Bezpieczne są także monumenty angielskiego króla Henryka VIII, tyrana i żonobójcy. Oraz Piotra Skargi, który uznając konieczność obrony czci boskiej, zwalczał praktykę tolerancji wobec protestantów (no, do stylu Lutra dużo mu jeszcze brakowało). Padł pomnik Cecila Rhodesa zdobiący Kolegium Oriel w Oksfordzie (latem statua ma zostać przeniesiona do muzeum), zniszczono pomniki Thomasa Jeffersona czy George’a Washingtona w USA, a te stoją. Dlaczego?
Optymistycznie można założyć, że Europa po prostu nie ma ochoty naśladować Ameryki i że tutejsza ludzkość ma świadomość, że Luter to nie tylko wściekłe tyrady na Żydów, zaś Skarga w wielu sprawach miał sporo racji. Realistycznie zaś lepiej jest założyć, że sami sprawcy obalania pomników nie umieliby odpowiedzieć na pytanie „dlaczego?”. Stadnie biegną w pewnym kierunku, by potem wraz ze stadem zmienić cel. W sumie wiedza wiedzą, ale najważniejsze, by razem biec.
Pojęcie „płynnej ponowoczesności” jest bardzo intelektualnie inspirujące jako próba syntezy niesłychanie różnorodnych przemian ostatnich dziesięcioleci na Zachodzie. Jednocześnie wabi umysły skłonne do refleksji płytkiej – jak kiedyś darwinizm, a potem względność czasu. W ich uproszczonym kształcie takie teorie łatwo pojąć. No tak, myślą sobie, płyciutko i naprędce, nowoczesne umysł(ki), wszystko się poszło czesać. I dobrze, to żaden kryzys, żaden upadek cywilizacji, to po prostu naukowo wyjaśniona płynna ponowoczesność. Zygmunt Bauman trafił pod strzechy.
Stara lewica z nie mniejszym przerażeniem niż stara prawica patrzy na taką ewolucję światopoglądu naukowego. Popłynęły przecież takie pojęcia jak robotnik, jak wyzysk ekonomiczny, jak walka klas, przypłynęły osoby z macicami i struktury wyzysku rasowego, a cóż, Marks był biały i z prąciem. „Nowi” są i na prawicy – walczą ze światowymi spiskami miliarderów i lekarzy. W plątaninie dzisiejszych zawołań i wrzasków przydałby się lewicowo-prawicowy sojusz przeciwko nowej lewicy i nowej prawicy.