Na przykład Monika Olejnik zamilkła (wymownie?), kiedy podczas rozmowy Radosław Sikorski nazwał Pawła Kukiza „sprzedajną szmatą”. Można sobie wyobrazić, jak zareagowałaby Olejnik, gdyby w jej programie Zbigniew Ziobro nazwał np. Romana Giertycha „sprzedajną szmatą” – no, raczej nie skończyłoby się na wymownym milczeniu.
Na Wojciecha Maziarskiego też spojrzałem krzywo. Publicysta „Gazety Wyborczej” w platformerskim zacietrzewieniu unieważnia sens dziennikarstwa, kiedy okłada słowem dziennikarza, który, wykonując dziennikarski obowiązek, informuje nas, że Donald Tusk przepisał majątek na żonę. Pewnie, że ta informacja szkodzi Tuskowi, a wspomaga PiS, ale to problem polityków i ich pijarowców, nie dziennikarzy.