Operacja „Średnica”: Jak Niemcy mszczą się za Nord Stream [ŚLEDZTWO DGP]

Nord Stream
Nord StreamPAP/EPA / HANNIBAL HANSCHKE
13 października 2025

DGP poznał część materiału przekazanego Włochom przy procesie ekstradycyjnym Serhija K., ukraińskiego kapitana, który miał dowodzić wysadzeniem dwóch nitek Nord Streamu. To materiał, który przedstawią również przeciwko zatrzymanemu w Polsce nurkowi – Wołodymyrowi Ż. Odsłaniamy kulisy śledztwa przeciwko dywersji na gazociągu północnym.

Warszawski sąd, który zdecyduje o tym, czy wydać 46 letniego Wołodymyra Ż., będzie posługiwał się materiałami analogicznymi do tych, które niemiecka prokuratura i śledczy dostarczyli w sierpniu sędziom w Bolonii. Na ich podstawie w połowie września orzekli oni, że Serhij K. – Ukrainiec podejrzany o wysadzenie dwóch nitek gazociągu Nord Stream 2 – zostanie poddany ekstradycji. DGP poznał treść części materiałów, na bazie których pracował włoski wymiar sprawiedliwości. Źródła DGP przekonują, że w całym dossier Serhija K., które jest najmocniejszą częścią niemieckiego śledztwa – nie ma jednoznacznych dowodów winy. – Włoski sąd podejmował decyzję na bazie poszlak – przekonują nasi rozmówcy. Jak dodają źródła DGP, przeciwko aresztowanemu w Pruszkowie 30 września Wołodymyrowi Ż. są one niemal identyczne. Również nie wskazują jednoznacznie na winę.

Urodzony 2 stycznia 1976 roku K. miał – według Niemców – być dowódcą grupy dywersyjnej, która zeszła pod wodę w rejonie Bornholmu i podłożyła ładunki wybuchowe we wrześniu 2022. Ich ślady znaleziono na jachcie Andromeda wynajętym na podstawie sfałszowanych dokumentów przez ukraińską firmę przykrywkową w marinie w Hohe Dune, portowej dzielnicy Rostoku. Pod wodę miał schodzić między innymi Wołodymyr Ż.

We włoskich danych czytamy, że użyto dwóch rodzajów materiałów wybuchowych – miał to być oktogen (HMX) i heksogen (RDX). Najcięższy ładunek ważył niemal 30 kg. Wszystkie zostały odpalone zdalnie. – Niemcy są przekonani, że o operacji wiedziały najwyższe władze Ukrainy. Ich zdaniem miał ją nadzorować między innymi szef kontrwywiadu SBU i zarazem człowiek Andrija Jermaka, czyli osoby numer dwa w państwie, dwugwiazdkowy generał SBU Ołeksandr Pokład – mówi DGP źródło w polskich służbach. – Jeśli w sprawę naprawdę zaangażowany był Pokład, to wiedział o tym zarówno Jermak jak i prezydent Wołodymyr Zełenski. Pokład w czasach prezydentury Wiktora Janukowycza pracował dla oligarchy Dmitrija Firtasza, którego ścigało FBI. Jermak co najmniej kojarzy go jeszcze z czasów janukowyczowskiej Partii Regionów - komentuje.

Serhij K. to z kolei były żołnierz i funkcjonariusz zarządu kontrwywiadu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w stopniu kapitana. Kryptonim operacji jaki przyjąć miały ukraińskie służby specjalne to „Średnica”. Grupa Ukraińców działała pod legendą turystów. Włosi twierdzą, że Serhij K. oprócz „Średnicy” brał również udział w operacjach dywersyjnych ukraińskich służb przeciwko okrętom floty cieni przewożących rosyjską ropę przez Morze Śródziemne. Źródła DGP przekonują, że to właśnie z tego powodu zainteresowano się nim w stopniu znacznie większym niż mogłoby to wynikać z wystawionego za nim przez Niemców Europejskiego Nakazu Aresztowania.

K. został zatrzymany w połowie sierpnia w hotelowej miejscowości Misano Adriatico kilka kilometrów na południe od międzynarodowego lotniska w Rimini. Ż. trafił do aresztu po zatrzymaniu 30 września w Pruszkowie, gdzie mieszkał ze swoją rodziną.

Jak przekonują rozmówcy DGP akcja zatrzymania K. była nieproporcjonalnie duża do zagrożenia jakie mógł stwarzać Ukrainiec. Carabinieri użyli co najmniej ośmiu aut. W realizacji brał udział również śmigłowiec. Tymczasem Ukrainiec był w Misano Adriatico na urlopie z żoną i dwójką dzieci.

W dossier obydwu mężczyzn oprócz badań dowodzących, że na Andromedzie odkryto hexogen i oktogen – znajduje się DNA członków grupy i zeznania kierowcy taksówki, który rozpoznała obydwu oskarżonych.

Wizerunki grupy uwieczniły kamery CCTV w Wiek na Rugii. DGP dotarł do kopii nagrań z Wiek i potwierdził ich autentyczność. Niemcy mają również dane lokalizacyjne przekazane przez operatorów komórkowych. Grupa miała składać się z czterech nurków (kierować nimi miał właśnie Wołodymyr Ż.), specjalisty od ładunków wybuchowych i kapitana, którym na Andromedzie był K. „Średnicą” mieli dowodzić z Kijowa wysocy rangą oficerowie ukraińskich służb specjalnych. Żaden z członków grupy na morzu nie był jednak aktywnym oficerem SBU (służby cywilne) ani HUR (wywiadu wojskowego). Czwórka nurków to cywile, skupieni wokół firmy szkoleniowej z Kijowa. Wszyscy pełnili rolę „źródeł” (świadomie mieli współpracować ze służbami ukraińskimi, nie będąc ich etatowymi pracownikami). Ładunki podłożono w rejonie Bornholmu ale na to brak jednoznacznych dowodów. W momencie ataku na gazociąg K. był żołnierzem ukraińskich sił zbrojnych. Jeszcze wiosną 2022 brał udział w obronie Kijowa.

Dwaj mężczyźni, którzy wpadli we Włoszech i w Polsce - przekonują, że nie mają nic wspólnego z podłożeniem materiałów wybuchowych. Twierdzą, że w momencie wybuchów byli w Kijowie. Z kolei jedyna kobieta, której Niemcy zarzucają udział w operacji – Switłana U. – podała dwie sprzeczne wersje na temat swojego alibi. W rozmowie z niemieckimi dziennikarzami powiedziała, że w momencie wybuchów była na wakacjach w Bułgarii. W rozmowie z Biełsatem z kolei stwierdziła, że była w Kijowie. Świtłana U. razem z Wołodymyrem Ż. we wrześniu 2022, czyli w okresie gdy dokonano ataku na Nord Stream – prowadziła szkołę nurkowania. Jeszcze do niedawna można było na profilu firmy na facebooku znaleźć rebus, który sugerował związek firmy z sabotażem pod wodą. Gdy wokół sprawy zaczęło się robić gorąco, media społecznościowe całej szóstki wyczyszczono.

Jak podawała „Rzeczpospolita” Ż. polska policja próbowała aresztować po raz pierwszy 6 lipca. Miał jednak zostać wówczas ostrzeżony i wywieziony autem na numerach dyplomatycznych przez przejście graniczne w Korczowej na Ukrainę. We wrześniu podjęto drugą próbę, ale w mieszkaniu nie było podejrzanego. ABW w asyście niemieckiego oficera łącznikowego przejęła jednak nośniki danych z domu Ukraińca. Trzecie podejście okazało się skuteczne. Ż. trafił do aresztu.

Zarówno jemu jak i K. w Niemczech grozi do 15 lat więzienia.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: gazetaprawna.pl

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.