Już samo to, w którym kierunku zmierzają koszty pieniądza największej globalnej gospodarki, jest interesujące. Ale równie interesujące były także inne wydarzenia: chodzi o bezprecedensową próbę przejęcia kontroli nad FOMC, podjętą przez Donalda Trumpa, któremu nie podobają się zbyt wysokie – w jego ocenie – stopy. Choć ten materiał nie będzie analizą mało eleganckich słów i działań prezydenta wobec członków komitetu, który w ten sposób stara się poszerzyć swoją władzę, to Trump i tak za chwilę wróci na scenę.

Bankowcy o demografii. Obcokrajowcy ratują sytuację na rynkach pracy i PKB

W Jackson Hole szefowie banków centralnych dyskutowali również o kwestiach demograficznych i problemach, jakie dla dalszego wzrostu najbardziej rozwiniętych państw stanowi spadek liczby ludności w wieku produkcyjnym. Według Kazuo Uedy, gubernatora Banku Japonii, starzenie się społeczeństwa doprowadziło do braków kadrowych, co jest jednym z najważniejszych problemów ekonomicznych jego kraju. Wymusza to na Japończykach, którzy z różnych względów są społeczeństwem dość zamkniętym, szersze otwarcie na pracowników zagranicznych. Pod koniec ubiegłego roku Japonię zamieszkiwało 3,8 mln zagranicznych rezydentów, co stanowiło ok. 3 proc. populacji i dawało obcokrajowcom taki sam udział w liczbie osób w wieku produkcyjnym. W latach 2023–2024 liczba osób z zagranicy zamieszkujących Japonię zwiększyła się o 37 proc.

Kraje ze strefy euro zaostrzają politykę migracyjną. Ekonomiczny eksperyment, który może odbić się czkawką

Na znaczenie pracowników napływowych dla gospodarki strefy euro zwróciła uwagę także Christine Lagarde, szefowa Europejskiego Banku Centralnego. Od końca 2021 r. do połowy 2025 r. zatrudnienie na obszarze wspólnej waluty wzrosło o 6,3 mln osób, z czego ponad połowa miejsc pracy przypada na osoby niebędące obywatelami żadnego z wchodzących w skład strefy państw. W 2022 r. udział pracowników zagranicznych w grupie osób w wieku produkcyjnym (20–64 lata) wynosił w strefie euro ok. 9 proc. EBC oszacował też, jaki wkład mają zagraniczni pracownicy we wzrost gospodarczy. Wprawdzie europejska gospodarka nie najlepiej poradziła sobie w wyjątkowo niestabilnych warunkach, zapoczątkowanych pandemią z 2020 r., niemniej poziom produkcji w strefie euro jest obecnie ponad 5 proc. wyższy, niż był na koniec 2019 r. Ponad 80 proc. tego wzrostu związane jest z dwoma czynnikami – ze zwiększoną liczbą osób z zagranicy w wieku produkcyjnym i z podwyższoną stopą zatrudnienia w tej grupie.

Globalne zawirowania z ostatnich lat szczególnie mocno odczuły Niemcy, największa europejska gospodarka. Po ostatnich korektach wyliczeń dokonanych przez federalny urząd statystyczny okazało się, że poziom produkcji u naszych zachodnich sąsiadów w połowie 2025 r. jest mniej więcej na tym samym poziomie, jak na koniec 2019 r. Ale bez zagranicznych pracowników byłby o 6 proc. niższy. Ekonomiczny sukces Hiszpanii, najszybciej rozwijającego się dużego państwa strefy euro w ostatnich latach, również nie byłby możliwy bez osób z zagranicy.

Jak wynika z danych Eurostatu, w zeszłym roku populacja mieszkańców UE wzrosła o 1 mln, do rekordowych 450,4 mln osób. Na ten wynik złożył się ujemny przyrost naturalny na poziomie 1,3 mln osób i 2,3 mln napływu migrantów netto. Od 2012 r. więcej mieszkańców UE umiera, niż się rodzi, więc przyrost populacji w całości wynika z napływu obcokrajowców. Wspomniana już Japonia, mimo zwiększonego napływu cudzoziemców, nie uniknęła spadku populacji o ok. 0,5 mln w 2024 r., do 124 mln osób.

W kontekście wyliczeń EBC obserwowane zaostrzenie polityki migracyjnej w dużej grupie państw wysoko rozwiniętych można uznać za ekonomiczny eksperyment. Pierwszą decyzją Alexandera Dobrindta, niemieckiego ministra spraw wewnętrznych, było uchylenie rozporządzenia zezwalającego na wjazd do kraju obywateli państw trzecich bez ważnych dokumentów. Dotyczy to też osób ubiegających się o azyl. Rząd kanclerza Friedricha Merza zawiesił też program łączenia rodzin i zezwolił na deportacje nielegalnych imigrantów do Afganistanu i Syrii. W umowie koalicyjnej CDU-CSU i SPD partnerzy zobowiązali się do zakończenia wszystkich federalnych programów przyjmowania uchodźców i do nietworzenia nowych. W ten sposób partie głównego nurtu starają się odzyskać tych wyborców, którzy popierają głoszącą antyimigracyjne hasła skrajnie prawicową Alternatywę dla Niemiec (AfD).

W zeszłym roku UE przyjęła pakt o migracji i azylu, którego celem jest ograniczenie napływu nielegalnych migrantów i przyspieszenie procedur azylowych. Z danych Frontexu wynika, że w 2024 r. liczba nielegalnych przekroczeń zewnętrznych granic UE spadła o 28 proc., do 239 tys. Zaostrzenie polityki migracyjnej przejawia się też wprowadzeniem kontroli na wewnętrznych unijnych granicach. Na taki krok zdecydowało się w ostatnim czasie 9 z 25 unijnych państw, w tym Polska, które są jednocześnie członkami strefy Schengen. Teoretycznie obywatele i podróżni powinni się przemieszczać między państwami strefy bez żadnych kontroli. Zgodnie z prognozą EBC, która była częścią wystąpienia prezes Lagarde w Jackson Hole, jeśli strefa euro utrzyma wysokie tempo migracji, to ma szansę, by jeszcze przez kilka lat oszukiwać demografię i notować przyrost liczb osób w wieku produkcyjnym.

Trump na wojnie z obcokrajowcami. USA z ujemną migracją i spadkiem PKB?

Najbardziej radykalnego zwrotu w polityce migracyjnej wśród państw wysokorozwiniętych dokonały Stany Zjednoczone pod rządami Donalda Trumpa. Od czasu styczniowej inauguracji republikanina nasiliły się deportacje nielegalnych imigrantów, wzmocnione zostały kontrole na granicach, a setki tysięcy przybyszy straciło prawo do pobytu na terenie USA. Efekt końcowy może być taki, że w 2025 r. migracja netto będzie ujemna po raz pierwszy od 50 lat. Z danych Congressional Budget Office (CBO) wynika, że w poprzedniej dekadzie do Stanów Zjednoczonych przybywało średnio 917 tys. obcokrajowców rocznie. Jeden z rekordowych wyników w historii padł w 2023 r., gdy liczba ta wzrosła do 3,3 mln. W poprzednich 12 miesiącach do USA napłynęło 2,7 mln osób z zagranicy.

Potrzebę ograniczenia migracji Trump tłumaczy przestępczością przyjezdnych, koniecznością ochrony miejsc pracy dla Amerykanów i obciążeniami dla budżetu. Ekonomiści ankietowani przez „The Wall Street Journal” oszacowali, że polityka migracyjna Trumpa ograniczy wzrost gospodarczy o 0,2–0,3 pp. w latach 2025 i 2026. Oznacza to, że wzrost PKB w najbliższym czasie będzie o 10–15 proc. niższy.

Można od razu postawić pytanie, dlaczego straty amerykańskiej gospodarki będą tak niewielkie, skoro w strefie euro z zagranicznymi pracownikami można wiązać nawet 80 proc. wzrostu PKB w ostatnich latach. Pierwszy, być może najważniejszy, powód, jest taki, że z punktu widzenia rynku pracy wpływ na wyniki gospodarki ma zarówno liczba pracujących, jak i wzrost produktywności. W strefie euro wzrostu produktywności w ostatnich latach nie było w ogóle, więc wszystko opierało się na większej liczbie pracujących. W USA produktywność rośnie relatywnie szybko. W najbliższych latach może być pod tym względem lepiej, ze względu na przenikanie do gospodarki rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji.

Sytuacja demograficzna USA, choć pogarsza się, to jednak nie tak szybko jak w UE. Według najnowszej prognozy CBO liczba zgonów przewyższy liczbę urodzeń w Stanach Zjednoczonych w 2033 r., 20 lat później niż w Unii. Wreszcie, ekonomiści nie wierzą nawet w spadek migracji netto do zera. Prognozy mówiące, że liczba zagranicznych przybyszów w tym roku spadnie, opierają się na jednym badaniu przeprowadzanym przez Biuro Spisów Ludności. Rządowa agencja zastrzega, żeby nie wykorzystywać danych do szacowania zmian w populacji migrantów, bo wyniki mogą być bardzo niedokładne. Na przykład eksperci Goldman Sachs szacują, że migracja netto w USA ustabilizuje się w najbliższym czasie na poziomie ok. 0,5 mln osób rocznie.

Zdecydowane obniżenie liczby osób przybywających do Stanów Zjednoczonych może być szczególnie mocno odczuwalne w branżach opartych na pracy obcokrajowców. Na przykład jedna trzecia pokojówek i gospodyń domowych, 30 proc. pracowników budowlanych i 24 proc. osób dbających o utrzymanie ogrodów pochodzi z zagranicy. Według szacunków Departamentu Rolnictwa 42 proc. zatrudnionych przy zbiorach to imigranci bez uregulowanego statusu prawnego w USA. Już teraz ograniczony napływ obcokrajowców ma przełożenie na statystyki amerykańskiego rynku pracy. Tym czynnikiem ekonomiści tłumaczą nietypową sytuację, w której liczba nowych miejsc pracy powstających w sektorach pozarolniczych spadła poniżej 40 tys. (średnio) w ostatnich trzech miesiącach, co jest najgorszą statystyką od czasów pandemii, a mimo tego stopa bezrobocia nie rośnie.

Ilu Ukraińców może zniknąć z polskiego rynku pracy po wecie prezydenta?

Po tym, jak w minionym tygodniu nowelizację specustawy regulującej pomoc obywatelom Ukrainy zawetował prezydent Karol Nawrocki, niespodziewanie również Polska znalazła się w gronie państw prowadzących najbardziej restrykcyjną politykę migracyjną, biorąc pod uwagę skutki tej decyzji. Jeśli do końca września nic się w tej kwestii nie zmieni, prawo do legalnego pobytu w Polsce może stracić kilkaset tysięcy z 825 tys. obywateli Ukrainy, którzy pracują u nas legalnie i są objęci ubezpieczeniem ZUS. W ten sposób z polskiego rynku pracy może zniknąć kilka procent pracowników. Na taki eksperyment nie zdecydował się nawet Donald Trump. ©Ⓟ