Obu kandydatom na szefa PO (z których jeden, na razie, jest kandydatem wirtualnym) brakuje pewnego rodzaju wiarygodności. Obaj, chociaż w różnych momentach, udowodnili, że potrafią przekonać do siebie miliony. No tak, ale Paweł Kukiz też potrafił, lecz pozbawiony partii politycznej szybko uwiądł. Tusk i Trzaskowski, czy jak się raczej mówi w tych trudnych czasach XXI w.: Donald i Rafał, mają dla PO zasługi, ale nie mają partii w rękach.
Mogłoby się wydawać, że stanięcie na czele ugrupowania pogrążonego w kryzysie to betka w porównaniu z ewentualnym pokonaniem Zjednoczonej Prawicy? No, mogłoby się wydawać, ale tak nie jest. Bo bez partii można trochę poszaleć w sondażach, ale nie można wygrać. W polityce pewne reguły działają niemal bez pudła. Dla człowieka, który pracuje w konkretnym przedsiębiorstwie, wygrana jego firmy w rankingu „Firmy sprzyjające środowisku” albo w zestawieniu „Zyskowny zakład roku” ma znaczenie, ale drugorzędne. Pierwszorzędne ma natomiast, czy firma zachowa jego stanowisko pracy, a może, nawet, czy go awansuje.
Każda duża partia jest przedsiębiorstwem. Specyficznym i działającym na specyficznym rynku – ale to samo można powiedzieć o teatrze, uczelni, hospicjum czy klubie piłkarskim. Firmy inne niż „normalne”, takie, w których „jest coś więcej” niż działanie dla finansowego zysku, nie są wyłączone z niektórych, przynajmniej fundamentalnych zasad rządzących biznesowym światem.
W tym kontekście zdrada Kierwińskiego stanowi ważny sygnał. Marcin Kierwiński jest sprawnym pracownikiem partyjnego aparatu, doskonale rozumiejącym reguły obowiązujące w przedsiębiorstwie PO – i na tym jego talenty, wystarczające, by zrobić karierę, się kończą. (Jedna z moich wizji mąk czyśćcowych: jedziemy z Kierwińskim, Pawłem Grasiem i Sławomirem Nowakiem osobowym z Przemyśla do Szczecina i rozmawiamy o tym, co ich interesuje). Jeżeli teraz zostawia Trzaskowskiego na lodzie, podczepiając się pod Tuska, to dostajemy czytelny znak, w którą stronę prawdopodobnie pójdzie wybór aparatu PO.
Najprawdopodobniej prezydentowi Warszawy nie pozostanie więc nic innego, jak dokonać wyjścia z Platformy i zbudować własne przedsiębiorstwo. Fantazja? Łatwo sobie przypomnieć, że tak właśnie zaczynała się Platforma Obywatelska – kiedy wygryziony z Unii Wolności Tusk stworzył swoją firmę.