrzebna jest gwarancja, że zaraz po zrobieniu specjalizacji lekarz nie wyjedzie za granicę - dodaje Marek Wójcik.
Środowisko medyczne jest przeciwne wprowadzeniu zmian w finansowaniu rezydentów.
- Ta propozycja nie wynika z troski o zapewnienie przyszłym specjalistom możliwości dokształcania się, a szpitalom kadry dobrych pracowników, ale ma jedynie chronić interes publiczny - mówi Jerzy Jakubiszyn z Komisji Kształcenia Medycznego opolskiej izby lekarskiej.
Zdecydowanie lepszym pomysłem, według lekarzy, jest powrót do rozwiązania, które obowiązywało w przeszłości, czyli do tzw. umów patronackich. Tego również nie wyklucza minister zdrowia. Umowę taką młody lekarz zawierałby z konkretnym szpitalem, w którym chciałby robić specjalizację. W zamian za zobowiązanie się do kilkuletniej pracy w placówce, w której robił specjalizację, lekarz otrzymywałby np. stypendium, możliwość uczestniczenia w dodatkowych kursach i szkoleniach.
- Umowy patronackie są dobrym rozwiązaniem, jeżeli funkcjonowałyby równorzędnie z finansowaniem rezydentur z budżetu państwa - podkreśla Andrzej Włodarczyk, prezes warszawskiej izby lekarskiej.
Minister zdrowia jest również zdecydowaną zwolenniczką zmian w dotychczasowych zasadach organizacji Lekarskiego Egzaminu Państwowego.
- Uważam, że powinien on odbywać się już na szóstym roku studiów - mówi minister zdrowia.
Obecnie lekarze zdają LEP po odbyciu rocznego stażu. Pozytywny wynik z egzaminu daje im prawo leczenia pacjentów i jednocześnie otwiera drogę do robienia specjalizacji. Ponadto mogą pracować w innych krajach UE, bez konieczności nostryfikacji swoich dyplomów.
Zdaniem Jerzego Jakubiszyna, przesunięcie terminu zdawania LEP nie jest złym rozwiązaniem, pod warunkiem że będzie on również sprawdzał praktyczne umiejętności młodych lekarzy.
- Dzięki temu zostałby również wyeliminowany problem tych lekarzy, którzy już ukończyli staż, a jeszcze nie zdążyli zdać LEP. Z tego powodu mają problem ze znalezieniem zatrudnienia, bo wciąż mają ograniczone prawo wykonywania zawodu - podkreśla Jerzy Jakubiszyn.
Zdaniem ministra zdrowia LEP w obecnym kształcie nie sprawdza ani akademickiej wiedzy młodych lekarzy, ani nie potwierdza umiejętności nabytych przez nich w trakcie trwania stażu.
- To, czego lekarz nauczył się na studiach, potwierdzają przecież cząstkowe egzaminy w poszczególnych dziedzin medycyny, jakie musi on zdać na Akademii Medycznej - podkreśla minister zdrowia.
Dodatkowo LEP w obecnym kształcie jest mało obiektywnym egzaminem. Brakuje w nim katalogu zagadnień, których powinien dotyczyć. Dlatego niezbędne jest stworzenie podręcznika, z którego młodzi lekarze przygotowywaliby się do zdawania LEP.
2285 zł będzie zarabiał w 2008 roku lekarz-rezydent
Na studia medyczne nie zdaje się egzaminu wstępnego. Już na drugim roku zaczynają się staże w szpitalach, nie ma natomiast praktyk wakacyjnych. Po trzecim roku student staje się tzw. externe i pracuje na wybranym oddziale. Aby otworzyć specjalizację, należy zdać egzamin z całego zakresu wiedzy medycznej. Lekarze na etacie szpitalnym nie mają prawa prywatnego praktykowania.
Studia medyczne trwają tam pięć lat i dzielą się na fazy przedkliniczną i kliniczną. Po złożeniu egzaminu końcowego absolwenci uzyskują stopień bakalaureat w medycynie lub bakalaureat w chirurgii. Aby uzyskać pełne prawo wykonywania zawodu, każdy lekarz musi pracować w szpitalu przez 12 miesięcy jako rezydent. Stopień doktora medycyny można uzyskać po zdobyciu dyplomu, przedłożeniu oryginalnej pracy badawczej i złożeniu egzaminu doktorskiego.
Ewa Kopacz, minister zdrowia
/
DGP
Zmiany w systemie kształcenia
lekarzy
/
DGP